KOMENTARZ DO EWANGELII MARKA
ROZDZIAŁ IX
W Piśmie św. bardzo często bierna strona bez podawania działającego podmiotu jest używana do opisu działania Boga.
Boża chwała objawia się w Jezusie na górze, które według przekonań (światopoglądu) Żydów było miejscem szczególnej bliskości Boga.
Opis przemiany Jezusa przywołuje do pamięci wiele wydarzeń i opisów ze Starego Testamentu, szczególnie wejście Mojżesza na górę Synaj (Wj24,16-17 chwała Pan w formie obłoku pokrywała górę Synaj przez sześć dni), głos z obłoku (interweniując na pustyni Bóg wzmacniał autorytet Mojżesza), wizja Syna Człowieczego u Daniela (Dn7,9 lśniąco białe szaty), Eliasz, namioty spotkania. Niewątpliwie, autor Ewangelii celowo odwołuje się do tych wszystkich wydarzeń, aby w nich szukać klucza do zrozumienia znaczenia tego wydarzenia.
Opis ten przywołuje także do pamięci scenę ukazania się Jezusa po zmartwychwstaniu. Po zmartwychwstaniu Jezus ukazał się przemieniony wielu uczniom. Słowo „przemienienie” był używane na określenie zmartwychwstałego Jezusa w liście do Filipian i Koryntian (Flp3.21; 2Kor3,18; 1Kor15,51). W ten sposób autor przypomina słuchaczom, którzy usłyszeli zapowiedź męki i śmierci o tym, że Jezus nie został przez to zniszczony. Dla ucznia Jezus jest wzorem do naśladowania, ale także jest modelem, do którego ma się upodobnić. Tak więc jest to wezwanie do przyjmowania cierpień na wzór Jezusa, z wiarą w zmartwychwstanie i przemienienie, czyli upodobnienie się do Jezusa.
Piotrowi mogło się wydawać, że widzi nadchodzące w mocy Królestwo Boże, którego przyjście Jezus wcześniej zapowiedział i chciał je przywitać. Jednak głos z chmury (obłoku) stwierdza, że celem tej wizji jest objawienie Jezusa po raz pierwszy jako Syna Bożego. (Do tej pory uczniowie poznali Go jako Mesjasza). Najściślejsze grono uczniów poznaje teraz to, co znał już czytelnik, oraz złe duchy. (W tym momencie uczniowie znają już oba tytuły Jezusa: „Mesjasz” i „Syn Boży”, od których Marek rozpoczął swoją Ewangelię). Mają nie mówić o tym nikomu. W samej Ewangelii jedynie setnik wyzna to publicznie, ale nie uczniowie. Nie wiemy, czy inni uczniowie poznali tą prawdę przed męką i śmiercią Jezusa.
Ważny jest także nakaz: „jego słuchajcie” (odnosi się do przeszłości, jak i przyszłości).
Przemiana Jezusa oraz boski głos z nieba (zmartwychwstanie Jezusa jako dzieło Boga) potwierdzają, że uwielbiony Syn Boga, jest tym samym, który cierpiał i został zabity. To Jego cierpienie, ani nawet śmierć nie jest w stanie zniszczyć Boskich planów zbawczych. Cierpienie i śmierć stają się elementem tożsamości Jezusa, a nawet elementem zbawczym. Nie ma potrzeby chronić Jezusa ani przed cierpieniem, ani przed śmiercią. Nie trzeba lękać się, ani cierpienia, a ani śmierci, gdyż nie są w stanie zniszczyć planu Bożego. Najważniejsze jest posłuszeństwo, czyli wierność w wypełnianiu misji na wzór Jezusa. Tak jak Jezus jest posłuszny Ojcu (Duchowi Świętemu), tak samo uczniowie powinni być posłuszni Jezusowi.
Zakaz opowiadania o tym doświadczeniu, zawiera pośrednią wzmiankę o śmierci Jezusa. Uczniowie to dostrzegli i zaczęli zastanawiać się nad tym, co to mogłoby znaczyć. (Pomimo poprzedniej nauki Jezusa, jeszcze nie rozumieją i nie mogą zgodzić się na taką możliwość.)
Wzmianka o proroctwie przyjścia Eliasza ma być argumentem uczniów na to, że śmierć Mesjasza nie zgadza się z tym, co zostało zapowiedziane w Piśmie. W ten już bardziej opanowany i wyrafinowany sposób próbują ponownie przeciwstawiać się takiej możliwości, starają się odwieść Jezusa od takiego myślenia.
Jezus stwierdza, że przyjście Eliasza, aby naprawić wszystko, nie zwalnia Mesjasza, od przyjęcia cierpienia i śmierci z rąk grzeszników. Następnie Jezus zmienia tradycyjne pojmowanie roli Eliasza. Powołując się na pojmanie i męczeństwo Jana Chrzciciela, poucza uczniów, że Eliasz przygotowuje drogę Mesjaszowi, w ten sposób, że przyjmuje na siebie cierpienie i śmierć z rąk grzeszników.
W ten sposób Marek poucza nas, że nie powinniśmy starać się dopasowywać Jezusa do tradycyjnych pojęć i wyobrażeń, ale odwrotnie, odczytać wszystkie tradycje w świetle męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa.
Po zejściu z góry Synaj, Mojżesz zastał Izraelitów czczących złotego cielca. Przyczyną tego bałwochwalstwa był ich brak wiary. Po zejściu z góry także Jezus jest świadkiem braku wiary u swoich uczniów. Brak wiary jest przyczyną ich bezsilności wobec złego ducha.
