«  Pieśń nad Pieśniami - Karolina Orzeł [2012]Ewangelia Marka - S.Wróbel [2014]  »

Ew. Łukasza - Jakub Kołacz SJ
Bardzo daleko posunięta parafraza. Ale trzyma się tekstu biblijnego

Stary Test. 1Moj2Moj3Moj4Moj5MojJozSędRut1Sam2Sam1Krl2Krl1Krn2KrnEzdNehEstHioPsaPrzKohPnPIzaJerLamEzeDanOzeJoeAmAbdJonMicNahHabSofAggZacMal
Nowy Test. MatMarŁukJanDzARzym1Kor2KorGalEfeFlpKol1Tes2Tes1Tym2TymTytFlmHebJak1Pio2Pio1Jan2Jan3JanJudApok
Inne 1Mach2MachMdrSyrTobJdtBar  

Okładka wydania

Główne wydanie 2013

Jakub Kołacz SJ, Ewangelia św. Łukasza spisana własnymi słowami, Wydawnictwo WAM 2013, s.208, ISBN: 9788377678206 [GAL]

Tłumaczenie

Jakub Kołacz SJ

Fragment przekładu

Łukasza 1:1-7 Od tamtych dni minęło już bez mała dwa tysiące lat. W tym czasie wielu usiłowało opisać tamte zdarzenia, zgodnie z tym, jak je przekazali naoczni świadkowie, których Pan uczynił sługami Słowa. Ja także postanowiłem zbadać wszystko dokładnie, od początku aż do końca (choć w rzeczywistości pożegnanie z Jezusem nie było żadnym „końcem”), i opisać to, aby każdy, kto weźmie do ręki tę książkę i przeczyta ją z uwagą, mógł przekonać się i uwierzyć, że to, co mówimy o Jezusie Chrystusie, jest prawdą. Za panowania króla Heroda (który rządził Judeą od 40 roku Starej Ery do 4 roku po narodzeniu Pana), żył pewien kapłan żydowski imieniem Zachariasz. (Należał on do ósmego oddziału Abiasza, a oddziałów takich było dwadzieścia cztery; każdy z nich pełnił służbę w jerozolimskiej świątyni przez tydzień). Otóż kapłan ten miał żonę, której na imię było Elżbieta. Oboje byli ludźmi sprawiedliwymi i ilekroć Stwórca spoglądał na nich z nieba, tylekroć rozjaśniało się z radości Boskie oblicze. Zachariasz i Elżbieta wiernie zachowywali Prawo Pańskie i chodzili drogami Bożych przykazań, dlatego byli bliscy Panu. Tak upłynęło im całe życie, nad którym jednak zawisł cień nieszczęścia, bo choć byli dobrzy, Bóg - jak się wydaje - poskąpił im pełni błogosławieństwa: Elżbieta nie mogła mieć dziecka. Prowadzili więc zgodne życie we dwoje i tak jak wspólnie przeżyli młodość, tak też zestarzeli się razem, pogodzeni z ciszą, jaka panowała w ich małym domu.  [1]

Więcej o przekładzie

Inni o przekładzie:

Bożena Rytel "Magazyn Lietarcki KSIĄŻKI" nr 6/2013:

Jakub Kołacz SJ, opierając się na tekście Ewangelii według św. Łukasza, opisuje własnymi słowami, lekko i zrozumiale dzieciństwo Jezusa, działalność Jana Chrzciciela, działalność Jezusa w Galilei, podróż Jezusa do Jerozolimy, działalność Jezusa w Jerozolimie oraz Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Przy czym opowiadanie autora pogłębione jest wyjaśnieniami historycznymi i kulturowymi, jak również wzbogacone opisami emocji bohaterów wydarzeń.  [2]

Kalendarium przekładu

2013Jakub Kołacz SJ, Ewangelia św. Łukasza spisana własnymi słowami, Wydawnictwo WAM 2013, s.208, ISBN: 9788377678206 [GAL] [3]

