Maria Kossowska - Współczesne polskie przekłady Pisma Świętego Nowego Testamentu (Uwagi o strukturze językowej)

CZĘŚĆ DRUGA: Z METOD PRACY NAD JĘZYKOWYM WYRAZEM
PISMA ŚWIĘTEGO NOWEGO TESTAMENTU


ROZDZIAŁ DRUGI

WŚRÓD NOWYCH WYRAZÓW

Modernizacja języka Wujkowego przekładu Nowego Testamentu objęła najpierw fleksję. Widoczne to na przekładzie ks. Szlagowskiego, jeszcze dokładniej w Biblii Poznańskiej. Ze słownictwem jednak rzecz ma się inaczej. Oba wymienione dzieła są tu niesłychanie ostrożne i wymieniają tylko bardzo nieliczne i całkowicie do danej funkcji znaczeniowej nieprzydatne wyrazy jak dziewka na oznaczenie dziewczęcia czy dziewczyny lub pogoda na oznaczenie sposobności.

Ks. Szczepański i tłumacze powojenni dział fleksji zastali już opracowany. Należało pójść o krok naprzód i zmodernizować słownictwo dzieła.

Ks. Szczepański zabrał się do tej pracy bardzo energicznie. Usunął wyrazy nie tylko przestarzałe, ale i zupełnie dobrze jeszcze funkcjonujące, zrozumiałe. Tę samą metodę odnawiania języka na tym odcinku zastosowali księża Gryglewicz i Kowalski. Znacznie powściągliwszy okazał się tu ks. Dąbrowski. Usunął także wiele wyrazów i zastąpił je nowymi w sposób jednak bardzo dyskretny, wypływający z przyjętej zupełnie innej metody pracy.

Słownictwo nowych przekładów Nowego Testamentu to dziedzina, w której dokonano wiele w ciągu kilkudziesięciu lat w celu udoskonalenia językowego wyrazu dzieła.

W uwagach swoich ograniczam się tylko do ukazania garści przykładów uporządkowanych w określony sposób. Przykłady te mają zasygnalizować kierunki, w jakich dokonano zmian w tej dziedzinie oraz ich znaczenie dla udoskonalenia językowego wyrazu dzieła.

1. Wyrazy stare wyszłe z użycia

W przekładach XX wieku usunięto ze staropolskiego tekstu wyrazy, których się w dzisiejszej polszczyźnie nie używa. Treść bowiem w nich zawarta przelała się w inne kształty brzmieniowe, tzn. sam przedmiot myśli, czyli desygnat żyje, ale korzysta dziś z innego imienia niż przed czterema wiekami.

Grupkę przytoczonych tu wyrazów zebrałam z tekstu Wujka. Chcąc zachować bezstronność wyboru, poznawałam nowe ich odpowiedniki dopiero przy opracowywaniu materiału.

 

Czyniciel (Łk. 13,27):

Wuj. Odstąpcie ode mnie wszyscy czyniciele nieprawości.

Szl. Tak samo jak u Wujka.

Szcz. (...) wszyscy, co popełniacie nieprawość.

Dąb. (...) wszyscy, którzy czynicie nieprawość.

Grg. (...) wszyscy, którzyście źle postępowali.

Kow. (...) wszyscy, którzy dopuściliście się nieprawości.

 

Gumno (Łk. 12,18):

Gumno (Wuj. i Szl.), spichlerze (Szcz. i Dąb.), śpichlerze (Grg.), spichrze (Kow.).

 

Kierz (Łk. 20,37):

Wuj. (...) i Mojżesz pokazał u krza jako zowie Pana (...)

Szl. Jak u Wujka.

Szcz. (...) Mojżesz wykazał w rozdziale „O krzaku”,

Dąb. (...) Mojżesz wykazał w opisie „O krzaku”,

Grg. (...) Mojżesz zaznaczył, gdy mówiąc o krzaku,

Kow. (...) Mojżesz zaznaczył je w rozdziale o krzaku.

 

Obżerca (Mt. 11,19):

Wuj. Oto człowiek obżerca i winożarłok (...)

Szl. Oto człowiek obżerca i winożarłok (...)

Szcz. Oto obżerca i pijak (...)

Dąb. Oto żarłok i opój (...)

Grg. Oto obżartuch i pijak (...)

Kow. Patrzcie na tego żarłoka i opoja (...)

 

Pokazić (Łk. 12,18):

Wuj. Pokażę gumna moje (...)

Szl. (...) zburzą gumna moje (...)

Szcz. (...) zburzę swe spichlerze (...)

Dąb. (...) zburzę spichlerze moje (...)

Grg. Zburzę swoje spichlerze (...)

Kow. Zburzę swoje spichrze (...)

 

Przodkować (Dz. Ap. 14,11):

Wuj. (...) przodkował w mowie.

Szl. (...) przewodził w mowie.

Szcz. (...) dzierżył słowo.

Dąb. (...) przodował w mowie.

Grg. (...) prowadził naukę.

Kow. (...) był głównym mówcą.

 

Rybitwa (Mk 1,16):

Wuj. (...) (bo byli rybitwi).

Szl. (...) (bo byli rybitwi).

Szcz. (...) byli bowiem rybakami.

Dąb. (...) (byli bowiem rybakami).

Grg. Byli bowiem rybakami.

Kow. (...) byli bowiem rybakami.

 

Skórnik (Dz. Ap. 10,6):

Wuj. Ten ma gospodę u niejakiego Symona skórnika.

Szl. Ten ma gospodę u niejakiego Szymona skórnika.

Szcz. (...) mieszka on w gościnie u pewnego Szymona garbarza.

Dąb. Stanął on w gościnie u pewnego Szymona garbarza.

Grg. Mieszka on u innego Szymona, garbarza, (...)

Kow. (...) mieszka on w gościnie u pewnego Szymona garbarza.

 

Tram (Mt. 7,3):

Wuj. (...) a tramu w oku twoim nie widzisz?

Szl. (...) a belki w oku twojem nie widzisz?

Szcz. (...) a belki w oku swoim nie spostrzegasz?

Dąb. (...) a belki w oku twoim nie widzisz?

Grg. (...) a belki w swoim oku nie możesz zauważyć?

Kow. (...) podczas gdy belki we własnym oku nie spostrzegasz?

 

Winożarłok (Mt. 11,19):

Wuj. Oto człowiek obżerca i winożarłok (...)

Szl. Oto człowiek obżerca i winożarłok (...)

Szcz. Oto obżerca i pijak (...)

Dąb. Oto żarłok i opój (...)

Grg. Oto obżartuch i pijak (...)

Kow. Patrzcie na tego żarłoka i opoja.

 

Brakowanie osób (Jak. 2,1):

Wuj. (...) nie miejcie z brakowaniem osób wiary Pana naszego Jezusa Chrystusa chwały.

Szl. (...) nie miejcie z brakowaniem osób wiary Pana naszego Jezusa Chrystusa chwały.

Dąb. (...). nie miejcie wiary w chwałę Pana naszego Jezusa Chrystusa ze względu na osoby.

Kow. (...) nie chciejcie wiary waszej w naszego chwalebnego Pana Jezusa Chrystusa godzić z nagannym nawykiem robienia różnic między ludźmi dla zewnętrznych względów.

 

Powietrzem ruszony (Mt. 8,6):

Wuj. (...) leży w domu powietrzem ruszony (...)

Szl. (...) leży w domu powietrzem ruszony (...)

Szcz. (...) leży w domu porażony (...)

Dąb. (...) leży w domu paraliżem tknięty (...)

Grg. (...) leży w domu sparaliżowany (...)

Kow. (...) leży w domu paraliżem tknięty (...)

 

Już ta garstka, nielicznych przykładów – A) wyrazy pojedyncze, B) grupy wyrazowe – wskazuje, jak bardzo w ciągu kilkudziesięciu lat zmieniły się stosunki w słownictwie przekładów Nowego Testamentu, jak bardzo rewolucyjne stają się pod tym względem przekłady począwszy od przekładu ks. Szczepańskiego.

Przy okazji warto zwrócić uwagę, że ks. Szlagowski jako pierwszy modernizujący Wujka, usunął z przytoczonych wyrazów staropolskich tylko trzy: pokazić, przodkować, tram. Z wprowadzonych na ich miejsce: zburzyć zamiast pokazić i belka zamiast tramu we własnym oku, przyjęły się we wszystkich przekładach następnych. Żyją w nich życiem pełnym.

Przekład ks. Dąbrowskiego z wyraźną opinią przekładu tradycyjnego nie zachował z przytoczonych wyrazów ani jednego. Z sześciu wyrazów, wprowadzonych niezależnie od poprzedników, trzy przejął tłumacz następny, ks. Kowalski, są to: żarłok zamiast staropolskiego obżercy lub współcześnie wprowadzonego obżartucha, opój zamiast starego i obcego nam winożarłoka lub pijaka wprowadzonego do niektórych przekładów współczesnych, paraliżem tknięty zamiast powietrzem ruszony.

Niektóre wyrazy począwszy od Wujka są w każdym, przekładzie tłumaczone inaczej, np. przodkować w mowie (Dz. Ap. 14,11).

Już na tym skromnym materiale widać, jak wszyscy tłumacze borykają się z żywiołem, jakim jest słowo, ażeby tylko ulepszyć wyraz językowy dzieła. Widać także, jak trudno z tych zapasów wyjść obronną ręką.

Już z tych przykładów wyraźnie także widać, jak niełatwo jest wyłamać się spod praw tradycji przekładowej, wytwarzanej przez wieki, choćby autor przekładu w zamierzeniu serdecznie się od tradycji odżegnywał i chociaż w słownictwie najłatwiej przychodzi zerwanie z tradycją. Tymczasem ks. Szczepański zachowuje Wujkowego obżercę, a przestarzały czasownik przodkować zastępuje niemniej przestarzałym dzierżyć, co się zresztą nie przyjęło.

Wgląd w wymienione, choć nieliczne przykłady, wskazuje także na różne metody pracy stosowane przez poszczególnych tłumaczy w organizowaniu słownikowej warstwy dzieła.

 

2. Wyrazy, które w ciągu wieków zmieniły treść znaczeniową

O wiele liczniejsze są wypadki, kiedy kształt wyrazowy trwa w języku, ale w ciągu swego życia, używany w coraz innych skojarzeniach myślowych, a wskutek tego i powiązaniach wyrazowych, gubi nieznacznie starą treść i wypełnia się powoli nową, czasami w znaczeniu obcą i odległą od treści dawnej. Zrozumiałość tekstu wymaga usunięcia tych wyrazów i zastąpienia ich nowymi. Tłumacze nowych przekładów obowiązek ten wykonali.

Jak to wygląda w tekstach, zilustrują przykłady. Dla tego celu wybrałam wyrazy dotąd nie wymieniane lub wymieniane rzadko. Przytoczone przykłady stanowią mały ułamek zebranego materiału.

 

Dzielnik (Łk. 12,14):

Wuj. (...) któż mię postanowił sędzią abo dzielnikiem nad wami?

Szl. (...) któż mię postanowił sędzią albo dzielnikiem nad wami?

Szcz. (...) sędzią albo rozdzielcą (...)

Dąb. (...) sędzią lub rozjemcą (...)

Grg. (...) sędzią albo tym, który rozdziela (...)

Kow. (...) sędzią lub rozjemcą (...)

 

Łakomy (Łk. 16,14):

Wuj. A słuchali (...), którzy byli łakomi (...)

Szl. A słuchali (...), którzy byli łakomi (...)

Szcz. A (...) przysłuchiwali się (...) będąc zaś skąpcami (...)

Dąb. A słuchali (...), którzy byli chciwi (...)

Grg. Faryzeusze, którzy byli skąpcami (...)

Kow. A faryzeusze, którzy bardzo lubili pieniądze (...)

 

Macica winna (J. 15,1):

Wuj. Jam jest winna macica prawdziwa (...)

Szl. Jam jest szczep winny prawdziwy (...)

Szcz. Jam jest prawdziwym winnym szczepem (...)

Dąb. Jam jest prawdziwy krzew winny (...)

Grg. Ja jestem prawdziwym winnym szczepem (...)

Kow. Ja jestem prawdziwy krzew winny (...)

 

Niedostateczny (Dz. Ap. 4,34):

Wuj. Bo żadnego między nimi nie było niedostatecznego.

Szl. Bo żadnego między nimi nie było niedostatecznego.

Szcz. nie było bowiem między nimi żadnego nędzarza.

Dąb. Bo nie było między nimi nikogo w niedostatku.

Grg. Biednego nawet nie było między nimi.

Kow. Nikt więc z pomiędzy nich nie cierpiał niedostatku.

 

Obmowę czynić (Dz. Ap. 26,1):

Wuj. Tedy Paweł (...) począł obmowę czynić.

Szl. Wtedy Paweł (...) począł sprawą zdawać.

Szcz. Wówczas Paweł (...) zaczął swą obronę.

Dąb. Wówczas Paweł (...) począł przemawiać w swej sprawie.

Grg. Wtedy Paweł mówił w swojej obronie.

Kow. Wtedy Paweł (...) rozpoczął swą mowę obronną.

 

Pamiątka (Mt. 23,29):

Wuj. Biada wam (...) którzy (...) zdobicie pamiątki sprawiedliwych.

Szl. (...) zdobicie pamiątki sprawiedliwych.

Szcz. (...) zdobicie pomniki sprawiedliwych.

Dąb. (...) przyozdabiacie pomniki sprawiedliwych.

Kow. (...) ozdabiacie pomniki ludzi sprawiedliwych.

 

Pogoda (Mt. 26,16):

Wuj. A od onąd szukał pogody, aby Go wydał.

Szl. A odtąd szukał sposobności, aby Go wydał.

Szcz. (...) szukał dogodnej sposobności (...)

Dąb. (...) szukał sposobności, aby (...)

Grg. (...) szukał sposobności, aby (...)

Kow. (...) szukał dogodnej sposobności (...)

 

Podły (2 Kor. 10,1):

Wuj. (...) acz obecnie jestem podły między wami (...)

Szl. (...) aczkolwiek obecnie jestem podły między wami (...)

Dąb. (...) rzekomo w waszej obecności jestem pokorny (...)

Kow. (...) będąc między wami pokorny, jestem (...)

 

Połowica (Łk. 19,8):

Wuj. Oto Panie, połowicę dóbr moich dawam ubogim (...)

Szl. Oto Panie, połowę dóbr moich daję ubogim (...)

Szcz. Oto połowę dóbr daję ubogim (...)

Dąb. Oto połowę dóbr moich rozdam ubogim (...)

Grg. Panie! Połowę majątku rozdaję ubogim (...)

Kow. Panie, połowę mego mienia chcę dać ubogim (...)

 

Poświęcać (1 J. 3,3):

Wuj. A wszelki (...) poświęca się, jako i on święty jest.

Szl. A wszelki (...) poświęca się, jako i on święty jest.

Dąb. I każdy (...) uświęca siebie, jako i On jest święty.

Kow. A każdy (...) staje się czysty, tak jak On jest czysty.

 

Widok (Łk. 23,48):

Wuj. (...) rzesza tych, którzy (...) byli przy tym widoku (...)

Szl. (...) rzesza tych. którzy (...) byli przy tym widoku (...)

Szcz. (...) rzesze, które się zebrały na to widowisko (...)

Dąb. (...) którzy się zeszli na to widowisko (...)

Grg. (...) które się zebrały na to widowisko (...)

Kow. Wszyscy, co się zbiegli na widowisko (...)

 

Wykonać się (Jak. 2,22):

Wuj. (...) a z uczynków wiara się wykonała.

Szl. (...) a z uczynków wiara się wykonała.

Dąb. (...) dzięki uczynkom wiara udoskonaiła się.

Kow. (...) przez uczynki wiara została dopełniona.

 

Zapamiętać (Mt. 16,5):

Wuj. (...) uczniowie (...) zapamiętali wziąć chleba.

Szl. (...) uczniowie (...) zapomnieli wziąć chleba.

Szcz. (...) uczniowie Jego zapomnieli wziąć chlebów.

Dąb. (...) zapomnieli wziąć ze sobą chlebów.

Grg. (...) zapomnieli zabrać chleba.

Kow. (...) zapomnieli zabrać ze sobą chleba.

 

Z trzynastu przytoczonych tu wyrazów pięć wymienił już ks. Szlagowski, z których trzy przyjęły się w pracy wszystkich następców: 1. połowa zamiast połowicy, 2. Sposobność zamiast pogody, 3. zapomnieć zamiast zapamiętać. Z sześciu wyrazów wprowadzonych przez ks. Szczepańskiego utrwaliły się we wszystkich dalszych przekładach tylko dwa: 1. pomnik zamiast pamiętnika, 2. widowisko zamiast widoku. Z ośmiu zmian wprowadzonych przez ks. Dąbrowskiego cztery zatrzymał w swoim przekładzie ks. Kowalski: 1. rozjemca zamiast dzielnika, 2. krzew winny zamiast macicy winnej, 3. niedostatek zamiast niedostatecznego, 4. pokorny zamiast podłego.

To bardzo charakterystyczne, że zmiany dokonywane w słownictwie przez pisarzy tradycyjnych wywierają na przekłady modernizujące większy wpływ, aniżeli zmiany wprowadzane przez tłumaczy modernizujących. Z sześciu wyrazów wprowadzonych przez ks. Szczepańskiego przyjęły się tylko dwa, podczas gdy z pięciu wyrazów ks. Szlagowskiego (uważam ten przekład za tradycyjny) trzy, a z ośmiu ks. Dąbrowskiego – cztery.

Wydaje mi się, że ciekawe wyniki mogłaby dać praca, poświęcona wyłącznie słownictwu Nowego Testamentu w przekładach współczesnych.

 

3. Wyrazy uściślające zawartość treściową wypowiedzenia

Powojenne przekłady Nowego Testamentu przyczyniły się w wielu wypadkach do lepszego, dokładniejszego oddania treści poszczególnych wypowiedzeń przez podstawienie lepiej dobranego wyrazu na każdorazowe jej oznaczenie. Przykładów tego rodzaju mniej jest w tekście dzieła, więc i ilustracja również skromniejsza.

 

Doktor ludu (Mt. 2,4):

Wuj. I zebrawszy wszystkie przedniejsze kapłany i doktory ludu, dowiadował się od nich (...)

Szl. (...) kapłanów i doktorów ludu (...)

Szcz. (...) kapłanów i uczonych ludu (...)

Dąb. (...) kapłanów i nauczycieli ludu (...)

Grg. (...) arcykapłanów i uczonych ludu (...)

Kow. (...) kapłanów i uczonych ludu (...)

 

Wydaje mi się, że łaciński termin scriba populi oraz grecki grammateus tou laou najlepiej będzie po polsku oddany przez nauczyciela ludu, bo uczony ludu brzmi w naszym poczuciu językowym trochę humorystycznie lub ironicznie.

 

Głos (Dz. Ap. 2,6):

Wuj. A gdy się stał ten głos, zbieżało się mnóstwo, i strwożyło się na myśli, że każdy słychał je swym językiem mówiące.

Szl. A gdy się stał ten głos (...)

Szcz. Gdy więc ta wrzawa powstała (...)

Dąb. Gdy tedy rozległ się ten szum (...)

Grg. Kiedy szum powstał (...)

Kow. Gdy więc ów szum powstał (...)

 

Nie ulega wątpliwości, że wyrazem właściwym jest tu wyłącznie szum (odpowiednik łac: vox, grk.: fone). Dodać jednak trzeba, że w tym samym rozdziale, nieco wyżej (2 w.), to samo zjawisko zostało nazwane przez Wujka wyrazem szum, co tłumaczy zastosowane tam wyrazy: łac: sonus i grk.: exos. Współcześni tłumacze użyli w obydwu wierszach nazwy pierwszej i słusznie, bo dokładniejsza.

 

Omylonym być (Mt. 2,16):

Wuj. Tedy Herod widząc, że był omylonym od Mędrców rozgniewał się bardzo (...)

Szl. (...) że był omylonym od Mędrców (...)

Szcz. (...) widząc, że go Mędrcy zawiedli (...)

Dąb. (...) widząc, że go Mędrcy zawiedli (...)

Grg. (...) widząc, że Magowie go zawiedli (...)

Kow. (...) widząc, że go mędrcy zwiedli (...)

 

I ze względu na treść i ze względu na czynną stronę słowa lepiej tu funkcjonuje czasownik zawieść (kogoś), aniżeli być omylonym (przez kogoś). Czasownik zwieść (zwiedli) chyba odpada. Mędrcy istotnie Heroda zawiedli w oczekiwaniach, ale przecież nie mieli zamiaru zwieść go. Szczerze pytali o drogę, a tekst nie daje podstaw do wnioskowania o jakichkolwiek podstępnych zamiarach jadących z pokłonem.

 

Urodzić się (Mt. 1,20):

Wuj. (...) co się w niej urodziło (natum est) jest z Ducha Świętego.

Szl. (...) co się w niej urodziło (...)

Szcz. (...) co bowiem w niej się poczęło (...)

Dąb. (...) co się w niej poczęło (...)

Kow. (...) co się w niej poczęło.

 

Uściślenie zawartości treściowej poszczególnych wypowiedzeń to bezsprzeczna zasługa autorów przekładów powojennych, którzy zadali sobie trud przejrzenia słownictwa starego przekładu, myślą badawczą prawie nie tykanego od przeszło trzech wieków.

 

4. Wyrazy potęgujące plastykę zawartości treściowej

Św. Hieronim w wymaganiach stawianych przekładowi Pisma Św. wymienia między innymi „elegancję” językowego wyrazu. O tę elegancję, czyli o piękno wyrazu tłumaczonego dzieła, bez naruszenia jego wierności i dokładności, zabiegał wyraźnie w swoim przekładzie Wujek. Gruntowne badania tej jednej tylko właściwości jego przekładu wiele by tu powiedziały.

Wśród autorów przekładów współczesnych o tę właściwość wyrazu świadomie, przy każdej nadarzającej się sposobności, zabiega tylko ks. Dąbrowski. I tu tak samo: badacz tylko tej jednej właściwości jego dzieła, współdziałającej zawsze z zasadą wierności i dokładności w oddaniu myśli, miałby i wiele pracy, i wiele do powiedzenia.

Parę przykładów:

 

Płacz i krzyk wielki (Mt. 2,18):

Wuj. Głos jest słyszan w Ramie, płacz i krzyk wielki: Rachel płacząca synów (...)

Szl. (...) płacz i krzyk wielki (...)

Szcz. (...) płacz i jęki wielkie (...)

Dąb. (...) płacz i jęk wielki (...)

Grg. (...) płacz i wielkie narzekanie.

Kow. (...) płacz i jęk wielki.

 

Z przekładów powojennych słusznie usunięto wyraz krzyk. Ululatus (Wulg.) to nie tylko krzyk. A krzyk nie zawsze wyraża ciężki i dojmujący ból. Wyraz jęk właściwiej oddaje treść, o którą tu chodzi. I to właśnie użyty tylko w liczbie pojedynczej, bo wtedy swoją ogólnością, swoim zasięgiem i panowaniem, nad całą sytuacją, osnuwa cały obraz jednym nastrojem. Do jego spotęgowania przyczynia się poza treścią znaczeniową wyrazu także jego strona dźwiękowa, mianowicie właściwości rytmiczne. „Płacz i jęk wielki”; „i jęk” to stopa jambiczna, rzadko spotykana w mowie polskiej, swoją niezwykłością w normalnym polskim toku trocheicznym zakłóca jaskrawo jego codzienny rytm, wpada w ucho. Jest niezwykła. Oddaje chwilę niezwykłą, chwilę niezwykle ciężką.

Wyraz niezwykłości sytuacji odczuł Wujek i wyraził go też przy pomocy tej samej stopy rytmicznej „i krzyk wielki”. Ks. Dąbrowski swoim retuszem: „Płacz i jęk wielki” spotęgował siłę wyrazu, zamkniętą w obrazie Wujka. Zawartość treściowa nie naruszona, uczuciowe napięcie spotęgowane.

Piękno i siłę tego wyrazu ocenił ks. Kowalski, zapożyczając go do swego przekładu.

 

I upadł (dom) (Mt. 7,27):

Wuj. i spadł deszcz, i przyszły rzeki, i wiały wiatry, i uderzyły na on dom, i upadł: i był upadek jego wielki.

Szl. (...) i upadł, i był upadek jego wielki.

Szcz. (...) a on runął (...)

Dąb. (...) i runął (...)

Grg. (...) a on się zawalił

Kow. (...) a on zapada się (...)

 

Cały obraz zbudowany z pięciu zdań pełnych dynamiki: każde orzeczenie jest czynnością, nie stanem, i to czynnością wyrażającą ruch połączony w większości wypadków a dźwiękiem: spadł deszcz, wiały wichry, uderzyły na on dom – i runął. Ostatnie orzeczenie wyraża wypadkową działania wszystkich sił. To katastrofa. Czasownik oznaczający ją – runął, to nie tylko ruch, to wstrząs i huk, skutek działania wymienionych sił. Czasownik runął potęguje grozę obrazu, szczególnie obrazu głośnio czytanego, to nie jest to samo, co upadł, zawalił się czy zapadł.

Ks. Dąbrowski odczuwa wartość słowa, wprowadzonego przez poprzednika, wprowadza je też do własnego przekładu, ale retuszuje: wyraz musi być potężny i piękny we wszystkich szczegółach.

W tym celu usuwa spójnik a i zaimek on, co w połączeniu „a on” daje efekty niepożądane: 1) znaczeniowo, 2) dźwiękowo.

1) Złożenie zdaniowe składa się tu wyraźnie z dwu części: a) działanie przyczyn – pierwsze cztery zdania, b) skutek – ostatnie zdanie. Połączenie tych części spójnikiem a nadaje skutkowi charakter przeciwstawienia, a przecież skutek jest tu zgodny z działaniem przyczyn. Przyczyny są wystarczające, skutek nie może się im przeciwstawiać także w swoim słownym wyrazie. Jeżeli spójnik a miał tu służyć celom archaizacyjnym (bo i to jest możliwe), to w danej chwili środek nie na miejscu. Ponieważ skutek całkowicie wypływa z działania przyczyn, może tu być użyty tylko spójnik łączący, w wyrazie zawsze jednoznaczny, takim jest w języku polskim spójnik i.

2) „a on” to grupa wyrazów, złożona z trzech głosek, w czym dwie samogłoski. Obie samogłoski stoją obok siebie, obie do wykonania wymagają bliskiego sobie sposobu otwarcia ust, otwarcia szerokiego. Taka czynność powoduje w skutkach brzmienie przykre: to tak zwany rozziew (hiatus). W naszym zwyczaju mówienia zjawisko niemiłe. Ks. Dąbrowski je usuwa: 1. zaimek – niekoniecznie tu potrzebny – w ogóle skreśla, na czym zyskuje moment dramatyczny obrazu (niepotrzebne słowa osłabiają wyraz tak ważnej chwili), 2. spójnik a zastępuje spójnikiem i, przez co godzi wymagania praw składni z estetyką językowego wyrazu całego złożenia.

 

Pochodnie gorejące (Łk. 12,35):

Wuj. Niech będą przepasane biodra wasze i pochodnie gorejące w rękach waszych.

Szl. (...) i pochodnie gorejące (...)

Szcz. (...) a światła zapalone w rękach (...)

Dąb. (...) i pochodnie gorejące w rękach (...)

Grg. (...) i pochodnie zapalone.

Kow. (...) i światła zapalone (...)

 

W przekładach powojennych to stare Wujkowe wyrażenie spotykamy tylko u ks. Dąbrowskiego. Ks. Kowalski, który tak często w wypadkach słownictwa sięga do przekładu ks. Dąbrowskiego, też wolał światła zapalone od pochodni gorejących. A przecież dynamikę obrazu stwarzają owe pochodnie, czyli specjalny rodzaj świateł używanych w drodze, świateł, z którymi się chodzi, jeżeli droga wypadnie w nocy. Stąd nazwa po-chod-ni-a. Pochodnia gorejąca to pochodnia czynna, podczas gdy światło zapalone wyraża tylko bierny stan. W całym obrazie chodzi przecież o czynną gotowość. Zmodernizowanie wyrazu pochodnie gorejące w sposób, w jaki to przeprowadzono w przekładach, zatraca siłę wymowy tego obrazu.

Wydaje mi się, że ten odcinek pracy przekładowej, ową zalecaną Hieronimiańską elegancję wyrazu, w powojennych przekładach Nowego Testamentu leżącą prawie odłogiem, dobrze byłoby potraktować nieco serdeczniej, otoczyć większą opieką.

 

5. Wyrazy zniekształcające treść wypowiedzenia

Zdarza się i tak, że wyraz nowy, wprowadzany do konkretnego wypowiedzenia przekładu, źle się wywiązuje ze swojej funkcji, źle zastępuje usuniętego poprzednika.

Niech o tym coś powiedzą same przykłady.

 

Brać zakład (1 Kor. 9,24):

Św. Paweł m. in. poucza w tym Liście, jak zdobywać żywot wieczny. Pracę na tej drodze porównuje z wyścigiem. Cytowany wiersz jest jednym z ostatnich w rozdziale.

Wuj. (...) acz wszyscy bieżą, ale jeden zakład bierze?

Szl. (...) acz wszyscy bieżą, ale jeden zakład bierze.

Dąb. (...) choć wszyscy biegną, jeden tylko otrzymuje nagrodę?

Kow. (...) biegną wszyscy, lecz jeden tylko odnosi nagrodę?

 

Wydaje mi się, że w języku polskim nie mówi się o odnoszeniu nagrody w znaczeniu jej zdobycia. Odnieść (nie odnosić) można rany, ale nagrodę chyba się zdobywa. Można ją zdobywcy odnieść lub odesłać, tylko tyle od tego wyrazu można żądać w stosunku do nagrody.

 

Niedostateczny (Żyd. 11,37):

Wuj. byli kamionowani, przecinani, doświadczani, w zabiciu miecza pomarli, błąkali się w owczych, w koziech skórach, niedostateczni, uciśnieni, utrapieni:

Szl. (...) niedostateczni, uciśnieni, utrapieni.

Dąb. (...) w nędzy, w ucisku, i w utrapieniach.

Kow. (...) tułali się bezdomni, wyzuci ze wszystkiego, prześladowani, poniewierani.

 

Wyzuty ze wszystkiego to już nie człowiek. Być wyzutym ze wszystkiego – to po polsku być pozbawionym wszelkich wartości moralnych; nie można być wyzutym z dóbr materialnych. Wyraz dobrany tu bardzo niefortunnie. Tekst mówi o nędzy materialnej Żydów, spowodowanej przez prześladowców, nie o nędzy moralnej.

 

Obwoływać (praedicare) (Apok. 5,2):

Wuj. I widziałem anioła mocnego, głosem wielkim obwoływającego: Kto jest godzien otworzyć księgi, i rozwięzać pieczęci ich?

Szl. (...) anioła (...) obwoływającego (...) Kto (...)?

Dąb. (...) anioła (...) wołającego (...) któż jest (...)?

Kow. (...) anioła (...) który obwieścił (...) Kto jest (...)?

 

Trudno dobrze przetłumaczyć po polsku czasownik praedicare, kiedy jego dopełnieniem jest pytanie. Zwyczaj językowy stawia tu swoje wymagania, których bezkarnie naruszać nie można. Toteż z tym miejscem tekstu Apokalipsy borykają się tłumacze. Wujek każe aniołowi obwoływać wielkim głosem, u ks. Dąbrowskiego anioł po prostu woła głosem donośnym. I to jest poprawne. Te czasowniki jeszcze można ustawić przed następującym po nich pytaniem. Ale, czy można obwieścić pytanie? – Wydaje mi się, że to nie po polsku.

 

Prosić (1 Tym. 5,1):

Wskazania dla nauczających, jak mają postępować z ludźmi starszymi wiekiem.

Wuj. Starszego nie łaj: ale proś jako ojca.

Szl. (...) ale proś jako ojca.

Dąb. (...) ale proś go jak ojca.

Kow. Upominaj go jak ojca.

 

Czy łaciński czasownik Wulg. obsecra albo grecki parakalei można tu tłumaczyć przez upominaj? Czy tu można mówić o upominaniu ojca? Tu może chyba pozostać tylko stosunek proszącego, choćby ten proszący cieszył się wielkim autorytetem. I może nawet właśnie ze względu na zachowanie autorytetu w oczach człowieka starszego prośba jest tu jedynie na miejscu.

Bywa i tak, że zniekształcenie treści tekstu wywołuje nie tylko wyraz o samodzielnej treści znaczeniowej. Wiele zamieszania może tu wprowadzić niewłaściwie wybrany przyimek czy inny wyraz pomocniczy używany do wyrażania stosunków zachodzących między przedmiotami myśli.

 

Służba (przez służbę, per ministerium) (Dz. Ap. 21,19):

Św. Paweł informuje zebranych w domu Jakuba o tym, co Bóg zdziałał przez niego.

Wuj. Które pozdrowiwszy, powiadał, z osobna, co Bóg czynił między pogany przez służbę jego.

Szl. (...) co Bóg czynił (...) przez służbę jego.

Dąb. (...) czego Bóg dokonał (...) przez jego posługę.

Grg. (...) co Bóg działał (...) dzięki jego pracy.

Kow. (...) co Bóg przez jego posługę zdziałał (...)

 

Wydaje mi się, że przez użycie wyrazu dzięki w funkcji przyimka („dzięki pracy”) zostały całkowicie odwrócone stosunki zachodzące między Bogiem jako plano- i rozkazodawcą a Pawłem jako wykonawcą Bożych zamiarów.

Zwroty przez służbę, czy jak u ks. Dąbrowskiego – przez posługę (per ministerium) wyraźnie wskazują na św. Pawła jako na narzędzie pracujące w Bożych rękach. Natomiast wyrażenie przyimkowe dzięki pracy zwraca uwagę na jakieś zasługi specjalne, którymi można się chełpić, bo gdyby nie one, mogłaby cała sprawa spalić na panewce.

 

Więcej – magis (Dz. Ap. 5,29):

Apostołowie przed Radą wyznają swoje credo.

Wuj. Więcej trzeba słuchać Boga niż ludzi.

Szl. Więcej trzeba słuchać Boga aniżeli ludzi.

Szcz. Należy więcej słuchać Boga, niż ludzi.

Dąb. Bardziej trzeba słuchać Boga aniżeli ludzi.

Grg. Raczej należy słuchać Boga, aniżeli ludzi.

Kow. Trzeba być posłusznym raczej Bogu niż ludziom.

 

Wyrazy więcej i bardziej można ustawić po jednej stronie, obok siebie, bo znaczyły to samo. Dziś wyspecjalizowały się znaczeniowo. Wyraz bardziej precyzyjnie określa stosunki i w tej funkcji jest dziś używany. Więcej to dziś przeważnie określenie ilości czegoś, np. kochać bardziej, ale zjeść lub zrobić (czegoś) więcej.

Natomiast raczej – to zupełnie co innego. To nazwa wyrazu postawy chwiejnej: „To? – a może to? – nie!... raczej to?... albo? – nie!” lub coś w tym rodzaju. W wyznaniu Apostołów nie było chwiejności. Postawa zdecydowana: Bardziej słuchać Boga niż ludzi. Bez dyskusji.

Przykładów niefortunnego wyboru wyrazów, wyrazów nieprzydatnych do powierzanych im funkcji w określonym wypowiedzeniu, jest w przekładach powojennych, z wyjątkiem przekładu ks. Dąbrowskiego, sporo. Są i wypadki gatunkowo cięższej wagi.

 

6. Wyrazy ze znakiem zapytania

W przekładach powojennych, modernizujących, spotyka się szereg wyrazów, które nie wiadomo, jak przyjąć w tekście Nowego Testamentu. Tak bardzo są codzienne i tak bardzo, bardzo nieraz młode. Przykłady przytaczam w wyborze i opatruję je znakiem zapytania.

1. Czy naukę Chrystusa mamy nazywać Ewangelią czy „dobrą nowiną”? Wiadomo, że oba wyrazy znaczą to samo, ale i to wiadomo, że z biegiem czasu wyraz odrywa się od swego podstawowego znaczenia, zaczyna żyć samodzielnie, zdobywać powoli znaczenie własne i tylko to nowe znaczenie reprezentować. Przykładów na to nie brak w języku. Tak stało się i z Ewangelią. Dziś wyraz ten w naszym poczuciu językowym oznacza tylko jeden rodzaj „dobrej nowiny”, mianowicie tej głoszonej przez Chrystusa i Jego uczniów. Natomiast „dobra nowina” jako ten sam wyraz, ale w polskim brzmieniu, obejmuje wszelkiego rodzaju inne treści, mogące podpadać pod to pojęcie. Jak mamy się zachować wobec wyraźnie różnych dróg tego samego wyrazu w brzmieniu obcym i własnym oraz wobec płynącej stąd wyraźnej znaczeniowej specjalizacji wyrazu? Czy utrzymać stan istniejący dotąd, czy też sprowadzić „dobrą nowinę” o królestwie Bożym do rzędu wszystkich dobrych nowin i traktować na równi? To polskie brzmienie wyrazu jest propagowane w niektórych przekładach, ostatnio nawet w tytule samego przekładu: „Dobra nowina według Mateusza i Marka”. Tak przekład swój zatytułował Wł. Witwicki (Warszawa 1958).

2. Anioł czy po- lub wy-słaniec? Rzecz ma się podobnie, więc jej nie rozwijam, zapytuję tylko, czy Maryi ma zwiastować anioł Boży czy wysłaniec? Czy kuszonemu Chrystusowi po wycofaniu się szatana mają służyć aniołowie czy też posłańcy? Czy na kamieniu grobowym po zmartwychwstaniu Chrystusa ma siedzieć anioł czy posłaniec?

3. Czy wobec bardzo dziś popularnego wyrazu mistrz z rozmaitymi określnikami, jak fryzjerski, bokserski itp. należy tą godnością tytułować Chrystusa, czy też ograniczyć się w nowych przekładach tylko do godności nauczyciela?

4. Czy Chrystus w ciągu swojej publicznej działalności leczy czy uzdrawia chorych i cierpiących? Obydwa te wyrazy mają w języku polskim własne, odrębne treści znaczeniowo, wskutek czego nie mogą być używane wymiennie. Jednak rzecz tak się ma w niektórych przekładach, a w ostatnim (Wł. Witwickiego) Chrystus już tylko leczy, uzdrawia czasami, ale tylko w komentarzu do tekstu. Gdzież są w takim razie owe stosowane przez Chrystusa zabiegi lekarskie? Środki zalecane jako leki? Czas trwania kuracji? Tego wszystkiego nie ma. Nie ma, bo tekst mówi wyraźnie tylko o uzdrowieniach, czasami nawet na odległość. Środkami lekarskimi tu stosowanymi – słowo Chrystusowe, a czasem trwania kuracji – chwila wymagana na wypowiedzenie słowa. Czy dobrze jest wobec tego robić z Chrystusa jakiegoś znachora, który chodzi z woreczkiem wypełnionym swoistymi lekami i gdzie się zdarzy, dokonywa swoich praktyk? Czy nie właściwiej pozostawić tylko jeden odpowiedni tu polski wyraz uzdrowić lub ze znaczeniem częstotliwości uzdrawiać w zależności od potrzeb kontekstu?

5. Czy w niektórych wypadkach uzdrowień Chrystus „surowo zakazywał” rozgłaszania faktu, czy też „surowo nakiwał”, by go nie rozgłaszano, jak o tym nas informuje przekład Wł. Witwickiego?

6. Czy przepowiadając fakt zaparcia się Piotra ma Chrystus mówić o pianiu kura czy koguta?

7. Czy wreszcie ma być tylko policzony ze złoczyńcami, czy aż „zaliczony w poczet złoczyńców”?

8. W losach Apostołów zdarzały się do tej pory wypadki pojmania i więzienia. Czy w nowym przekładzie trzeba ich aresztować? Wyraz ten włączony w dzieje Apostołów budzi humor u słuchaczy – śmieją się.

9. Czy mamy patrzeć na „dwóch mężów w szatach świetnych”, czy też „na dwóch mężczyzn w lśniąco-białych szatach”? Czy w tym sformułowaniu myśli nie mamy wyraźnie do czynienia z nową łatą na bardzo starym, chociaż mocnym, suknie?

10. Czy mamy w tekście Nowego Testamentu spotykać się z oblubieńcem, czy z panem młodym? Z niewiastami czy z kobietami? A jeżeli z pokrzywdzonymi przez mężów, to z opuszczonymi, odesłanymi, czy rozwódkami?

11. Czy sandały lub trzewiki wkłada się na nogi, czy się w nie człowiek obuwa, czy też je zakłada? O ile rzecz rozumiem „zakładało się” zawsze szkoły, szpitale, fabryki, różne instytucje społeczne i charytatywne. Nigdy jednak nikt nie zakładał trzewików, pończoch, chustek czy kapeluszy. Czy ten świeży, nie wiem czy naprawdę dobry zwrot, może już wejść aż do tekstu Pisma Św.?

12. Ażeby w tym wyborze nie pominąć wyrazów związanych ze światem stworzeń nie myślących, które także wiodą życie w tekście Nowego Testamentu, pozwalam sobie jeszcze na jedno czy.

Czy zgromadzać pisklęta pod skrzydła powinna kokosz czy ptak? Polska kokosz to nie zupełnie ścisły odpowiednik łacińskiego wyrazu gallina. Po polsku to nie tylko kura, to kura-matka. Wydaje się, że autorzy staropolskich i późniejszych przekładów mieli w świadomości pojęcie macierzyństwa związane z tym polskim wyrazem. Z nazwą ptak pojęcie to nie wiąże się tak ściśle. Chodziło prawdopodobnie w przekładzie o oddanie w językowym wyrazie charakteru macierzyństwa, istotnej cechy obrazu, nieodzownej dla pełnego rozumienia jego treści. Prawdopodobnie dlatego kokosz była dotąd bezkonkurencyjna. Tyle na jej obronę:

Można by do liczby przytoczonych tu przykładów dorzucić ich o wiele więcej, ale nie o to chodzi. I nie o to również, by się tu upominać o przywrócenie wszystkich starych wyrazów do współczesnych przekładów Nowego Testamentu. Nie zamierzam bronić „Okopów Św. Trójcy”. Czas rozstrzygnie o losie każdego z wyrazów. Myślę o czym innym, mianowicie o tym, że słownictwo Pisma Św. powinno się odznaczać jakimś staranniejszym doborem, że nie wszystko, co dziś modne czy sensacyjne, musi w nie wejść, że jakaś zasada kierująca doborem powinna tu znaleźć dla siebie miejsce.

Starałam się w ciągu czytania omawianych przekładów taką zasadę wykryć dla poszczególnych tłumaczeń i nie zawsze mogłam to zrobić. Jeżeli udało się wykrycie zasady, to nie można było stwierdzić konsekwencji w jej przeprowadzeniu. Doborem wyrazów kierował, jak mi się zdaje, zazwyczaj instynkt, wyczucie, często bardzo trafne, ale nie zawsze.

Stąd chyba znaczną ilość nowych wyrazów cechuje znamię przypadkowości, upodobania, pogoni za nowością, za własną oryginalnością. Może się mylę. Nie umiem w tej sprawie zabrać głosu w sposób decydujący. Może niektórzy tłumacze są zdania, że język, jakim mówili Ewangeliści, to jakiś język gwarowy, więc niedbały. To byłoby także założenie błędne, bo pojęcie „gwarowy” nie pokrywa się wcale z pojęciem „niedbały”.

Z przeglądanych przekładów jedynie przekład ks. Dąbrowskiego wykazuje rzetelną troskę o dobór wyrazów nowych. Każdy taki nowy kandydat jest tu zazwyczaj wszechstronnie obejrzany, zanim zdobędzie legitymację uprawniającą do wejścia w tekst. Analiza niektórych przykładów starała się zwrócić na to uwagę.

 

7. Trudności i zasługi tłumaczy

Mimo sygnalizowanych tu niedociągnięć słownikowych trzeba podkreślić wielki trud współczesnych tłumaczy i ich zasługi w pracy nad odświeżeniem staropolskiego słownictwa.

Chociaż rzut oka na całość jest bardzo pobieżny, a przykłady mają zadanie tylko ilustracyjne dla poszczególnych odcinków pracy w tej dziedzinie, widoczne jest, że właściwego odnowienia Wujkowego słownictwa przekładu Nowego Testamentu dokonali dopiero księża Szczepański, Dąbrowski, Gryglewicz i Kowalski. Nie można jednak pominąć milczeniem i nazwiska ks. Szlagowskiego, chociaż pracującego na tym odcinku niesłychanie ostrożnie i powściągliwie.

Usunięcie bardzo wielu wyrazów całkowicie przestarzałych (grupa 1), zastąpienie nowymi znakami językowymi nazw, które dawno już usunęły ze swych kształtów wyrazowych starą treść i wypełniły się nowymi znaczeniami (grupa 2), wprowadzenie wyrazów uściślających przedstawienie treści (grupa 3), pamiętanie o estetycznych wartościach słowa i wprowadzenie w związku z tym zasobu wyrazów, uwypuklających uczuciowe wartości obrazu (grupa 4) – to bez wątpienia zdobycze nowych tłumaczy w dziedzinie słownictwa tekstu biblijnego.

Wprowadzone do przekładów nowe wyrazy, objęte grupą piątą, wyrazy w jakiś sposób zniekształcające treściową zawartość tekstu – to potknięcia, które, jak się wydaje, dobrze byłoby usunąć w następnych wydaniach.

Nie wiadomo, jaka przyszłość stoi przed wyrazami wulgarnymi i ich stosunkiem do tekstu biblijnego; jak będą się układały losy wyrazów, które opatruję znakiem zapytania, a jest ich także dużo – trudno powiedzieć.

Człowiek żyje i język razem z nim. Człowiek przekształca rzeczywistość i swoją do niej postawę, język skrupulatnie jak sejsmograf te wszystkie ruchy wewnętrzne znaczy zewnętrznie. Czas pracuje. Na przekładach także kładzie swoje piętno.

 

Większe dziś niż kiedykolwiek zainteresowanie tematyką biblijną, większe niż kiedykolwiek zapotrzebowanie na Pismo Św., szczególnie Nowy Testament, domagają się dla tej księgi nowego językowego wyrazu zrozumiałego dla wszystkich.

Na zrozumiałość wpływa w dużej mierze słownictwo z jego różnorodnymi jakościami, które wyzyskuje tłumacz, organizując językowy wyraz dzieła. I wydaje mi się – na podstawie tego, co zdołałam dostrzec i czym w części się podzieliłam – że w naszych przekładach wykrystalizuje się umiar w doborze środków wyrazowych zgodnych z wymaganiami tematu. Do budowy językowego wyrazu Nowego Testamentu wejdzie zawsze to, co w polskim poczuciu językowym będzie uważane za najlepsze. To wynika z naszej postawy do samego tematu. – A że w ocenie tego, co najlepsze, wyrazi się zawsze subiektywizm, indywidualizm, osobowość twórcy przy najskrupulatniejszym nawet liczeniu się z różnymi względami zewnętrznymi, na to już chyba nikt i nigdzie, na szczęście, rady nie znajdzie.

Praca nad doborem odpowiedniego słownictwa dla każdego utrwalonego dzieła nie jest łatwa, a już szczególnie trudna jest nad doborem słownictwa dla dzieł przekładanych. Wie o tym każdy, kto próbował tej sztuki, choćby na najmniejszym odcinku. Jakież więc muszą piętrzyć się trudności przy przekładzie tak odrębnego dzieła, jakim jest Pismo Św.? Ile tu spraw do objęcia na raz! Co za odpowiedzialność w pracy! A równocześnie co za niesłychana łatwość popełnienia niedokładności! – Niech to ukaże bardzo prosty przykład.

W Dziejach Apostolskich jest miejsce, w którym autor mówi o pracy nad siewem słowa Bożego, o chętnym przyjmowaniu słowa. Ale w czasie najlepszych osiągnięć i wiązanych z tym nadziei „(...) Żydowie poduszczyli niewiasty nabożne i uczciwe i przedniejsze miasta: i wzbudzili prześladowanie na Pawła i Barnabasza i wyrzucili je z granic swych” (Dz. Ap. 13,50, Wuj.).

Chodzi tu o dwa określenia niewiast: nabożne i uczciwe (religiosas et honestas). Określenie pierwsze nabożne nie nastręcza trudności, bo to wyraz niepodatny do wypełniania się innymi treściami. W każdym kontekście funkcjonuje mniej więcej jednoznacznie, bo takie są jego myślowe i wyrazowe skojarzenia. Wszędzie więc tłumaczy się ten wyraz, po polsku przez: nabożne lub pobożne.

Inaczej już wygląda sprawa z określeniem honestus. Wyraz ten wchodzi w skojarzenia i związki bardziej różnorodne, jest podatniejszy i przydatniejszy do zdobywania znaczeń wtórnych. Toteż poza Wujkiem tylko przekład ks. Szlagowskiego zachowuje „niewiasty nabożne i uczciwe”. Równie konserwatywna Biblia Poznańska ma „niewiasty nabożne i znakomite”. Przekład ks. Kowalskiego też mówi o niewiastach znakomitych. Księża Szczepański i Gryglewicz mają tu niewiasty wpływowe, a ks. Dąbrowski – poważane.

Ta różnorodność w tłumaczeniu przymiotnika honestus wskazuje na trudności w odszukaniu wyrazu właściwego. Wszystkie przytoczone tłumaczenia są dobre, a przecież zdajemy sobie dobrze sprawę, że nie każdy z użytych wyrazów jest na właściwym miejscu. Widać, jak nieznacznie, przy zachowaniu zasady dokładności tłumaczenia, niektóre przekłady oddalają się od użycia przymiotnika honestus we właściwym, tu znaczeniu.

Przyjść tłumaczowi z pomocą może tu w dużym stopniu metoda uwzględniania szerokiego kontekstu dzieła. Ustrzeże go w wielu wypadkach przed popełnieniem błędu. Pomoże wybrać pożądany odpowiednik spośród czasami wielu wtórnych znaczeń ugrupowanych wokół podstawowego znaczenia wyrazu, jak np. w wypadku cytowanym. A wypadek to nie jedyny. Podobne trudności występują bardzo często. Zjawiają się, jeżeli wyraz podstawowy zawiera treść wartościującą lub jeżeli można znaczenia wyrazu podstawowego użyć przenośnie. To wypadki najczęstsze.

Pracę modernizującą przekład Wujka także na odcinku słownictwa rozpoczął już bardzo ostrożnie i bardzo nieśmiało ks. Szlagowski. Nie wiem, jakie wyniki dałyby badania porównawcze przeprowadzone na całym tekście Nowego Testamentu lub na większym jego fragmencie. Moje spostrzeżenia mają charakter wyraźnie marginesowy, a to, co zdołałam dostrzec, przedstawia się ilościowo bardzo skromnie.

Prawdziwa „bania” nowoczesnego słownictwa (żeby sparafrazować Mickiewicza) rozbiła się nad Nowym Testamentem dopiero w przekładzie ks. Szczepańskiego. Żniwo tego posiewu jest wielkie.

Słownictwo to dziedzina języka, którą modernizować jest pozornie bardzo łatwo. Ponieważ potrzeby w niej były znaczne, pociągnęła wszystkich tłumaczy przekładów powojennych. Najbardziej jednak zaznaczyli się tu swą twórczą pracą ks. Szczepański i ks. Dąbrowski. Każdy inaczej.

Pracę ks. Szczepańskiego cechuje jakiś rozmach niezwykły, ciągłe nienasycenie, głód nowego słowa. W tym rozmachu chwyta przeważnie wszystko: złe i dobre. Toteż w jego przekładzie obok wyrazów przez niego wprowadzonych i funkcjonujących doskonale, zdarzają się i bardzo liczne potknięcia, które w pewnym stopniu wytknął już kiedyś prof. Chrzanowski, a których listę można by jeszcze przedłużać bez obawy, że wkrótce materiału zabraknie.

A przecież z przykładów już tylko tu przytoczonych widać, że niektóre wyrazy wprowadzone dopiero przez ks. Szczepańskiego przyjęły się we wszystkich przekładach późniejszych, np. spichlerz zamiast gumna (Łk. 12,18), krzak zamiast krza (Łk. 20,37), garbarz zamiast skórnika (Dz. Ap. 10,6) i inne. Niektóre tylko częściowo, inne – wcale. Nikt np. nie policzył Chrystusa w poczet złoczyńców, tę niezręczność spotykamy tylko u ks. Szczepańskiego.

Z tym wszystkim jednak ks. Szczepański zasługuje na miano jednostki niezależnej, twórczej, obdarzonej niezwykłym rozmachem w pracy; te bowiem właściwości znaczą się wyraźnie w odnawianiu staropolskiego słownictwa w jego przekładzie Ewangelii i Dziejów Apostolskich.

Drugą indywidualnością w pełni niezależną w tej dziedzinie pracy jest ks. Dąbrowski. Cechy tej twórczej niezależności prezentują się w pracy zupełnie inaczej. Prawie nieokiełznany rozmach poprzednika trzymany tu ciągle na wodzy przez jasno zakreślony cel pracy, realizowany przez każdy jej odcinek. Tu nie bierze się wszystkiego bez wyboru, tu obowiązuje selekcja, wciąż selekcja, a sito gęste. Widać, że w zamierzeniu leży: wszystko musi się udać.

Autor przekładu, zanim wymieni istniejący wyraz stary, pozna dokładnie wszystkie zadania, jakie on pełnił nie tylko w swoim własnym wypowiedzeniu, ale możliwie w szerokim kontekście. Upewni się, czy nowy kandydat odpowiada wymaganiom. Wybada, czy nie wniesie jakichś wartości nowych, dla tekstu przydatnych, dotąd nie wyzyskanych. Dopiero po dokonaniu tak dokładnego oglądu wyraz uzyskuje prawo obywatelstwa: wchodzi do tekstu. W usuwaniu wyrazów starych i wprowadzaniu nowych panuje wyraźna metoda pracy.

Ks. Dąbrowski korzysta od czasu do czasu z wyrazów wprowadzonych przez ks. Szczepańskiego. Robi to jednak tylko wtedy, jeżeli wyraz odpowiada wszystkim, postawionym przez tekst warunkom i jeżeli jest lepszy od wszystkich innych, możliwych w danym wypadku do wprowadzenia. Wtedy albo wprowadza go autor bez zmian, albo modyfikuje dyskretnie wygląd samego wyrazu lub jego otoczenia. Przeprowadza te modyfikacje na zasadzie pozornie czysto ekonomicznej: minimum widocznych zabiegów, maksimum wyników.

Jako przykłady niech posłużą: 1. cytowany w grupie czwartej tekst pierwszy (modyfikacja wyglądu samego wyrazu – jęki zamieniono na jęk), 2. tekst drugi w tej samej grupie (modyfikacja środowiska wyrazowego – a on zastąpiono przez i), O osiągnięciach tych dyskretnych przekształceń mówiłam wyżej.

Tak jest zawsze, ilekroć chodzi o pożyczkę wyrazową.

Zazwyczaj jednak ks. Dąbrowski szuka własnych dróg i najczęściej nimi chodzi.

Towarzyszy mu w tych drogach wyraźnie stosowana metoda poszukiwań, dyktowana zamierzonym językowym wyglądem przekładu.

Nowe wyrazy wprowadzane przez ks. Dąbrowskiego to zawsze – ilekroć tylko możliwe bez szkody dla tekstu – wyrazy czy wyrażenia zbudowane z tworzywa wyrazowego już zastanego w starym tekście. Najczęściej używanym do tego celu elementem morfologicznym jest rdzeń wyrazowy. Ponieważ o tych sprawach mówię gdzie indziej, tu podaję tylko jeden przykład dla ogólnej orientacji.

Dz. Ap. 4,24:

Wuj. Bo żadnego miedzy nimi nie było niedostatecznego.

Dąb. Bo nie było między nimi nikogo w niedostatku.

Podczas gdy inne przekłady, zamiast dziś już źle tu funkcjonującego przymiotnika niedostateczny, wprowadzają na oznaczenie człowieka odpowiedniej kondycji wyrazy: nędzarz (ks. Szcz.) czy biedny (ks. Grg.), ks. Dąbrowski idzie wyraźnie własną drogą. Nie zmieniając znaczenia treści, stosuje wyrażenie „nikogo w niedostatku”. Wszedł do teksty wyraz nowy, utworzony z zastanego materiału przy niewielkich stosunkowo przeróbkach słowotwórczych.

Drugim metodycznym pociągnięciem to przestrzeganie zasady, by wyraz nowy nie zajmował w tekście więcej miejsca od poprzedniego, tzn. wyrazu pojedynczego nie zastępuje się omówieniem, jeżeli jednak ten sposób musi już być wprowadzony, cechuje go zwięzłość posunięta do najwyższych granic. Jeżeli tylko można, do budowy zwrotu peryfrastycznego wprowadza tłumacz elementy morfologiczne użyte do budowy starego, usuwanego wyrazu.

Zdarza się czasami, że stare tworzywo nie dozwala zbudować nowego, przydatnego wyrazu w danym wypowiedzeniu, wtedy wchodzi wyraz morfologicznie obcy, tak jednak dobrany, by pod żadnym względem nie raził w środowisku wyrazowym, do którego został wprowadzony.

Widoczna tu dokładnie przemyślana metoda pracy, czego w żadnym z przekładów w takim stopniu spotkać nie można. Daje to w wyniku organizację słownikową dzieła jednolitą i harmonijną, w której o wyborze wyrazu decyduje nie przypadek czy osobiste upodobanie, ale planowe działanie, prowadzące do zrealizowania zamierzonego celu, tj. do stworzenia przekładu nowoczesnego, a jednak zgodnego z polską tradycją przekładową.

Obie te osobowości twórcze, ks. Szczepański i ks. Dąbrowski, wpływają w sposób widoczny na kształtowanie warstwy słownikowej pozostałych przekładów.

Ze słownictwa ks. Szczepańskiego korzysta chętnie ks. Gryglewicz. Nie ma tu już tych wszystkich zastrzeżeń i wymagań, z jakimi do zapożyczeń przystępuje ks. Dąbrowski, bo inna jest zupełnie struktura słownictwa tego przekładu.

Ks. Gryglewicz wprowadza wiele wyrazów nie spotykanych w żadnym z przekładów, czasami mocno nacechowanych codziennością bieżącej doby. Pod tym kątem także zupełnie widocznie dobierane są zapożyczenia wyrazowe.

Słownictwo przekładu ks. Dąbrowskiego wyraźnie zaciążyło na słownictwie przekładu ks. Kowalskiego. Jeżeli autor przekładu zwraca się o pożyczkę wyrazową, mając do dyspozycji parę możliwości wyboru, najchętniej i najczęściej bierze z przekładu ks. Dąbrowskiego.

I tu spostrzeżenie trochę zaskakujące: na organizowanie słownictwa jednego z dwóch najbardziej nowoczesnych przekładów powojennych wpływa tradycyjny z założeń i wykonania przekład ks. Dąbrowskiego. To fakt nie do zlekceważenia. Może nawet temat zasługujący na zajęcie się nim.




Artykuł pochodzi z "Podręcznej Encyklopedii Biblijnej", t. 2, M - Z / pod red. E. Dąbrowskiego. Poznań : Księgarnia św. Wojciecha, [1960], s. 741-825.
Publikacja za zgodą Wydawnictwa św. Wojciech [zgoda z dnia 10 kwietnia 2015 r.]
 

Zostaw komentarz

Komentarz: 


Podpis:     
Przepisz kod: 
 


Nadesłane komentarze

  • ~Michał Rajewski8 mies. temu [10 grudnia, g.18:17]
  • Za dużo tu rozważań o znaczeniu wyrazów zaś wogole nie ma mowy o krytyce tekstu! [Odpowiedz]