Maria Kossowska - Współczesne polskie przekłady Pisma Świętego Nowego Testamentu (Uwagi o strukturze językowej)

CZĘŚĆ PIERWSZA: WPROWADZENIE W TEMATYKĘ


ROZDZIAŁ PIERWSZY

NOWE PRZEKŁADY PISMA ŚW. NOWEGO TESTAMENTU
A STARA TRADYCJA TEKSTU BIBLIJNEGO

1. Narodziny i rozwój polskiego tekstu biblijnego

Tysiąc lat już dobiega, jak naród nasz znaczy się imieniem narodu chrześcijańskiego, ściślej – katolickiego. Opornie kiełkowało ziarno nowej, choć już tysiącletniej nauki, na jałowiźnie wewnętrznego życia narodu młodego, prężnego, stosunkowo niedawno zorganizowanego w państwo.

Ale mozoły uprawy nie przepadły: ziarno, chociaż powoli, zakorzeniło się i zaczęło wydawać dobre plony. Lista polskich świętych i błogosławionych okresu średniowiecza – to świadectwo dla oraczy i dla wartości uprawianej gleby.

Wraz z przeoraniem duszy narodu zaczęły o sobie publicznie dawać znać jej nowe potrzeby, zrodzone z nowego życia. Wybitnie religijny charakter zabytków polskiego piśmiennictwa średniowiecznego, wśród którego poczesne miejsce zajmują ułamkowe przekłady Pisma Św., jak np. psałterze, jest do dziś żywą dokumentacją nowych potrzeb indywidualnych i społecznych oraz ich realizacji.

Wyrosłe z życia i stale rosnące zapotrzebowanie na słowo Bożej nauki w brzmieniu bliskim, zrozumiałym, własnym, wyrażało się nie zawsze udolnie w języku, który dopiero od kilku wieków krzepł w odrębnych, własnych formach ustnego obcowania, a pierwsze kroki pisane właśnie zaczynał stawiać. Te pierwsze kroki – to podwaliny pod polską tradycję tekstu i stylu biblijnego.

Oprócz znanych nam najstarszych średniowiecznych zabytków z tej dziedziny były z pewnością w obiegu społecznym inne, nie znane, nie dochowane do dziś przekłady Pisma Św. O dwóch takich, istniejących z pewnością, wspomina prof. Konrad Górski w pracy pt: Nowy Testament Scharffenbergera (Pismo Św. w duszpasterstwie współczesnym, Lublin 1958, 199-220, Tow. Nauk. KUL).

Z badań tych wynika, że Nowy Testament Scharffenbergera nie był samodzielnym tłumaczeniem, a redaktor jego M. Bielski był tylko poprawiaczem jakiegoś średniowiecznego przekładu Pisma Św. już wtedy nie znanego autorstwa. Redaktor pierwszego katolickiego przekładu tylko zmodernizował język średniowiecznej polszczyzny, przystosowując go do nowych, społecznie obowiązujących zwyczajów językowych.

Można przypuszczać, że był to jakiś przekład dobrze znany i wysoko ceniony chociaż o zagubionym już wtedy imieniu czy nazwisku autora, bo – jak sygnalizuje wymieniona praca – służył on także jako podstawa w trudzie borykania się ze słowem przekładu i Leopolicie, i Rejowi.

Leopolita, jak sam o sobie mówi, również Pisma Św. samodzielnie nie tłumaczył. Praca zaś prof. Górskiego wykazuje, że Leopolita przystosował tylko do wymogów współczesnej polszczyzny ten sam średniowieczny przekład, na którym podobnego zabiegu dokonał redaktor Nowego Testamentu Scharffenbergera. Był także tylko poprawiaczem tego, co przed nim zostało zrobione.

Dziełem i nazwiskiem Leopolity można by zamknąć pierwszy okres kształtowania się polskiej tradycji przekładowej Pisma Św., pierwszy etap w rozwoju kultury polskiego stylu biblijnego. Właściwością tego stylu było wyraźne, chociaż nie wyłączne, dążenie do wiernego tłumaczenia słów tekstu źródłowego, przeważnie łacińskiego. O odrębny, własny językowy wyraz przekładu, o samodzielność w organizowaniu struktury językowej dzieła nikt się tu nie kusił. Starano się, jak umiano, zachować wierność treści przez zachowanie dokładności znaczeniowej przekładanego słowa, zachowując przeważnie w przekładzie polskim szyk obcy. Był to werbalizm połączony z nieuniknioną czasami szkodą nie tylko dla stylu, ale i dla przekładanej treści.

Pierwszego wyłomu w istniejącym zwyczaju tłumaczenia Pisma Św. dokonał ks. Jakub Wujek. Do głębi przeniknięty nauką Bożą, o czym mówią liczne wypowiedzi współczesnych, wykształcony w językach starożytnych, wyposażony przez naturę w niezwykle wysokie wartości umysłu i serca, był do wykonania przekładu Pisma Św. doskonale przygotowany. Do niezwykle bogatego wyposażenia wewnętrznego przybyły jeszcze bodźce zewnętrzne: Stolica Apostolska zezwoliła na dokonanie przekładu, a generał zakonu nie szczędził zachęty do podjęcia dzieła.

Wujek wycisnął na pracy piętno swej twórczej osobowości. W sporządzaniu dla słowa Bożego polskiej szaty słownej czuje się u Wujka rozmach; śledzić można wyraźnie twórczą inicjatywę artysty. A jednak przy tych wyraźnie widocznych właściwościach twórca przekładu nie wychodzi z zakreślonych granic. Siły twórcze umie trzymać na wodzy. Przekład jego – to przekład katolicki, a więc tekstem źródłowym Wulgata Klementyńska, do pomocy poliglota antwerpska. Od obowiązującego tekstu źródłowego Wujek się nie oddali, znaczenia słowa Bożego do własnego, a więc do obcego pomysłu, nie nagnie, wierność treści zachowa.

Znaną jest rzeczą, że każda myśl, aby móc istnieć, musi się wyrazić i utrwalić poprzez kształt. Treść nauki Chrystusowej – poprzez kształt słowny, choć, jak wiadomo, nie jedyny, to przecież najpopularniejszy, najdostępniejszy. Wujek, tworząc dla niej samodzielnie polski kształt słowny, nie usiłuje być oryginalnym, bezwzględnie nowym w tej dziedzinie pracy. Nawiązuje do już istniejącej tradycji przekładowej. Ma na swoim warsztacie ten sam anonimowy przekład średniowieczny, poprawiony przez Marcina Bielskiego i Leopolitę. Korzysta również z pracy wymienionych obydwu swoich poprzedników.

Wierność stosunkowo młodej, ale już istniejącej polskiej tradycji przekładowej, to jeden bardzo zasadniczy rys pracy ks. J. Wujka w organizowaniu struktury językowej swojej Biblii dla polskich katolików.

Ale to cecha nie jedyna. Wujek przecież nie przystosowuje dokonanego kiedyś przekładu do językowych potrzeb współczesnej polszczyzny, zresztą pracy tej dokonali już M. Bielski i J. Leopolita. Wujek naprawdę przekłada Pismo Św. samodzielnie, starając się nie tylko o wierność słowa, ale i o wierność myśli, a stara się wykonać to przy pomocy własnych, polskich środków językowego wyrazu. Wyposaża swój przekład w nowe właściwości językowe w różnych warstwach złożonego wytworu, jakim jest język.

A język literacki w jego czasach zmienia się bardzo. W czasach Wujka stabilizują się formy systemu fleksyjnego, krzepną własne schematy składniowe, bogaci się słownictwo. Wujek ma trudne zadanie: musi wybierać. I wybiera, a potrafi zawsze wybrać to, co najdoskonalsze, co się w języku utrwali, czyli co ma zapewnioną przyszłość.

Dla przykładu zwrócę uwagę chociaż na jedno zjawisko. Język staropolski (już nie tej najstarszej doby), posługując się miejscownikiem liczby mnogiej rzeczownika na oznaczenie syntaktycznego stosunku okolicznika czy dopełnienia, korzystał z obocznie istniejących w systemie form zakończonych na -ech i -ach, np. na prodz-ech, o matk-ach. Te dwie obiegowe formy miejscownika zachowane ze znacznie większego bogactwa dawniejszego, uzależnione były w użytkowaniu rodzajem gramatycznym rzeczownika, a w niektórych okolicznościach i rodzajem jego tematu. W XVI w. zaznacza się wyraźna tendencja do wyparcia, z systemu form z końcówką -ech i ujednolicenia form z końcówką -ach na wszystkie rodzaje rzeczowników. Ale w tym samym czasie zjawia się nowy konkurent fleksyjny, mianowicie forma z końcówką -och, np. o wrog-och. Zakończenie to spotyka się także i w formach rzeczowników rodzaju żeńskiego. Tę formę fleksyjną propaguje pisarz tak znany i szanowany, jak Rej i inni. W literackich zabytkach małopolskich tego okresu ma ona zasięg dosyć szeroki, czemu się zbytnio dziwić nie należy, ponieważ ta forma fleksyjna zrodziła się na glebie małopolskiej. Ale Wujek wcale nie hołduje nowej modzie. Wybiera formę z końcówką -ach, uogólnia ją i nią posługuje się prawie bez wyjątku. Forma ta, jak wiadomo, do dziś jest panującą w systemie i nieustępliwie wypiera nawet takie relikty na -ech, jak w Prusi-ech czy w Niemcz-ech na rzecz formy w Prus-ach i coraz częściej spotykanej w mowie potocznej w Niemc-ach.

I tak u Wujka jest zawsze. Potrafi dobrze przewidywać drogi rozwojowe języka i w sytuacjach chwiejnych wybierze zawsze właściwość mającą przed sobą przyszłość.

W ten sposób Wujek wprowadza do języka swego dzieła nowe właściwości systemowe, właściwości, jeżeli można tak powiedzieć, tradycyjno-postępowe. Zespala stare elementy systemowe czy słownikowe, lecz wciąż jeszcze dobrze służące, z wchodzącymi w życie nowymi, powstałymi zwykle ze starego tworzywa językowego.

Powstaje więc na polskiej ziemi dla Pisma Św. nowa szata narodowa, tkana jednak od wieków. Nie jest to jednak niezdarny zlepek, jakieś nieudolne łatanie starego nowym. Przeciwnie: to wspaniały stop starego z nowym, z którego jako z surowca wznosi się nowa struktura językowa dzieła, w której czysto, z całą prostotą i majestatem rozbrzmiewa słowo Boże.

Średniowieczny polski wygląd słowny Pisma Św. został całkowicie odświeżony. W nowym wyglądzie zachowano jednak wyraziście stare narodowe rysy, żłobione od wieków przez żywy naród.

Tego przed Wujkiem nikt nie dokonał. Tradycjonalizm językowy zespolony z rewolucjonizmem językowym – to nowy wyraz przekładu Wujka, nowe jego oblicze. Wyraził się w nim równocześnie jeden z właściwych rysów naszego charakteru narodowego, mianowicie tradycjonalizm i rewolucjonizm. Już wtedy w życiu wyraźnie widoczny, w organizowaniu struktury językowej dzieła przez Wujka utrwalony, później twórczością Mickiewicza potwierdzony, dzisiejszymi formami naszej rzeczywistości codziennej żywo dokumentowany. W dziejach naszej kultury Wujek pierwszy utrwalił ten rys. Cóż dziwnego! Język to przecież doskonałe zwierciadło życia narodu, a Wujek potrafił w nim tak dobrze odbić jeden z istotnych rysów tego życia. I to osiągnięcie uboczne i niezamierzone, zamierzonego celu nie umniejszające, a tak znamienne, należy chyba do tych imponderabiliów, które, choć nieuchwytne, trudno wyrażalne, wyciskają na całości dzieła swoje piętno.

Przekład Wujka w młodej polskiej tradycji przekładowej, liczącej zaledwie około dwóch stuleci, stanowi punkt szczytowy. Na nowym odcinku kulturalnej drogi narodu, mianowicie kultury tekstu i stylu biblijnego wbity został potężny słup znaczący osiągniętą metę, słup znaczący równocześnie miejsce startu dla następców.

Nic też dziwnego, że przekład ten zdobył sobie w katolickim życiu narodowym i religijnym stanowisko uprzywilejowane i przez długi okres czasu nietykalne. Nikt nie ośmielał się tekstu Wujka zmieniać lub poprawiać, chociaż tej nienaruszalności tekstu nie zawarował żaden autorytet kościelny. Było to stanowisko prawie takie, jakie na krótko przed dokonaniem dzieła Wujka Sobór Trydencki przyznał w łonie całego Kościoła Katolickiego łacińskiej Editioni Vulgatae.

2. Stosunek wieków do powstałej tradycji

Zdobyte stanowisko nietykalności przekładu, chociaż nigdzie pisemnie nie zaświadczone, siłą tradycji utrzymuje się prawie do końca XIX wieku.

Jako rzeczowy tego dowód może posłużyć wypowiedź władz kościelnych, umieszczona na odwrocie karty tytułowej wileńskiego wydania Pisma Św. z r. 1864. W wypowiedzi zezwala się na przedruk Wujkowego dzieła, a zezwolenie brzmi następująco:

„Biblię łacińsko-polską, czyli Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, podług tekstu łacińskiego Wulgaty, i przekładu polskiego X. Jakuba Wujka T. J. z komentarzem Menochiusza T. J. przełożonym na język polski, wydania X. S. Kozłowskiego, Kanonika Kat. Wileń., Rektora Diecezjalnego Seminarium, przedrukować pozwalamy z warunkiem, ażeby tekst Łaciński, wedle wydania Rzymskiego z roku 1592, i tekst Polski X. J. Wujka według pierwszej edycji Krakowskiej z roku 1599, były zachowane bez żadnej zmiany. Wilno, Maja 1 dnia, 1861 roku. Wileński Biskup A. S. Krasiński”.

Znamienne! Warunek nietykalności tekstu, zakaz dokonywania w nim jakichkolwiek zmian odnosi się jednakowo do tekstu łacińskiej Wulgaty, jak i do polskiego przekładu Wujka.

Na straży nietykalności pierwszej edycji Wujkowego tekstu stały władze kościelne jeszcze niespełna sto lat temu, kiedy już od dawna w żywej językowej budowie wykruszyła się i została zastąpiona nową niejedna cegiełka wyrazowa, fleksyjna czy składniowa, kiedy już od lat w łonie samego Kościoła słychać wołanie o nowy, polski przekład Pisma Św. wykonany w zrozumiałej, współczesnej polszczyźnie, przydatny w pełni do użytku wiernych. Kościół zdaje sobie sprawę z przestarzałości tłumaczeń Wujka, a przecież w legalnej pracy wydawniczej tekst jego nadal obowiązuje. To wciąż jak gdyby polska Editio Vulgata. Wzniesiona w oparciu o trud wieków środowiska językowego, przygotowującego dla niej kształt słowny, zapuściła korzenie w kulturę religijną narodu w szacie otrzymanej od Wujka i trwa w niej niezmiennie przeszło trzy wieki. Trwa, chociaż żywy, prężny twór językowy już się pomieścić nie może w starych formach przekładu. Wyraźnie domaga się odnawiającej przebudowy.

Potrzebę odnowienia języka Wujka sygnalizuje już wiek XVIII. Pierwsza komisja zbiera się w tym celu na początku w. XIX, ale wydanie Pisma Św. w Chełmnie w r. 1772 ośmiela się już wprowadzić do tekstu Wujkowego pewne zmiany.

Śmiały krok miasta Chełmna przyjęto milczeniem. Naśladowców nie było. Działały tu bez wątpienia motywy podawane przez ks. prof. Stacha, mianowicie: 1) brak odpowiednio przygotowanych specjalistów do podjęcia zadania oraz 2) błędne przekonanie wśród duchowieństwa, że przekład Wujka został zatwierdzony przez Stolicę Apostolską, wobec czego stosunek do przekładu kształtuje się w Kościele w Polsce tak samo, jak w obrębie całego Kościoła do Wulgaty (Ks. P. Stach, Ruch Biblijny i Liturgiczny 1 [1948] 105).

Ale działały chyba i inne przyczyny. Wprawdzie przekład ks. J. Wujka nie miał zatwierdzenia Stolicy Apostolskiej, ale ks. J. Wujek miał zezwolenie Stolicy Apostolskiej na dokonanie przekładu Pisma Św. na język narodowy. Ten akt pozostanie na zawsze w historii warunków powstawania i oddziaływania Wujkowego dzieła, a nie jest on chyba bez znaczenia.

Ponadto, praktycznie przekład Wujka spełniał w obrąbie narodu funkcję narodowej Wulgaty, zwłaszcza od chwili, kiedy Synod Piotrkowski (1607) uznał ten przekład jako obowiązujący szczególnie dla ambony i dla osób zajmujących się tematyką biblijną.

Wobec tych faktów (a należy wnosić, że w swoim czasie były żywym tematem rozmów) naród wypracował sobie odpowiednią postawę. A jednak ten sam naród, chylący czoła przed tradycją, szuka nowego wyrazu dla tej samej rzeczywistości. Więc chociaż Chełmno zaraz naśladowców nie powołało, w świadomość społeczną wsiało ziarno nie tylko potrzeby, ale i możliwości czynienia zmian w tekście Wujkowym.

Próby zmian będą odtąd dokonywane od czasu do czasu. Będą to zrazu zmiany bardzo nieśmiałe i ostrożnie wprowadzane, dokonywane przede wszystkim w obrębie przestarzałych, wyszłych z użycia brzmieniowych zespołów głosek, typu np.: uźrzeć rozwiniętego w ujrzeć, wszytko rozwinięte we wszystko; form fleksyjnych, zresztą bardzo nielicznych, np. Niniwitowie - na Niniwici, narodowie zamieniając na narody, króle na królowie; czasami wymieniano bardzo przestarzałe i niezrozumiałe wyrazy. Pomimo dużej, widocznej nieśmiałości i ostrożności modernizację Wujkowego tekstu rozpoczęto. Interesujący wyraz dążności do odświeżenia dzieła Wujka stanowi „Ksiądz pleban”, rzecz wydana w roku 1821. Autorem jej jest ks. bp przemyski Michał Korczyński. „Ksiądz pleban” zawiera m. in. wskazania, jak należy odnawiać Wujka. Ilustracją tych wskazań są własne próbki przekładów poszczególnych fragmentów Pisma Św., umieszczane równolegle z odpowiednimi tekstami Wujka.

Praca ta również nie wywołała echa. I nic dziwnego! Nie tak łatwo przecież Wujka prześcignąć.

A tymczasem sprawa dojrzewała. Potrzeba nowego przekładu rosła. W kilkanaście lat po ukazaniu się „Księdza plebana” powołano do tej pracy specjalny komitet wydawniczy. Ale i to poczynanie chybiło celu. Motywuje się ten fakt śmiercią ówczesnego ks. arcybiskupa warszawskiego, Stanisława Choromańskiego. Czy była to motywacja istotna, czy tylko pozór usprawiedliwiający brak osób o fachowym przygotowaniu i wewnętrznej dojrzałości do podjęcia dzieła? Nie umiem odpowiedzieć.

A tymczasem arcybiskup gnieźnieński, Marcin Dunin, przynaglał i mówił jasno, o co chodzi.

„(...) wszakże nie przedrukowywanie wydaje mi się potrzebne, lecz nowy przekład polski, gdyż tłumaczenie ks. Wujka niegdyś jasne, dziś dla poprawy języka, w niektórych miejscach zupełnie jest niezrozumiałe, przeto i przy dobrej chęci czytania następuje znudzenie” (cyt. za ks. W. Smereką, Ruch Bibl. i Lit., 1950)

Nie wiadomo także na pewno, z jakich względów nie ujrzał światła dziennego przekład Pisma Św. ks. Rzewuskiego, biskupa-wygnańca. Strawił on przecież nad tą pracą wiele lat swego życia. Artykuł temu przekładowi poświęcił ks. F. Gryglewicz (Ruch Bibl. i Lit., 1950).

Przekładem, który jednak wszedł w społeczeństwo i nawet doczekał się kilku wydań, jest przekład Nowego Testamentu ks. A. Szlagowskiego. Uchodzi on za pierwszy przekład modernizujący Wujka. Tak się o nim wyraża ks. prof. P. Stach. Czy sam autor przekładu miał takie przekonanie o własnej pracy? – Nie wiem. Może coś powie o tym pełny tytuł dzieła, który brzmi: „Nowy Testament Jezusa Chrystusa w przekładzie ks. Jakuba Wujka”. Wydaje mi się, że pełne brzmienie tytułu przypomina trochę postawę J. Leopolity, nie uważającego siebie za samodzielnego tłumacza.

Zresztą, czy mogło być inaczej? Ówczesny ks. arcybiskup Isakowicz taką prośbę śle do Profesora tłumaczącego dzieło:

„Śmiem prosić najusilniej Przewielebnego Księdza Profesora, by ile możności, zachował nietkniętym naszego Wujka kochanego i tylko te słowa zastępował nowymi wyrazami, które zupełnie są niezrozumiałe dla dzisiejszego naszego pokolenia.” (Por. A. Chojecki, W sprawie nowych przekładów Pisma Świętego, Znak 3 [1948] 276).

Ksiądz Szlagowski pozostał w pełni wierny Wujkowi. Nie naruszył ani jednego zdania. Usunął tylko przestarzałe formy fleksyjne i to wcale nie wszystkie: są tam np. z form rzeczownikowych wężowie, faryzeuszowie czy doktorowie. Biernik zaimka przymiotnego l. poj. rodz. ż. zachowuje miejscami formę swoję, jednę, zamiast współczesnych mu form swoją, jedną itp. Wyrazy przestarzałe, pojedyncze czy zestawienia usuwane są także więcej niż ostrożnie. Jako przykład niech posłuży, jedynie w tym przekładzie pozostała, dziura igielna zamiast wszędzie przyjętego ucha igielnego. A przecież był to już przekład modernizujący Wujka; za taki zresztą uchodzi w opinii fachowców. – Dziś, ale już zupełnie dziś, może inaczej wypadłaby ocena.

Prawie taki sam stan rzeczy przedstawiają Ewangelie i Dzieje Apostolskie, stanowiące V tom wydanej w okresie dwudziestolecia Biblii Poznańskiej. A przecież to dzieło cieszyło się bardzo dobrą opinią. Znam je jednak, jak mi się wydaje, na tyle, że mogę powiedzieć, iż wypowiedź ks. arcybiskupa Dunina o niektórych miejscach przekładu Wujka zupełnie dziś niezrozumiałych można odnieść w pełni, bez żadnych zastrzeżeń i do pracy ks. A. Szlagowskiego i do piątego tomu Biblii Poznańskiej. Te same bowiem miejsca niezrozumiałe u Wujka są tak samo niezrozumiałe w obydwu wymienionych przekładach, ponieważ mają redakcję identyczną. Żaden z obu przekładów nie tknął składni Wujka, a brak rozumienia tekstu często jest powodowany brakiem rozumienia całych struktur składniowych, które tak samo żyją w czasie, jak i poszczególne wyrazy i tak samo z czasem znaczą co innego lub wychodzą zupełnie z użycia, jak i poszczególne wyrazy.

Jak widać – jeszcze w roku 1932 (rok wydania V tomu Biblii Poznańskiej) Wujek jest zasadniczo tylko poprawiany, poprawiany w dziedzinie fonetyki, form fleksyjnych i w zakresie bardzo niewielkiej grupy wyrazów, całkowicie już niezrozumiałych. Nacisk opinii społecznej chyba nie był tu bez znaczenia, a przekład Nowego Testamentu w wydaniu Biblii Poznańskiej wydaje temu żywe świadectwo.

3. Pierwszy wyłom w tradycji

To bardzo znamienny fakt, że jeszcze w roku 1932 przekład Wujka jest wyraźnie tylko poprawiany, tzn. uwspółcześniany fonetycznie, fleksyjnie, czasami słownikowo. Fakt ten stanie się jeszcze znamienniejszy, jeżeli się zważy, że współautorem wydawnictwa w zakresie komentarzy jest ks. Wł. Szczepański, autor przekładu Ewangelii i Dziejów Apostolskich, wydanych w r. 1917.

Przekład ks. Szczepańskiego dokonany z języka greckiego, przyodziany we współczesny język polski, wywołał gwałtowną reakcję ze strony prof. I. Chrzanowskiego. Profesor wskazuje na liczne błędy przekładu, przeważnie natury słownikowej; sam fakt wprowadzenia języka współczesnego do przekładu Pisma Św. ocenia ujemnie. Pracę potępia (por. I. Chrzanowski, Nowy przekład polski Pisma Świętego, Kraków 1920).

Jeżeli zestawimy ten głos potępienia ze strony prof. Chrzanowskiego za „targanie się na narodowe świętości” i prośbę ks. arcybiskupa Isakowicza skierowaną do ks. Szlagowskiego, „by zachował, o ile możności, nietkniętym naszego Wujka kochanego”, otrzymamy chyba dosyć dobry obraz opinii społecznej, opinii reprezentowanej przez sfery naukowe świeckie i przez władze kościelne. Opinia społeczna wyraźnie stawia przekładowi tej najważniejszej księgi wymagania: zachować wierność tradycji przekładowej.

Ale równocześnie ta sama opinia społeczna domaga się przekładu nowego, zrozumiałego dla współczesnego czytelnika, ponieważ stary przekład nie spełnia już pod tym względem swego zadania. Głos ks. arcybiskupa Dunina, próby Chełmna, „Ksiądz pleban” – to także nacisk społeczny, nie pozostający bez echa.

Jeżeli się weźmie pod uwagę głos jeden i drugi, otrzymamy chyba niedwuznaczny społeczny postulat pod adresem nowego przekładu: powinien on w swoim kształcie słownym połączyć elementy starego, tradycyjnego stylu biblijnego z elementami nowymi, których udziałem ma być zastąpienie wytartych, wyblakłych, nieczytelnych już znaków językowych nowymi, wyraźnie zrozumiałymi dla wszystkich.

Przekład ks. Wł. Szczepańskiego obruszył na siebie wielu, bo stworzył pozory czegoś zupełnie dotychczas obcego, całkowicie oderwanego od istniejącej tradycji, a Polacy tego nie lubią. I właśnie dlatego w tekście umieszczonym w V tomie Biblii Poznańskiej wrócono do Wujka, czyniąc w jego przekładzie tylko takie poprawki, jakich dokonywali i inni jego wydawcy.

Tymczasem przekład ks. Szczepańskiego w swojej strukturze językowej, obok licznych i nieraz poważnych potknięć, ma także fragmenty Nowego Testamentu tłumaczone w sposób bardzo udany, zaspokajający w pełni wymagania najsurowszej krytyki

Przekład ks. Szczepańskiego poszedł w ogólne zapomnienie, ale na niwie pracy przekładowej zostawił posiew: zachęcił do szukania nowych, nieznanych dróg.

4. Nowe przekłady i ich stosunek do przekładu ks. Wujka

Przebieg drugiej wojny światowej wraz ze wszystkimi jej zbrodniami stworzył klimat niesłychanie sprzyjający dla uprawy roli pod zasiew ziarna Chrystusowej nauki. Człowiek sponiewierany w swej godności widzi w nauce Zbawiciela niezawodny środek na wyrwanie z pamięci i uleczenie schorzeń po przeżytych zbrodniach, jak również na zapobieżenie podobnym ludzkim zwyrodnieniom w przyszłości.

Człowiek drugiej połowy XX w. dźwiga na swoich barkach ciężkie brzemię doświadczenia wojennego, rozumie i docenia wartość nauki oraz chce się uczyć. Nic też dziwnego, że sięga po najlepszy, podstawowy podręcznik wiedzy, każdemu w życiu niezbędnej, wyciąga rękę po Ewangelie.

Głód na książkę wyraźny. Możliwości zaspokojenia także powoli wzrastają. Już w roku 1947 wychodzą dwa częściowe przekłady Pisma Św. zawierające treść najbardziej pożądaną, mianowicie cały Nowy Testament tłumaczony z Wulgaty przez ks. prof. E. Dąbrowskiego oraz Ewangelie i Dzieje Apostolskie tłumaczone z oryginału greckiego przez ks. prof. F. Gryglewicza. W dziesięć lat później ukazuje się cały Nowy Testament ks. prof. S. Kowalskiego, a do tego czasu kilka wydań przekładu ks. prof. E. Dąbrowskiego.

Trzy te tłumaczenia wyraźnie wskazują, że praca przekładowa idzie dwoma różnymi torami. Jak mi się wydaje, dzieje się to nie dlatego, że autorzy korzystają z dwóch różnych źródeł. Różnice między źródłami to nie różnice merytoryczne, te sprowadzają się do minimalnych wymiarów; różnice między źródłami to tylko różnice języka. Różnice między tłumaczeniami wynikają z różnicy koncepcji językowej struktury przekładu, z różnicy organizacji językowego tworzywa. Te zaś płyną z indywidualnego osobowego stosunku do: a) istniejącej już polskiej tradycji przekładowej z jednej strony, b) do nowatorskiej pracy ks. Wł. Szczepańskiego – z drugiej. Dobór środków językowego wyrazu dla zrealizowania tych dwóch różnych koncepcji jest wskutek tego wyraźnie różny.

Przekład ks. prof. Gryglewicza w zamierzeniu całkowicie zrywający z istniejącą polską tradycją stylu biblijnego, daje styl własny, pozornie od tradycji całkowicie odległy. Zaznacza się to w słownictwie, skrótach składniowych, rozbijaniu wielokrotnie złożonych struktur składniowych na prostsze, w bardzo częstym unikaniu spójników i zaimków wprowadzających zdania lub ich równoważniki, w przestawianiu szyku złożeń składniowych, w dążeniu, nie zawsze udanym, do osiągnięcia jak najdalej idącej zwięzłości wypowiedzi. W podobny sposób pracuje ks. S. Kowalski z wyłączeniem tylko cechy ostatniej. Ten przekład odznacza się obok innych cech niesłychaną rozwlekłością stylu.

Ks. prof. E. Dąbrowski ma założenia inne i metody ich realizacji także inne. Jest całkowicie wierny wytworzonej polskiej tradycji stylu biblijnego. Jest wierny Wujkowi. W dziedzinie słownictwa wymienia wyrazy niezrozumiałe, przestarzałe lub wyszłe z użycia. Nie wprowadza wyrazów zbyt młodych lub nie licujących z powagą tekstu. Ale to nie wszystko, wprowadzone wyrazy nowe stara się, o ile to tylko możliwe, wysnuć z tej samej rodziny wyrazowej, tzn. utworzyć je z tego samego pnia wyrazowego, do którego należał poprzednik. W dziedzinie składni wyraźnie czuwa nad tym, by w miarę możliwości nie naruszyć jej toku i rytmu ustalonego przez Wujka, a równocześnie ożywić ją, odświeżyć, uczynić w pełni zrozumiałą, a rytm jej uwypuklić. W tym celu autor bardzo ostrożnie przemieszcza wyrazy w zdaniu, wyznaczając wyrazowi dokładnie miejsce przemieszczenia, zawsze jak najbardziej przydatne ze względu na cel ogólny, którym jest m. in. zrozumiałość i piękno. Ponieważ autor przekładu często przebudowuje wyrazy zastane, taka sama staranność wyboru cechuje wymianę poszczególnych cząstek morfologicznych poszczególnych wyrazów. Wszystko to wpływa zdecydowanie na odświeżenia tekstu, połączone równocześnie z zachowaniem jego tradycyjnego wyglądu językowego.

Czy i jak te dwie różne postawy i dwie różne metody pracy znaczą się na przekładach, niech o tym mówią one same:

Słowa Chrystusa w odpowiedzi na prośbę niewiasty chananejskiej (Mt. 15,26)

Wuj. Nie dobra jest brać chleb synowski a miotać psom.

Grk. Ouk estin kalon...

Wulg. Non est bonum...

ks. Szcz. Nie godzi się ...

ks. Dąb. Nie dobrze jest...

ks. Grg. Nie wypada...

ks. Kow. Nie należy...

Bez wątpienia każdy z tłumaczy dążył do jak najlepszego wyrażenia treści tej wypowiedzi. Poszczególne wyrazy tu użyte są bardzo bliskoznaczne, a nowo wprowadzone swoim kształtem brzmieniowym nawet jakby godniejsze w porównaniu z tak pospolitym przymiotnikiem lub przysłówkiem dobra czy dobrze.

Sięgnijmy jednak do znaczenia każdego z tych słownych wytworów. Wydaje mi się, że w polskim środowisku językowym wyrażają one trzy różne postawy.

1) Nie wypada odbierać chleba... Wyraz reprezentuje normę kodeksu towarzyskiego. Liczenie się z opinią zewnętrzną, opinią osób trzecich. One będą sądziły fakt. Na sposób postępowania wpływa tu wyraźnie czynnik zewnętrzny, towarzyski. Przynajmniej tak ten wyraz jest używany.

2) Nie godzi się i nie należy (...), to normy jakby prawne kodeksu pisanego lub nie, ale obowiązującego społecznie. Mają na celu zabezpieczenie słabszego przed krzywdą ze strony silniejszego. To także nacisk w dużej mierze zewnętrzny.

3) Nie dobra jest (...) Non est bonum (...) Dopiero ta ocena sprowadza wypowiedź na właściwą płaszczyznę. Oceny faktu dokonywa tu sam działający na podstawie nakazu wewnętrznego własnego sumienia, wysubtelnionego w twardej szkole miłości bliźniego, przez którą przeszli uczniowie Chrystusa, przez którą do dziś przechodzą Jego naśladowcy.

Jeżeli tę wypowiedź Chrystusa umieścimy w szerokim kontekście Jego nauki, dążącej m. in. do wysubtelniania ludzkiego sumienia i podnoszenia kultury ludzkiego serca, łatwiej zrozumiemy konsekwencję tej postawy i ścisłość jej słownego wyrazu. Wydaje mi się, że z czterech wprowadzonych tu orzeczników oceniających: nie dobra jest (nie dobrze jest), nie godzi się, nie należy, nie wypada - tylko ten stary i jego modyfikacja oparta na tym samym rdzeniu wyrazowym najbardziej jest tu na miejscu.

Zastępowanie starych wyrazów nowymi w trudzie zmagania się z żywym, często niesfornym żywiołem językowym, byle tylko ulepszyć, udoskonalić to, co było, nie zawsze daje w wyniku efekty negatywne. Ilustracją niech będą znowu słowa Chrystusa, wypowiedziane w chwili rozsyłania Apostołów w świat. Tym, co uwierzą, obiecuje Chrystus bardzo wiele już tu na ziemi. Zdanie wprowadzające w treść brzmi następująco: Mk 16,17, Wuj. „A cuda tych, co uwierzą te naszladować będą”.

Wypowiedź w tym stanie dla przeciętnego czytelnika niezbyt zrozumiale brzmi, chociaż dalsza treść ten mrok rozjaśnia. Ale na to liczyć nie można, treść każdego wypowiedzenia powinna być zrozumiała.

Toteż nawet bardzo ostrożny ks. Szlagowski nie utrzymał tej redakcji tekstu, zupełnie przecież jasnej dla odbiorcy sprzed czterech wieków.

Zamiast orzeczenia „naszladować będą” wprowadza orzeczenie „towarzyszyć będą”. Odpowiednio do wymaganej składni nowego czasownika przekształca formę fleksyjną zaimkowego dopełnienia, wobec czego całe zdanie otrzymuje brzmienie następujące: „A cuda tym, co uwierzą, te towarzyszyć będą”.

Jak widać, cała „przebudowa” niesłychanie dyskretna: wymieniono tylko jeden wyraz, który już dawno wyzbył się w polszczyźnie treści znaczeniowej „towarzyszenia komuś”, a stowarzyszył się z nowym znaczeniem „upodobnienia się do kogoś” i w tym znaczeniu używany jest do dziś; ponadto zmiana przypadku zaimka wskazującego ten i to wszystko. – Tekst odświeżony, zrozumiały, w pełni współczesny i chyba wystarczy na długo. Krok w udoskonaleniu dokonany.

Wszystkie przekłady późniejsze, brane przeze mnie pod uwagę, zachowują to samo orzeczenie i tłumaczą ten werset prawie tak samo; drobne, indywidualne modyfikacje stylistyczno-składniowe nie wpływają zupełnie na zmianę znaczenia treści.

Ale przekład ks. Szlagowskiego, jakkolwiek zaliczany do przekładów modernizujących Wujka, jest pracą, w której podobne przypadki zdarzają się bardzo rzadko. Wypada więc po przykład podstawień w obrębie poszczególnych wyrazów sięgnąć do tłumaczenia zupełnie współczesnego, do przekładu ks. Szczepańskiego.

Zdanie z przypowieści o siewcy, Mt. 13,3.

Wuj. (...) oto który sieje wyszedł siać...

Wujkowe wyrażenie który sieje, zatrzymane przez przekład ks. Szlagowskiego i Biblię Poznańską, zastępuje ks. Szczepański w swoim dziele z r. 1917 rzeczownikiem siewca. Rzeczownik ten przyjęli dla swoich przekładów ks. Dąbrowski i ks. Kowalski. I chyba o lepsze rozwiązanie kusić się nawet trudno. Rolnik w przekładzie ks. Gryglewicza nie jest chyba wyborem najlepszym, chociaż prawdopodobnie podyktowanym słusznym założeniem unikania w bliskim sąsiedztwie wyrazów pochodzących z tego samego rdzenia wyrazowego.

Wydaje mi się, że przy tłumaczeniu Pisma Św. nie jest to wymaganie zawsze słuszne. Wyrazy należące do tej samej rodziny spotykają się w bliskim sąsiedztwie dosyć często na kartach tego dzieła. Tak samo w Wulgacie, jak i w oryginale greckim, np. Mt. 15,13. Chrystus o faryzeuszach, zdanie zamykające rzecz:

Grk. Pasa fyteia, hen ouk efyteysen ho pater mou (...)

Wulg. Omnis plantatio, quam mon plantavit Pater meus (...)

Jak widać dwa wyrazy o tym samym rdzeniu sąsiadują z sobą. Jakie są dzieje tego językowego wyrazu w przekładach polskich?

Wuj. Wszelkie szczepienie, którego nie szczepił ociec mój (...)

Jak widać, Wujek zachowuje ten sam styl. Wujkowe szczepienie (rzecz. odsłowny) bardzo fortunnie zastąpił ks. Dąbrowski podobnym, lecz inaczej utworzonym rzeczownikiem szczep, zachowując Wujkowy tok słowny i składniowy. Wyraz szczep nie przyjął się. Przyjęła się natomiast roślina z przekładu ks. Szczepańskiego otoczona szeregiem świeżo wprowadzonych wyrazów.

Podobnych przykładów nie brak. A te stare teksty chyba o czymś świadczą. Wydaje mi się, że pewne zwroty, pewne słowa Chrystusowe (a przykładów podobnych tam przede wszystkim trzeba szukać) były powtarzane wiernie jako nietykalne. Chrystus opuścił ziemię, nietykalność Jego słów zastała zatrzymana. Kształt im nadany okrzepł w ustnym nauczaniu i tak go już utrwalono w najstarszych zapisach. Tak to w języku polskim przechował Wujek.

Jest to, jak mi się wydaje, świadomie stosowana metoda ustnego nauczania. Metoda powtarzania rzeczy ważkich, mających się wrazić w pamięć. Jako środek pomocny w zapamiętywaniu stosuje się tu m. in. także lokowanie blisko siebie treści ważkich w spokrewnionych z sobą kształtach brzmieniowych. To chyba sprzyja zapamiętywaniu podobnie, jak temu samemu celowi przy uczeniu się wiersza sprzyjają jego rytm i rym. Jest to – ze względu na znaczną ilość – pewna stylistyczna właściwość dzieła, jakieś żywe świadectwo metod pracy, związanych z czasem, terenem, narodem. Z wymienianych tu przekładów właściwość tę zachowuje tylko przekład ks. E. Dąbrowskiego. Czy należy ją zetrzeć z dzieła? Czy tego wymaga piękno jego współczesnej struktury językowej?

Stosunek do stylu Wujkowego dzieła pozytywny czy negatywny bardzo wyraźnie zaznacza się w dziedzinie składni. Zaznacza się to bardzo różnorodnymi środkami. Dla ilustracji przytaczani tylko niektóre.

Jedna z cech, uderzająca we wszystkich naukach i mowach Chrystusa, to niezwykły szacunek dla słowa. Chrystus go nigdy nie nadużywa. Mówi zwięźle i ściśle. Niektórym tłumaczom współczesnym właściwość ta sprawia często wiele kłopotu, np. Mt. 17,26 – Chrystus poleca wydobyć z morza stater na opłacenie świadczeń pobieranych na utrzymanie świątyni. Tak mówi:

Wuj. Ale abyśmy ich nie gorszyli, idź do morza, a rzuć wędę (...)

Tym samym tokiem składniowym, przy pomocy tych samych wyrazów wypowiada się ta sytuacja we wszystkich przekładach, aż do ks. Kowalskiego. Tam tak to brzmi: „Żebyśmy jednak nie dali tym ludziom powodu do wydawania błędnych sądów, idź nad jezioro, zarzuć wędkę (...).

Myśl wyraża się tu przy pomocy podwójnej ilości słów. Nie wypada mówić o gadatliwości, ale jak tę właściwość nazwać inaczej? Bo nie z przypadkiem, z właściwością (i to rosnącą w miarę posuwania się pracy) mamy tu do czynienia.

I jeszcze jeden przykład. Mt. 20,1, przypowieść o robotnikach w winnicy.

Wuj. Podobne jest królestwo niebieskie człowiekowi gospodarzowi, który (...)

Wujkowi potrzeba było siedmiu wyrazów na oddanie treści Wulgaty. Ks. Szczepański wypowie tę samą treść przy pomocy aż jedenastu wyrazów: „Albowiem. z królestwem niebieskim rzecz ma się podobnie, jak z pewnym gospodarzem, który (...)”

Zwięzłość i ścisłość stylu tekstów starożytnych utrzymuje w polszczyźnie Wujek, ze współczesnych tłumaczy ks. E. Dąbrowski. Odrębny wygląd słowny ma bardzo „skrótowy” przekład ks. F. Gryglewicza, więc należy mu się miejsce osobne; „rozlewne” w wyrazie są przekłady ks. Szczepańskiego i ks. S. Kowalskiego. Czy ta nowa właściwość stylu biblijnego potęguje wartość słowa?

Powaga i spokój – to także cechy wypowiedzi Chrystusowych, uchwytne nawet w najprostszych zdaniach.

Z przypowieści o siejbie, Mt. 13,4:

Wulg. (...) et venerunt volucres coeli, et comederunt ea.

ks. Wuj. (...) i przylecieli ptacy niebiescy i podziobali je.

ks. Szcz. (...) a ptactwo powietrzne nadleciawszy wydziobało je.

ks. Dąb. (...) I nadleciały ptaki niebieskie i wydziobały je.

ks. Grg. (...) a ptaki przyleciały i je zjadły.

ks. Kow. (...) a ptaki niebieskie nadleciawszy skwapliwie wydziobały je.

W tej przypowieści Chrystus ze spokojem i powagą przedstawia los zasianych przez siewcę ziarn w zależności od miejsca siewu. Wypadki nakładają się w czasie, jeden na drugi. Chrystus je wylicza kolejno. W tej wielkiej metaforze nie ma przeciwstawienia, jest tylko wyliczenie. Nie chodzi o to, że ptaki wyrządziły siewcy złośliwy żart i zjadły zasiew. Chodzi o ziarno, o jego dzieje. Tekst ten zaczyna u Wujka i u ks. Dąbrowskiego spójnik i, tak samo, jak w tekstach starożytnych. To oddaje wiernie kolejność wypadków. Pozostałe przekłady współczesne mają tu spójnik a w funkcji wyraźnie przeciwstawnej. To bardzo modyfikuje i treść, i nastrój. Usuwa z pola widzenia dzieje ziarna, wysuwa dwie przeciwstawne czynności dwóch różnych podmiotów działających.

Drobiazg, ale charakterystyczny, i tylko zmiana spójnika. Podobnych przykładów w tłumaczeniach oddalających się od tradycji przekładowej jest znacznie więcej.

5. Przekład ks. Dąbrowskiego w stosunku do przekładu ks. Szczepańskiego

Druga pozycja, która też wydaje się wyraźnie ciążyć na przekładach powojennych – to tłumaczenie ks. Szczepańskiego. I tu znowu na każdym z przekładów ślady odciskają się inaczej.

Ks. Dąbrowski, jako autor przekładu, w uwagach o pracy tłumacza, zaznacza wyraźnie, że trudno o pionierstwo tam, gdzie już tyle zrobili poprzednicy. Sam daje przekład tradycyjny, ale jego słowny wygląd odświeża gruntownie. Zna dobrze przekład ks. Szczepańskiego i zdarza się, że czasami udaje się do niego po radę. W takich wypadkach cechuje go bardzo ostry krytycyzm, duża ostrożność i samodzielność w wyborze podsuwanych środków wyrazu. Dla przykładu tekst już cytowany. Mt. 13,3:

Wuj. (...) oto który sieje, wyszedł siać.

ks. Szcz. (...) Oto siewca wyszedł na siejbę.

ks. Dąb. (...) Oto wyszedł siewca rozsiewać nasiona.

Przytoczone zdanie w redakcji Wujkowej razi nas dziś nieudolnością. Nazwa człowieka działającego podana w omówieniu nie odpowiada nam. A była ona w swoim czasie historycznie umotywowana i może nawet jedynie możliwa. Na jej wprowadzenie działał tu bez wątpienia wzór łaciński: qui seminat, ale chyba nie tylko. Sprawcą był tu także prawdopodobny brak w języku odpowiedniej nazwy działacza. Wyrazy takie, jak siewacz, siewiec czy siewiarz notowane są u Lindego dopiero w polszczyźnie znacznie późniejszej.

Wprowadzenie przez ks. Szczepańskiego do tekstu nazwy działacza zdynamizowało treść zdania. Ponadto piękny wyraz siewca przyczynia się także do utrzymania tekstu w stylu podniosłym. Ks. Dąbrowski wprowadza go do swego przekładu. Ale już siejba wprowadzona przez ks. Szczepańskiego nie znalazła uznania. A wyraz piękny i oznacza tak samo nazwę czynności, jak i czasownik siać. Stoi to jednak w wyraźnej sprzeczności z przyjętą metodą pracy. Tłumacz zastane w tekście wyrazy, należące do określonych części mowy, zastępuje innymi tylko w wypadku koniecznej potrzeby, a takiej doraźnie brak. Wyraz siać jest doskonale zrozumiały. Aby jednak uniknąć fonetycznej monotonii siewca obok siać, rozbuduje podstawowy czasownik do formy rozsiewać. Zapobiegnie to przykremu sąsiedztwu brzmieniowemu dwóch jednakowo rozpoczynających się wyrazów bezpośrednio następujących po sobie. Obok tego zamierzonego celu realizuje się tu ubocznie cel drugi: przez rozbudowę czasownika treść wypowiedzenia nabiera większej siły, rozmachu.

Ks. Kowalski w swoim przekładzie daje także miejsce siewcy, a czasownik siać rozbudowuje do kształtu zasiać. Nie wydaje mi się to rozwiązaniem szczęśliwym: słowo zasiać jako znaczące czynność skończoną, wyraźnie jednorazową, nie zgadza się dokładnie z treścią przypowieści.

Pod tym względem o wiele lepiej wygląda pozostawienie czasownika siać (przekład ks. Gryglewicza). Na nazwę działacza wprowadza tłumacz wyraz rolnik, kierując się prawdopodobnie własnym wzorem estetycznym unikania w jednej wypowiedzi wyrazów o tym samym rdzeniu.

Jeszcze jeden przykład. Z przypowieści o winnicy, Mk 12,3: U Wujka robotnicy pojmawszy sługę pana ubili i odesłali próżnego. U ks. Szczepańskiego odprawili z niczym. Ks. Dąbrowski pozostawia Wujkowy czasownik odesłali jako zupełnie przydatny, drugą część tego zestawienia próżnego jako część dziś nieczytelną zastępuje wyrażeniem przyimkowym z niczym, wprowadzonym przez ks. Szczepańskiego. (Strukturę odesłali z niczym zachowuje także ks. Kowalski. Ks. Gryglewicz w tej sytuacji „odprawia z pustymi rękami”).

I tak co krok widoczne borykanie się ze słowem: co zostawić? – co usunąć? – jak zastąpić? – jak ulepszyć? Widać, że każdy z tłumaczy zna prace poprzedników, że do nich sięga, że z nich korzysta w taki czy inny sposób. Zresztą, czy może być inaczej i czy trzeba, żeby było inaczej?

Korzysta także i ks. Dąbrowski ze współczesnego przekładu ks. Szczepańskiego. Jeżeli jednak stamtąd przenosi coś do siebie, to wtedy, kiedy uzna to za wartość bezsporną i nie sprzeczną z przyjętymi własnymi metodami pracy.

Zapożyczając się u ks. Szczepańskiego nie dopuści, by na Pawła padły „mrok i ciemnota” (Dz. Ap. 13,11), pozostawi ciemność zastosowaną przez Wujka, utrzymaną przez ks. Kowalskiego, wymienioną na ciemności u ks. Gryglewicza.

Nowość słownikowa nawet bardzo udatnie wprowadzona przez poprzednika nie urzeknie swym urokiem ks. Dąbrowskiego, jeżeli nie spełnia wymaganych przez niego warunków. Jako przykład zdanie z Drogi krzyżowej, Mk 15,20:

Wuj. ...a gdy się z niego nagrali (...)

Szcz. A kiedy go wyszydzili (...)

Kow. Skończywszy z tym urągowiskiem (...)

Grg. Gdy się nim już dość ubawili (...)

Dąb. A gdy mieli dość naigrawań (...)

Jak widać z przytoczonego przykładu – tekst Wujka jest już dla nas nieczytelny. Podstawienie ks. Szczepańskiego uderza zwięzłością wypowiedzi i trafnością ujęcia; z trzech modernizujących wypowiedzi ta chyba najlepsza. Zachowuje nawet tradycyjny tok składniowy, tylko w słownictwie całkowicie się różni. Ks. Dąbrowskiemu to nie odpowiada, szuka własnego rozwiązania: a) czasownik Wujkowy nagrali zastępuje rzeczownikiem odczasownikowym, b) używa do tego celu czasownika pochodnego do zastanego w tekście: naigrawać się, c) uzyskuje w ten sposób rzeczownik naigrawanie. Struktura językowa tekstu uwspółcześniona, łączność z tradycją zachowana.

I od tej linii unowocześniania stylu przy równoczesnym zachowaniu więzów tradycji ks. Dąbrowski nie odstąpi, a pomysłowości płynącej z wnikania w treść dzieła nigdy mu nie zabraknie. Dla ilustracji tego niech posłuży jeszcze jeden przykład, pozornie trochę zawiły – z przypowieści o królestwie niebieskim, Mt. 13,47:

Wuj. Zasię podobne jest królestwo niebieskie niewodowi zapuszczonemu w morze, a ze wszelkiego rodzaju ryb zgromadzającemu.

Szcz. A także z królestwem niebieskim ma się podobnie jak z siecią zarzuconą w morze, którą się łowi wszystkie rodzaje ryb.

Grg. Królestwo niebieskie jest podobne również do sieci zarzuconej w morze, do której łowi się wszystkie gatunki ryb.

Kow. Wreszcie – podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze, którą złowiono ryby wszelkiego rodzaju.

Dąb. Również podobne jest królestwo niebieskie do sieci zapuszczonej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju.

Zdawałoby się pozornie, że już nad tym wersetem zatrzymywać się nie ma potrzeby. Treść wszędzie oddana jednakowo wiernie. Czy tak jest? Wszystkie tłumaczenia współczesne, z wyjątkiem ks. Dąbrowskiego, ograniczają znaczeniową zawartość wersetu tylko do procesu łowienia siecią ryb. Ta konkretność ujęcia jest uderzająca. A przecież Chrystus mówiąc operuje tak często porównaniem i przenośnią. Czy tu jej nie ma i czy językowo pozostało to bez własnego wyrazu? Niewód zarzucony wprawdzie w morze (sagena missa), ale on sam zgromadza ryby wszelkiego rodzaju (sagena congregans). To nie jest bierne łowienie się ryb. Sieć rozsnuta, rozciągnięta sama pracuje i zgromadza wszelki rodzaj rybny.

Ten czynny stan sieci rybaka, tę metaforykę należy chyba uwzględnić, bo dla niej jest pokrycie i w doraźnej treści wypowiedzenia, i w jej słownym wyrazie (odpowiednie formy imiesłowów), i w całym kontekście dzieła. Wyraził to w przekładzie tylko ks. Dąbrowski. Wynika to chyba z nawyku oglądania szczegółu na szerokim tle całości, do której należy. Wydaje mi się, że ta metoda pracy, uwzględniająca nie tylko bezpośrednio daną zawartość treściową wiersza, ale i jej związek z dalszym kontekstem, jest w znojnym trudzie przekładu Pisma Św. niesłychanie ważna.

W posiłkowaniu się w pracy przekładem ks. Szczepańskiego i w zapożyczaniu się u niego ks. Dąbrowski ukazuje w sposobie korzystania niezależność, wyraźną metodę postępowania oraz cel, do którego dąży.

Pozostałe dwa przekłady znaczą się tu często wyraźną przypadkowością, czasami upodobaniem tylko dla czegoś nowego, czego jeszcze nie było.

Pobieżny tylko przegląd wymienionych tu prac przekładowych wskazuje, że – niezależnie od koncepcji językowej struktury własnego przekładu – każdy z tłumaczy korzystał zarówno ze starego dzieła Wujka, jak i z nowego przekładu ks. Szczepańskiego, że oba te dzieła wyraźnie znaczą swój odcisk na pracach następców, że sam tylko tekst źródłowy tłumaczowi nie wystarcza. Tak było u narodzin naszej tradycji przekładowej, tak jest po kilku wiekach jej istnienia. Nie wiem, czy można mówić o jakimś całkowitym oderwaniu się od tego, co weszło do kulturalnego dorobku narodowego z wyraźnie wyciśniętym piętnem twórczej osobowości.

Ciągłość to cecha każdej dziedziny wielkiej twórczości ludzkiej, także i twórczości literackiej, a praca tłumacza wchodzi w zakres pojęcia twórczości literackiej.




Artykuł pochodzi z "Podręcznej Encyklopedii Biblijnej", t. 2, M - Z / pod red. E. Dąbrowskiego. Poznań : Księgarnia św. Wojciecha, [1960], s. 741-825.
Publikacja za zgodą Wydawnictwa św. Wojciech [zgoda z dnia 10 kwietnia 2015 r.]
 

Zostaw komentarz

Komentarz: 


Podpis:     
Przepisz kod: 
 


Nadesłane komentarze

  • ~Michał Rajewski6 mies. temu [10 grudnia, g.18:17]
  • Za dużo tu rozważań o znaczeniu wyrazów zaś wogole nie ma mowy o krytyce tekstu! [Odpowiedz]