Dodatkowy fragment przekładu

Łukasza 1:8-80 Pewnego razu, gdy zgodnie z ustaloną kolejnością swego oddziału Zachariasz sprawował służbę kapłańską w świątyni, stosownie ze zwyczajem kapłani rzucili losy, prosząc Boga, aby w ten sposób wskazał tego, kto miał wejść do miejsca najświętszego, aby zapalić tam kadzidło, którego pachnący dym symbolizował żarliwe modlitwy, zanoszone do Pana. Los padł na Zachariasza. Wszedł więc do środka z drżeniem (bo miejsce było święte i chwila ta była podniosła), ale i z pewną rutyną kapłana obytego ze świętością (bo od dawna nikt już nie słyszał, aby Bóg w jakikolwiek nadzwyczajny sposób przemówił do ludzi). Wszedł, a na zewnątrz stało mnóstwo ludzi, którzy swe modlitwy mieszali z odrobiną zazdrości, że to nie oni zostali wybrani, aby wejść tam, gdzie było mieszkanie Boga. Nagle pośród tych rutynowych czynności, które jego ręce wykonywały same, doznał niezwykłego widzenia. Po prawej stronie ołtarza kadzenia zobaczył postać, i choć nigdy wcześniej nie widział anioła i nie wiedział, po czym można poznać takiego ducha, tym razem był przekonany, że ukazał mu się anioł. W jednej chwili to, co takie zwyczajne, wszelkie gesty i myśli pokryte kurzem rutyny, stały się czymś niezwykłym, a nawet zbytecznym. Zachariasz przeraził się i ze strachu nie wiedział, co ma robić. Wtem jak przez mgłę dobiegły go słowa: - Zachariaszu, nie bój się, bo twoja modlitwa została wysłuchana. Twoja żona Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie powodem do radości. Wielu innych ludzi cieszyć się będzie z jego narodzenia. Syn twój będzie wielki przed Panem: nie będzie pił ani wina, ani upajającej sycery, a Duch Pański napełni go jeszcze w łonie matki, zanim się narodzi. Potem zaś, gdy dorośnie, wielu Izraelitów nawróci do Pana, który jest ich Bogiem. On sam pójdzie przed Panem, mocny jak prorok Eliasz. Wprowadzi jedność w narodzie, nieposłusznych skłoni do wejścia na drogę mądrości i przygotuje lud na przyjęcie Pana. Na dźwięk tych słów, wzniosłych, ale jakże nieprawdopodobnych, stary kapłan powoli dochodził do siebie i w momencie, gdy twarz anioła rozjaśniła się, gdy kontemplował wizję Boga przychodzącego na świat i mieszkającego wśród ludzi, stary kapłan pomyślał: „Modlitwa moja została wysłuchana? Jaka modlitwa?”. To prawda, że gdy był młodszy, modlił się o zmiłowanie, prosił Stwórcę o cud, ale teraz, gdy on i żona byli już starzy, potrzeba by było już dwóch cudów. Gdy więc anioł w radosnym uniesieniu przerwał mowę i gdy nastała uroczysta cisza, Zachariasz wcale nie kontemplował mocy Boga, ale walczył z wątpliwościami, że wszystko to, co widzi i słyszy, jest zwyczajnym złudzeniem. Z rezerwą, ale i nutką drwiny w głosie, przerwał tę uroczystą ciszę: - A po czym poznam, że mówisz prawdę? Tu zawiesił swój głos, a widząc, jak święte rozmarzenie znika z twarzy anioła, żal mu się zrobiło tej chwili, dlatego na usprawiedliwienie siebie dodał: - Przecież jestem już stary, a i moja żona jest także w podeszłym wieku... Anioł westchnął, a w tym westchnieniu była zawarta smutna rezygnacja i niechęć do ludzkiej niewiary, którą często - jakby na usprawiedliwienie siebie - na ziemi nazywa się „rezerwą” albo „ostrożnością”. - Mam na imię Gabriel - powiedział. - Co dzień stoję przed Bogiem, który mnie tu do ciebie posłał, aby oznajmić ci tę radosną nowinę. A prawdziwość moich słów poznasz po tym, że Pan da ci taki znak, który dla ciebie będzie pokutą za brak wiary: będziesz niemy i nie wypowiesz ani jednego słowa aż do dnia, kiedy stanie się to, co ci zapowiedziałem. To powiedziawszy, zniknął. Odszedł do Boga, Zachariasz zaś, bojąc się otworzyć usta i wciąż nie wiedząc, czy rzeczywiście nie będzie w stanie wydusić z siebie ani słowa, choćby słowa błogosławieństwa, powoli ruszył do wyjścia. A trzeba przyznać, że nigdy wcześniej nie czuł się tak stary, jak teraz. Tymczasem na zewnątrz tłum czekał na niego. Wielu, którzy nie potrafiąc się modlić sercem, dawno odklepali już przygotowane na tę okazję formułki, dziwiło się, że tak długo zatrzymał się w przybytku. Kiedy więc w końcu wyszedł na zewnątrz, nie mogli opanować ciekawości, dlaczego tak długo kazał im na siebie czekać. Kapłan wtedy właśnie odważył się po raz pierwszy otworzyć usta. Ale z ust tych nie mógł wydusić ani jednego ludzkiego słowa, jakby jego przodkowie nie zostali stworzeni szóstego dnia, ale wcześniej, gdy Wszechmocny powoływał do życia zwierzęta! Dopiero wtedy uwierzył we wszystko, co powiedział mu anioł. Cały zaś lud w tym momencie zrozumiał, że Zachariasz miał widzenie podczas składania ofiary kadzenia. I ogarnęła ich jeszcze większa ciekawość. On jednak pozostał niemy i aż do czasu musiał tę tajemnicę chować we własnym... [całość] [4]

 

Zostaw komentarz

Komentarz: 


Podpis:     
Przepisz kod: