Maria Kossowska - Współczesne polskie przekłady Pisma Świętego Nowego Testamentu (Uwagi o strukturze językowej)

CZĘŚĆ DRUGA: Z METOD PRACY NAD JĘZYKOWYM WYRAZEM
PISMA ŚWIĘTEGO NOWEGO TESTAMENTU


ROZDZIAŁ PIĄTY

OSIĄGNIĘCIA KS. PROF. EUG. DĄBROWSKIEGO
JAKO TŁUMACZA NOWEGO TESTAMENTU

W Tygodniku Powszechnym z dnia 8. III. 1959 r. sam tłumacz Nowego Testamentu pozwala zajrzeć czytelnikowi do pracowni autorskiej, pozwala poznać pewne fakty z dziejów rękopisu dzieła. Czytelnik wdzięczny za to, bo w ten sposób zacieśniają się więzy między nim a czytanym dziełem.

Ale nie wiem, czy ks. prof. Dąbrowski będzie wdzięczny, jeżeli ktoś tam zajrzy bez pozwolenia, powie, co spostrzegł, chociaż tłumacz o tym nie mówił...

Czytając tekst Nowego Testamentu w przekładzie ks. Dąbrowskiego i zestawiając go z wymienionymi przekładami nie można nie dostrzec pewnego faktu, uderzającego mocniej właśnie w porównaniu.

Wynikiem tego jest zdobycie niezłomnego przeświadczenia o istnieniu jakiegoś dłuższego i bardzo intensywnie przepracowanego okresu czasu, okresu przygotowującego sam okres pracy nad przekładem dzieła. Bez tego założenia nie umiałabym sobie wytłumaczyć tego, z czym się spotkałam w tej pierwszej analizie językowego wyrazu tekstu, której wynikiem są zebrane tu marginesowe uwagi o strukturze językowej współczesnych przekładów Nowego Testamentu. Cel i metody pracy przemyślane i konsekwentnie przeprowadzone od pierwszej do ostatniej karty księgi, niemal poprzez każdy wyraz, każde wypowiedzenie, każdy wiersz i każdy rozdział dzieła to jest coś, co imponuje. Ażeby się jeszcze raz z tym spotkać, trzeba zejść aż do przekładu sprzed trzech i pół wieków.

Prawdopodobnie wiele ze szczegółów stosowanej przez tłumacza metody narosło w toku samego trudu przekładania, ale zrąb musiał powstać w jakimś specjalnym przygotowawczym okresie wewnętrznego skupienia nad samym przedmiotem pracy.

1. Tylko w ten sposób można wytłumaczyć zjawisko, że w przekładzie ks. Dąbrowskiego treść żadnego z wersetów Nowego Testamentu nie zawisła w próżni, że ani jeden obraz, sytuacja, mowa itp. nie zostały poszatkowane; nie stały się luźnym zlepkiem fragmentów, nie dając czytelnikowi obrazu pełnej zawartości danego odcinka tekstu, co w dużej mierze utrudnia jego właściwe rozumienie i wypracowanie poglądu na całość.

W przekładzie ks. Dąbrowskiego każda całość treściowa jest całością nierozerwalną. Manifestuje się to przez językowy wyraz każdego jej wypowiedzenia, wiersza, ich zespołu, czy rozdziału. Każdy szczegół treści w wyrazie językowym ściśle wiąże się z całością, do której należy. I odwrotnie: wszystkie ideowe wartości dzieła, cała nauka Chrystusa, mająca za zadanie urabiać osobowość odbiorcy, przekazana w językowym wyrazie dzieła, nie rozprasza się, wiąże się w całość organiczną poprzez każdy wyraz, wypowiedzenie, wiersz i ich zespoły, rozdział, rozdziały i księgi.

Metoda uwzględniania szerokiego kontekstu w tłumaczeniu każdego wycinka dzieła to właściwość tylko tego jednego przekładu powojennego razem z uwzględnionym przeze mnie przekładem wcześniejszym, także powojennym, przekładem ks. Szczepańskiego.

To osiągnięcie tak bardzo widoczne w pracy, chociaż tak dyskretnie znaczone, wydaje mi się osiągnięciem naczelnym. Przez nie dzieło jest zorganizowane od wewnątrz, a w językowej strukturze czytelnik otrzymuje dokładny tego wyraz.

Osiągnięcie to nadaje wyrazowi przekładu znamienny rys: spokrewnia wewnętrzną organizację dzieła współczesnego, wyrażoną w jego wyglądzie językowym, z taką samą organizacją i podobnym wyglądem dzieła sprzed przeszło trzech i pół wieków. Tym samym bowiem rysem znaczone jest dzieło Wujka, przedstawiciela polskiej tradycji przekładowej tekstu biblijnego. Nowe pozostałe przekłady zatraciły tę właściwość.

2. Drugim osiągnięciem, także dużej wagi, to modernizacja tekstu przeprowadzona konsekwentnie, harmonijnie od początku do końca dzieła bez luk i przejaskrawień. Tu każdy wyraz w wypowiedzeniu i każde wypowiedzenie w całości, do której należy, i każda całość treściowa obejrzane są troskliwie i rzetelnie. Nic tu nie uchodzi uwagi tłumacza. W wyniku tego wszystko, co dla wyrazu językowego dzieła wypracowały wieki, a co dziś jeszcze doskonale może służyć, pozostaje na stanowisku służby społecznej. Wszystko to, co czas każe już usunąć, usunięto; a wszystko, co z wyrazu językowego można jeszcze utrzymać, usprawniając tylko komunikatywną funkcję danego elementu językowego, zostało usprawnione i zachowane.

Takiej pieczołowitości, takiej troskliwości w stosunku do przekładanego tekstu nie okazuje żaden z tłumaczy modernizujących. Już nawet przeze mnie zebrane i przedstawione tu przykłady (a czytanie tekstu dostarcza ich znacznie więcej) mówi o dużych nierównościach w pracy nad tymi przekładami, o krańcowościach w wyrazie: wyjaskrawienia w słownictwie, nie zawsze uzasadnione na kanwie całkowicie tradycyjnego toku składniowego nie należą tam do rzadkości.

3. Właściwość także cenną w pracy przekładowej ks. Dąbrowskiego stanowi umiejętność widzenia każdej sprawy wielopłaszczyznowo. Oglądanie jej pod jednym kątem nie zasłania innych stanowisk, mianowicie ogólna sprawa modernizacji tekstu nie przesłania nigdy szczegółowych spraw, tj. konieczności zastosowania każdorazowo innego sposobu modernizacji wymaganej przez każdy samodzielny odcinek tekstu. Indywidualizacja święci tu tryumfy. W jej wyniku inaczej indywidualizuje się rozkaz, inaczej opis czy wydarzenie. Dzięki temu rozkaz odczuwa się w tym przekładzie jako rozkaz, a nie jako wyraz nieokreślony, w sformułowaniu od rozkazu bardzo daleki. Tragizm ma tu swój odrębny wyraz językowy. Opowiadanie jest opowiadaniem, a opis zawsze pozostaje opisem. To nie zawsze da się powiedzieć o innych przekładach XX wieku.

W pozostałych przekładach powojennych tekst jest przeważnie tylko tekstem ogólnie modernizowanym, bez zachowywania indywidualnego wyrazu odrębnych jego składowych, stanowiących samodzielne i bardzo zróżnicowane odcinki treściowe, chociaż czasami w wymiarach wierszowych bardzo drobne.

Uwzględnianie w wyrazie językowym zmian zachodzących w postawie psychicznej osoby mówiącej w zależności od tego, co i kiedy mówi – to wielka i trudna rzecz w pracy przekładowej. Umiejętność tę w bardzo wysokim stopniu wykazuje dzieło Wujka. Nadaje to jego przekładowi odrębny rys wyrazowy. Tego rysu nie zatarł przekład ks. Dąbrowskiego. Przeciwnie, czasami tłumacz nawet udoskonala wyraz językowy tej właściwości, na co starałam się zwrócić uwagę przy odpowiednich tematach.

Przez tę właściwość indywidualizacji wyrazu językowego poszczególnych odcinków treściowych tekstu zależnie od ich zawartości, warunkowanej różnymi czynnikami, współczesny przekład ks. Dąbrowskiego staje się bardzo bliski przekładowi ks. Wujka lub – jeżeli kto woli – przekładowi staropolskiemu.

4. Przedstawione tu właściwości wyrazu zdobywa tłumacz specjalną metodą. Nazwałabym ją metodą dyskrecji. Przecież modernizacja tekstu staropolskiego, przeprowadzona niemal na każdym zdaniu, wcale nie rzuca się w środkach wyrazu ani w ucho, ani w oko. Odbiorca czuje, że w nowym tekście coś zabrzmiało inaczej, mocniej, intensywniej, ale musi dopiero szukać, dlaczego tak się stało, jak np. w rozkazie o rychłym pogodzeniu się z przeciwnikiem (Mt. 5,25). – Albo odbiorca zdaje sobie sprawę, że w nowym tekście zrozumiał treść, której nie mógł pojąć w starej redakcji. Ale, jak to się stało, nie wie. Znowu trzeba szukać. Tak dyskretne są modernizujące środki wyrazu językowego stosowane w nowym przekładzie, nawiązującym jednak silnie do tradycji przekładowej z wieku XVI.

Ta dyskrecja w modernizacji tekstu sprawia, że czytelnik nie dostrzega od razu sposobów w jaki mu udostępniono rozumienie tekstu tradycyjnego i ulega złudzeniu że słyszy Wujka przemawiającego językiem unowocześnionym.

5. Uderzającym zjawiskiem w metodzie dyskrecji uwspółcześniania tekstu jest bogactwo środków, jakimi tłumacz dysponuje w stosowaniu tej metody. Poprzestanę tylko ma ich wyliczeniu: 1) Zachowanie w przekładzie wypowiedzeń w redakcji Wujkowej bez żadnej zmiany (bardzo nieznaczna ilość, ale są). 2) Zachowanie w przekładzie wypowiedzeń w redakcji Wujkowej po przeprowadzeniu fonetycznych lub morfologicznych zmian w poszczególnych wyrazach (przypadki także nieliczne). 3) Zachowanie toku składniowego zgodnego w pełni z tokiem składniowym Wujka. Stosowanie tego środka rozciąga się prawie na cały tekst. Trzeba tu jednak wyraźnie podkreślić, że to nie jest identyczność wypowiedzeń, bo w każdym z nich stosowane są środki (przeważnie słownikowe) uwspółcześniające je. Wszędzie jednak różne i w różnych układach. Identyczny tok składniowy i dyskrecja w sposobie wprowadzania zmian do tekstu potęguje u czytelnika wrażenie podobieństwa tekstu nowego z tekstem starym połączone z ogólną świadomością istnienia w nim elementów nowych, wpływających na lepsze jego rozumienie. 4) Zachowanie szyku wyrazów właściwego staropolskiemu tekstowi Wujka. 5) Zmiana szyku wyrazów w tekście Wujkowym, zawsze dyktowana wyraźnym celem: a) lepszej czytelności tekstu, b) osiągnięciem większej siły wyrazu, c) wydobycia ze słowa jego wartości estetycznych. 6) Czasami elipsa jakiegoś wyrazu mało znaczącego, prawie niedostrzegalna, a w skutkach wyrazista: potęguje zazwyczaj zwięzłość wyrazu i siłę jego oddziaływania. 7) Odrębna własna metoda wprowadzania nowych wyrazów do tekstu wypowiedzenia polegająca: a) na przebudowywaniu wyrazów zastanych przez pozostawianie rdzenia wyrazu usuwanego i wyposażanie go w nowe afiksy umożliwiające wyrazowi utrzymanie się w tekście, b) na morfologicznym upodabnianiu wyrazów o obcym rdzeniu do wyrazów zastanych przez dodawanie do obcych rdzeni afiksów ze starych wyrazów lub przez zachowywanie w wyrazach nowych form gramatycznych wyrazów usuwanych. 8) Bardzo staranny i ostrożny dobór wyrazów zupełnie nowych, do usuwanych w niczym niepodobnych, ale do wprowadzenia koniecznych. Zdarza się to tylko wtedy, kiedy wyraz usuwany nie stwarza żadnych możliwości do wyzyskania go jako tworzywa wyrazowego dla następcy.

Jak widać, środków bardzo dużo i działających zawsze w sposób dostosowany do potrzeb tekstu.

O żadnym z przekładów współczesnych nie można powiedzieć, że ma do dyspozycji wiele środków modernizujących stary wyraz, jeszcze mniej o tym, że środki te stosowane są zgodnie z myślą kierującą stałą pracą, z myślą, którą można poznać właśnie dzięki stosowaniu, określonych metod pracy w celu jej realizacji. Myśl kierującą można tam dostrzec zazwyczaj tylko na krótkich określonych odcinkach, w organizowaniu wyrazu małych całostek treściowych, wyraźnie „od – do”. Widoczne to w organizowaniu słownictwa przekładów. O składni nie mogę i tego powiedzieć. Może przy jakiejś bardzo dogłębnej analizie można by i stamtąd wydobyć więcej, ale przy zachowaniu jednakowego stosunku względem wszystkich przekładów nie mogłam wydostać nic więcej.

Bogactwo i różnorodność środków modernizujących stosowanych w przekładzie ks. Dąbrowskiego jednoczy jeden wspólny rys, rys właściwy metodzie ich stosowania: dyskrecja. Wszystko to są środki pozornie drobne, a w wyrazie bardzo proste. Często trudno dostrzegalne od razu dla ucha i oka: bo czy tak od razu wpadnie w pole uwagi przedrostek starego, usuniętego wyrazu, połączony z wyrazem obcym, nowym? lub forma gramatyczna starego wyrazu spotkana w wyrazie nowym? Te środki zaczyna się dostrzegać, kiedy pobudzona uwaga czytelnika decyduje się szukać przyczyn dodatkowego wrażenia wywieranego przez tekst, wrażenia nowoczesności w dawnym wyrazie dzieła.

Wszystkie te dyskretne środki wyrazu, stosowane w toku pracy także bardzo dyskretnie, w różnych układach, w każdym prawie wypowiedzeniu stwarzają u odbiorcy złudzenie obcowania z wytworem językowym bardzo dawnym, a jednak tętniącym nerwem współczesności.

Wydaje mi się, że wypracowanie metody wymaganej i dostosowanej do charakteru przekładanego dzieła oraz dobór środków dyskretnych w wyrazie, a w pełni realizujących zamierzony cel pracy można włączyć w szereg bardzo cennych osiągnięć autora przekładu.

6. Wymienione bardzo dyskretne środki wyrazu, stosowane w pracy równie dyskretnie, przyczyniają się zwykle do 1) uwspółcześnienia, a często do udoskonalenia słownictwa dzieła; uściślają bowiem niejednokrotnie funkcje poszczególnych wyrazów w wypowiedzeniu oraz 2) spolszczają składnię niektórych wypowiedzeń czyniąc ją przez to zupełnie zrozumiałą, np. Mk 6,4 – Jezus o losie proroka we własnym kraju: Wuj. „A Jezus im mówił: Iż prorok nie jest beze czci, chyba w ojczyźnie swojej, i w domu swoim, a między rodziną swoją”. – Schemat składniowy nie nasz, dziś dla nas zupełnie obcy, ks. Dąbrowski polszczy bardzo dyskretnie: „A Jezus im mówił: Prorok bez czci jest tylko w ojczyźnie swojej, i w domu swoim, i pośród rodziny swojej”. Podobnych przykładów jest więcej. 3) Staropolską składnię czasami dla nas już zbyt zawiłą i niezrozumiałą uprzystępnia czytelnikowi w sposób bardzo prosty, np. opis drogi św. Pawła do Damaszku (Dz. Ap. 9,1-2). Takich przykładów również jest sporo. 4) Zwięzły wyraz wypowiedzi Wujkowych czyni nieraz jeszcze bardziej zwięzłym przez elipsę jakiegoś nieznaczącego wiele wyrazu, zastąpienie omówienia nazwaniem przedmiotu wprost itp. A zawsze w takich razach bywa zachowany styl wypowiedzenia modernizowanego: nigdy autor nie dokonuje skrótów składniowych i nie stosuje innych środków przekształcających strukturę składniową ulepszanej całości.

Są to osiągnięcia niewspółmierne w stosunku do używanych środków, współmierne jednak do włożonej myśli i twórczego wysiłku w pracę nad przekładem.

7. Osobna, chociaż bardzo krótka wzmianka, należy się jeszcze jednej właściwości osiąganej przy pomocy metody pracy stosowanej przez ks. Dąbrowskiego. To umiejętność nie tylko zachowywania we własnym przekładnie estetycznych wartości słowa wydobytych z niego i utrwalonych w starym przekładzie Wujka, to także trud wydobywania ich przy każdej nadarzającej się po temu sposobności. Na tę właściwość przekładu zwracałam już uwagę przy słownictwie. A chociaż obecny rozdział najmniej nadaje się do cytowania przykładów, przytoczę jeden, bardzo krótki dla przypomnienia tematu i jego wagi w wyrazie przekładu. Kol. 3,2 – nakaz etyczny: Wuj. „Co wzgórę jest miłujcie, nie co na ziemi”. Dąb. „Miłujcie, co na szczytach jest, a nie co na ziemi”.

Współczesne wyrażenie „co na szczytach jest” zamiast niezrozumiałego dziś „co wzgórę jest” pełni tę samą funkcję: uskrzydla myśl i serce człowieka. Odrywa je choć na chwilę od tego, co przyziemne. Uczy kochać, co wielkie, działa na uczucie. To Paweł – porywa, „zachwyca” człowieka w niebo. Ażeby odczuć całą wartość tych dwóch wyrazów, trzeba je koniecznie zestawić z trzecim istniejącym we współczesnych przekładach. Kow.: „Starajcie się o to, co w górze jest, nie o to, co na ziemi”. Znikło Pawłowe „zachwycenie w niebo”, pozostała zwykła codzienna troska, chociaż o rzeczy wzniosłe. Pozostała także zwykła codzienna szata, jaką nosi zapobiegliwa troskliwość.

Takich przykładów odarcia wyrazu z zawartego w nim piękna jest w powojennych przekładach mnóstwo. Nasuwa się pytanie, czy należy to robić i w jakim celu? I odpowiadam – wydaje mi się, że tego się nie robi. To wynika po prostu albo z zatracenia wrażliwości na tę właściwość dzieła, albo uznanie jej za funkcjonalnie mało ważną, zwłaszcza w masowej recepcji przekładu (byle tekst był zrozumiały i przystępny, bo i takie zdania bywają), albo tego aspektu słowa zapomniano włączyć do planu pracy, albo... może jeszcze wiele innych nieznanych przyczyn wpłynęło na pominięcie tej cechy słowa; z pewnością żadna z działających przyczyn nie jest wyrazem złej woli. Fakt jednak istnieje i piętno swego istnienia wyciska.

W przekładzie ks. Dąbrowskiego takich wypadków (jak cytowany) nie znajdzie się. Troska o piękno wyrazu, o jego rytm, dźwięczność itp. widoczna na każdym kroku. I to także rys właściwy przekładu. To także rys spokrewniający go z dziełem Wujka, który wyraźnie troszczy się o piękno wyrazu swej pracy, chociaż można mu na tym odcinku zrobić czasami wymówkę.

8. I jeszcze jedno osiągnięcie nierozerwalnie splecione z pozostałymi: to elegancja, wytworność wyrazu. Bo czyż nie piękniej i zarazem nie wytworniej brzmi: „I wszystko poddał pod stopy jego” zamiast „I wszystko poddał pod nogi jego” (Ef. 1,22)?

A przecież Wujek to także pisarz wytworny w wyrazie, elegancki. To nawet obowiązek. Nakłada go już św. Hieronim, a Wujek spełnia wszystkie obowiązki nałożone na tłumacza. Ponadto w ówczesnej Polsce żywo interesowano się sprawami języka; to żywy przedmiot dyskusji. Czyż mógł pozostać bez wyrazu w pracy tego rodzaju?

Toteż zdarza się, że ks. Dąbrowski nic nie zmienia w Wujkowym wyrazie, kiedy oceni, że zmienić znaczy zniszczyć elegancję wyrazu, jaką mu nadał wielki poprzednik. Nie wszyscy to rozumieją.

Ale zdarza się, że Wujka trzeba zmienić, staroświecką wytworność uwspółcześnić w wyrazie. Robi się to tak, jak wszystko inne, bo wytworność wyrazu w przekładzie ks. Dąbrowskiego to wytworność prostoty, dyskrecji i umiaru.

To znowu rys dzieła odrębny, indywidualny. Niesie on słowo spokojne, proste, zrozumiałe, podniosłe i dostojne, chociaż czasami surowe, nawet gniewne. – Tak przemawiał kiedyś On – Bóg i Człowiek, bo tak to wygląda w mowie utrwalonej. Tak przeniósł to na język polski Wujek, wyraziciel tego, co w polskiej tradycji przekładowej najlepsze. Tak po wiekach przekazuje to ks. Dąbrowski w przekładzie Nowego Testamentu, zwanym ogólnie przekładem tradycyjnym.

9. W związku z określeniem tradycyjny, już tak ściśle związanym z przekładem ks. Dąbrowskiego, nasuwa się nieśmiałe pytanie, czy naprawdę to przekład tylko tradycyjny?

W Piśmie Św., jak w każdym dziele mniejszych czy większych rozmiarów pisanym w języku żywym, zdarzają się zwroty, przysłowia, sentencje zrozumiałe tylko w środowisku językowym, w którym dzieło zostało napisane. W Nowym Testamencie nie ma tego zbyt wiele, ale garść się zbierze. Nie wszystkie z tych zwrotów są powszechnie znane, ponieważ na ogół nie wchodzą w skład urywków odczytywanych głośno w kościele, nie ma ich w mszalikach. Jest jednak między spotykanymi jeden taki zwrot szczególnie wyrazisty i przynajmniej raz w roku odczytywany lub słuchany przez dużą część wiernych. To zdanie z Ostatniej Wieczerzy (J. 13,18): Wuj. „Który je ze mną chleb podniesie przeciwko mnie piętę swoję”.

Tak począwszy od Wujka (mówię tylko o przekładach branych w pracy pod uwagę) przekładają tę część wiersza wszyscy tłumacze. Nawet najbardziej modernizujący.

Zupełnie tak, jakby nikt nie dostrzegał, jak bardzo ten wyraz dla Polaka obcy, jakby nikt nie dostrzegał, jak bardzo nie pożądane skojarzenia wywołuje myśl w ten sposób sformułowana, jak łatwo ginie nastrój powagi, zadumy czy nawet grozy u słuchaczy mniej zdolnych do skupienia, a dostatecznie bystrych do tworzenia najrozmaitszych skojarzeń.

A jednak nikt nie odważył się targnąć na ową „podniesioną piętę Judasza”. Usunął ją bez śladu dopiero ks. Dąbrowski, autor przekładu tradycyjnego. Zamiast wyrazu dla Polaka zupełnie obcego zrozumiała myśl otrzymała zrozumiały kształt, wyraziła się w zdaniu „knuje zdradę”. Całe złożenie brzmi tu następująco: „Ten, który pożywa ze mną chleb, zdradę knuje przeciwko mnie”.

Czy można było przełożyć to miejsce wierniej, dokładniej, zrozumiałej, piękniej i bardziej po polsku? A równocześnie, czy to posunięcie zgodne z tradycją? To przecież prawdziwa rewolucja. Rewolucja przeprowadzona przez tradycjonalistę. I to przypadek nie jedyny. Polszczenie wypowiedzeń Nowego Testamentu dla nas w wyrazie zupełnie obcych przeprowadzono tu konsekwentnie i radykalnie, bez naruszenia wierności myśli.

Ks. Dąbrowski zna, jak widać, uznaje i stosuje rewolucyjne środki działania, jeżeli tego zachodzi potrzeba. A od czasu do czasu zachodzi. – Wyraz językowy dzieła na tym tylko zyskuje. Zyskuje także odbiorca dzieła.

W związku jednak z tym zjawiskiem przybywa wyglądowi przekładu jeszcze jeden rys w wyrazie – to przekład nie tylko tradycyjny, to przekład zarazem rewolucyjny. A połączenie tych właściwości w jednym dziele wcale się nie kłóci. Obie one, tradycjonalizm i rewolucjonizm językowego wyrazu, przenikają się wzajemnie, organizują dzieło od wewnątrz (metoda uwzględniania szerokiego kontekstu) i od zewnątrz (wszystkie inne środki językowego wyrazu). Zespolone w jedno tworzą nowy odrębny wygląd językowy przekładu, przekładu tradycyjno-rewolucyjnego.

Przez zespolenie tych dwóch właściwości w językowej strukturze dzieła wyraził ks. Dąbrowski jeden z rysów naszego narodowego charakteru: tradycjonalizm i rewolucjonizm. Dał przez to swemu przekładowi wyraz w pełni narodowy.

Ten nowy rys przekładu leży już w innej płaszczyźnie wartości, ale tu się wyraźnie narzuca. Jest to osiągnięcie niezamierzone, wtórne, przypadkowe, czy jak je dokładniej nazwać, ale jest. Językowy wyraz tekstu daje na to pokrycie.

Jest to wydarzenie po raz drugi notowane na przekładzie tekstu biblijnego. Po raz pierwszy rys ten wyraził w strukturze językowej przekładu ks. Wujek. Po raz drugi przypadło to w udziale wyrazowi językowemu przekładu ks. Dąbrowskiego. W „międzyczasie” naznaczył tym rysem swoją twórczość Adam Mickiewicz. – Różne wszędzie środki wyrazu, ale osiągnięcie wspólne. – Ciekawe pokrewieństwo kierunku ujścia twórczej myśli!

 

Wydaje mi się, że wymienione tu osiągnięcia ks. Dąbrowskiego jako tłumacza Nowego Testamentu należą do bezspornych, bo mają pokrycie w wyrazie tekstu dzieła. Wydaje mi się, że są to zdobycze wysokiej klasy, że stanowią rzetelną legitymację dla milionowego egzemplarza przekładu dzieła. – Czas zawyrokuje o stanowisku ks. prof. Eug. Dąbrowskiego w dziejach kultury polskiego tekstu biblijnego. Ale i my, czytelnicy dzisiejszego dnia – mamy prawo do określeń i może nie będziemy nieostrożni, jeżeli temu stanowisku odważymy się przydać określnik: nieprzemijające.

 

 

ZAKOŃCZENIE

Po przeprowadzonej analizie językowej tekstów współczesnych przekładów Pisma Św. Nowego Testamentu wydaje mi się, że odpowiedź na postawione pytania otrzymałam.

1. Przekład ks. prof. E. Dąbrowskiego jest istotnie przekładem, z którego przemawia tradycja językiem unowocześnionym. Wyniki analizy tekstu dostarczają na to pokrycia. Stwierdzają bowiem liczne właściwości dzieła obiektywnie istniejące, spokrewniające wyraźnie strukturę językową dzieła współczesnego ze strukturą tegoż dzieła powstałego w w. XVI, ale wyraźnie unowocześnioną i to przy pomocy bardzo różnorodnych środków, czerpanych z zasobu możliwości systemu językowego. Wyniki te podbudowują utartą opinię o przekładzie. Nie tylko. – Uzupełniają ją wydobytym nowym rysem, którego nie uchwyciła opinia, rysem pewnej rewolucyjności w wyrazie przekładu.

2. Wyniki analizy, jak mi się wydaje, stwierdzają wyraźnie, że przekład ma wszelkie walory językowe, by go rozpowszechniać w społeczeństwie.

Uwagi moje są, jak zaznaczyłam, bardzo szkicowe. Jednak dokonany ogląd dzieła pozwala mi więcej niż na przypuszczenia, że dalsze gruntowne badania (a można przypuszczać, że je ktoś podejmie) nie podważą wyników otrzymanych obecnie. Są wszelkie dane ku temu, że je umocnią.

Stąd nasuwają mi się pewne pytania: Czy należy się temu przekładowi jakaś pozycja w społeczeństwie? Jakiś przywilej? Jakaś troskliwość? – Czy wystarczy tylko, że wszedł w obieg?

Wydaje mi się, że tym przekładem należy się gruntowniej zająć. Zajmujemy się badaniem twórczości literackiej, szczególnie badaniem twórczości wielkich pisarzy, bo oni dokonali wielkiego wkładu w dorobek narodowej kultury. Poznać ten dorobek odpowiednio do własnych możliwości – to obowiązek każdego Polaka. – Proces poznawania toczy się przynajmniej dwojako: 1. przez obcowanie z dziełem twórcy, 2. przez poznawanie głosów mówiących o nim. – Pierwszą drogę torują instytucje wydawnicze. O utrzymanie w porządku drugiej troszczą się ci, co potrafią poznanie uprzystępnić przez opracowania.

Tomy napisano już o Mickiewiczu, a przecież wciąż się jeszcze pisze, bo dzieła twórcy dostarczają wciąż materiału poznawczego. – Pisze się na różnym poziomie dla różnych możliwości odbiorczych. Pracy przyświeca zawsze ten sam cel: poznać twórczość tego, któremu narodowa kultura tak wiele zawdzięcza.

Czy nie należałoby wytworzyć podobnego stosunku przynajmniej do wybitnych przekładów Pisma Św.? Przecież te dzieła to wielki wkład nie tylko w kulturę religijną, ale i w kulturę języka i w ogóle w kulturę polską. Wiemy dobrze, że przez ciąg rozwoju naszej tysiącletniej kultury te dwa nurty, religijny i narodowy, przenikają się wzajemnie (co odzwierciedla nasza wielka twórczość literacka) i żłobią wspólnie rys naszej odrębności kulturalnej, znaczonej mianem kultury religijno-narodowej.

W polskiej tradycji przekładowej Pisma Św. mamy w tej chwili wyraźnie dwie wielkie pozycje społecznie przyjęte: Biblia ks. J. Wujka i Pismo Św. Nowego Testamentu w przekładzie ks. Eugeniusza Dąbrowskiego.

Czy nie dobrze byłoby rozpocząć systematycznej pracy nad ułatwianiem poznawania wartości językowego wyrazu (bo przy pomocy tego wyrazu przekład na nas oddziaływa) tych przekładów. Myślę tu nie o pracy dla ciasnego kręgu specjalistów, o pracy w specjalistycznych czasopismach. – Nie! – To za mało! Wystarczy porozmawiać nie tylko ze średnio inteligentnym człowiekiem, ale nawet z inteligentem o wyższym wykształceniu, żeby się przekonać, jak bardzo to za mało. Społeczeństwo chce mówić o wartości posiadanych przekładów Nowego Testamentu i nie może. Nie ma przygotowania. Stoi bezradne, bez pomocy. Czeka. Czy nie należy przyjść mu z pomocą? Formy pomocy mogą być różne: ustne i pisane. Organizowane na różnym poziomie. Ale nie powinien pozostać fakt, jak dotychczas – brak jakichkolwiek pomocy. Społeczeństwo trzeba podkształcić w umiejętności przyjmowania przekładów Pisma Św. Życie mówi, że samo tylko obcowanie z przekładem to za mało. Potrzebny jeszcze drugi nurt poznawczy – opracowania.

Potrzeba tej pracy staje się tym ważniejsza, że katechizacja dzieci spada w dużej mierze na rodziców. Rodzice powinni znać swoje zadanie i od tej strony. W wielu wypadkach oni będą tymi, którzy dzieciom swym dadzą do rąk Pismo Św. Powinni umieć wybierać, a możliwości wyboru będą się stawały coraz większe.

Ważną sprawą związaną z przekładem jest sprawa tekstu Pisma Św. w mszalikach. Mszał w ręku wiernych staje się dziś zjawiskiem coraz częstszym. Czy nie byłoby dobrze wprowadzić do mszalików tekstów Pisma Św. według przekładu uznanego w narodzie za najlepszy? Niech użytkownik mszalika przyzwyczaja się obcować z tym, co w wyrazie najlepsze, najpiękniejsze. A przekład taki mamy.

A inne pozostałe przekłady? Nie znamy ich przecież, nie znamy własnej tradycji przekładowej Pisma Św. Nie znamy wartości poszczególnych, jednostkowych wkładów w jej dorobek. A są to wkłady bezspornie ważkie; na ich gruncie wyrosło dzieło, którym się dzisiaj jako naród chlubimy, które śmiało możemy zaliczyć do dzieł epokowych.

Świadomi jesteśmy, że staliśmy się uczestnikami-świadkami jakiegoś zamykającego się, a równocześnie otwierającego się etapu w rozwoju dziejów naszej tradycji przekładowej tekstu biblijnego. – I równocześnie widzimy, że obok zjawiska, któremu na imię milionowy egzemplarz, wyrastają inne.

Są przekłady nowe. Kto je zna, chociaż wielu je czyta? Czy one nic nie niosą? To bezspornie posiew nowy, który będzie wzrastał. Jak długo ziarno pozostanie w ziemi, nie wiadomo. Kiedy i jak zacznie kiełkować nowa niwa, ani jak dojrzeje, nie wiadomo. Wiadomo jednak, że w nią już dziś rzuca się ziarna. Te potrafimy obejrzeć i z naszego, dzisiejszego stanowiska sklasyfikować. To potrzeba dnia. To nawet konieczny wyraz jakiejś uwagi dla trudu ludzkiej myśli, rzucanej pod nowe, może w czasie nawet bardzo odległe, ale znowu prawdopodobnie jakieś wielkie żniwo przyszłości.

MARIA KOSSOWSKA



Artykuł pochodzi z "Podręcznej Encyklopedii Biblijnej", t. 2, M - Z / pod red. E. Dąbrowskiego. Poznań : Księgarnia św. Wojciecha, [1960], s. 741-825.
Publikacja za zgodą Wydawnictwa św. Wojciech [zgoda z dnia 10 kwietnia 2015 r.]
 

Zostaw komentarz

Komentarz: 


Podpis:     
Przepisz kod: 
 


Nadesłane komentarze

  • ~Michał Rajewski6 mies. temu [10 grudnia, g.18:17]
  • Za dużo tu rozważań o znaczeniu wyrazów zaś wogole nie ma mowy o krytyce tekstu! [Odpowiedz]