Gniew Jezusa ukazuje jak bardzo zależało Mu na tym, aby uczniowie stali się ludźmi wiary i działali z taką samą mocą, jaką działał On sam.
Wiara ojca dziecka kontrastuje z brakiem wiary u uczniów. Ojciec z wiarą poprosił uczniów, ale doznał zawodu. Słowa: „Jeżeli możesz” którymi zwrócił się do Jezusa wyrażają jego zwątpienie. Nie jest w tym momencie pewny, że Jezus może zrobić więcej niż Jego uczniowie.
Pouczenie Jezusa o tym, że wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy, wzbudza nadzieję u ojca i wzmacnia jego wiarę. Świadomy jej ciągłej słabości prosi o pomoc. Doświadczenie uzdrowienia syna z jednej strony ukazuje wiarę ojca, a z drugiej wzmacnia tę wiarę. Jest też przykładem modlitwy, która zapewni uczniom władzę nad złymi duchami.
Wiara ojca (jej niedostatek, czy też raczej chwilowe załamanie, ale także jej wzrost) daje nadzieję, że także wiara uczniów wzmocni się, że także oni otworzą się na moc, która działa w Jezusie i przez Jezusa. Dokona się to po zmartwychwstaniu Jezusa, gdy Jego Ojciec „weźmie Go za rękę i podniesie” z martwych, tak jak teraz Jezus wziął za rękę i podniósł chłopca, który wyglądał na nieżywego. Doświadczenie zmartwychwstania, nie tylko pomoże apostołom przezwyciężyć kryzys wiary związany ze śmiercią Jezusa, ale także wzmocni i pogłębi ich wcześniejszą wiarę.
W Ewangelii Marka dokona się jeszcze tylko jeden znak mocy. Będzie to uzdrowienie ślepego Bartymeusza. Możliwe, że Jezus zauważył, że same dzieła mocy nie są w stanie wzbudzić w nich wiary, jaką On dla nich pragnął, a tym samym nie są w stanie doprowadzić uczniów do zrozumienia Jego samego oraz Jego misji, że potrzebny jest ten największy znak, jakim będzie Jego z-martwych-powstanie (znak mocy i wierności Boga).
Modlitwa jest sposobem wyrażania zaufania podczas nieobecności Jezusa, wzmacnia z Nim więź i otwiera na Ducha Bożego. Potrzebny jest dialog z Bogiem, a nie dyskusja z krytykami.
Jezus mówi otwarcie o swojej przyszłej męce po raz drugi. Mówi, że „jest wydawany w ręce ludzi” i później zostanie przez nich zabity. W innych przypadkach, gdy Jezus jest „wydawany” określony jest podmiot tej akcji (Judasz, kapłani i uczeni w Piśmie, Piłat), tutaj podmiot nie jest określony. Wskazuje to na to, że tym wydającym Jezusa w ręce ludzi jest Bóg.
Nie tylko ostatni etap życia Jezusa, ale całe Jego życia jest procesem wydawania Go w ręce ludzi. Według nauki Jezusa (epizod 63) Bóg nie wydał Go w ręce ludzi, aby został umęczony i zabity, ale aby ludzie Go uszanowali, poznali przez Niego pragnienia Boga i na nie odpowiedzieli. Męka i krzyżowa śmierć jest rezultatem zawiści i zatwardziałości przywódców ludu, do którego Jezus został posłany. Ze strony Jezusa godzenie się na bycie wydanym w ręce ludzi, jest aktem posłuszeństwa wobec woli Boga. Przyjęcie tego cierpienia i śmierci z rąk ludzi jest wyrazem ufności wobec Ojca, jak również wiary w Jego moc i wierność.
W momencie, kiedy Jezus mówi o swojej przyszłej męce, śmierci i zmartwychwstaniu chce być tylko z najbliższymi uczniami. Uczniowie ciągle nie mogą pojąć tego, jak pogodzić fakt, że Jezus jest Mesjaszem z tym, że będzie cierpiał i zostanie zabity. Co gorsza, teraz boją się w ogóle poruszać tego tematu. Wcześniej sprzeciwiali się, czy też nawet podejmowali dyskusję na ten temat, dając tym samym szansę Jezusowi na wytłumaczenie. (Jednak nie zastanawiali się nad znaczeniem słowa „powstać.” Tak jakby w ogóle tego słowa nie słyszeli.) Teraz wydaje się, że wolą udawać, że takiego problemu nie ma, wolą trwać przy swoim wyobrażeniu o Mesjaszu i dyskutować na temat swojej własnej wielkości (możliwe, że dzielić stanowiska, które mają nadzieję objąć, gdy zgodnie z ich oczekiwaniami Jezus zdobędzie władzę). Ta dyskusja jest rodzajem ucieczki od przykrej i niezrozumiałej rzeczywistości.
Sprzeczka Apostołów ukazuje, jak daleko są od zrozumienia drogi, którą idzie Jezus i którą także oni mają iść.
Nauka Jezusa na temat wielkości jest całkowitą odwrotnością do powszechnie uznawanych standardów. Naukę tą ilustruje dziecko. W społeczeństwie, w którym żył Jezus dziecko nie miało żadnych praw, było całkowicie uzależnione od swoich opiekunów. Wszystko, co otrzymywało było darem. Nie mogło się niczym odpłacić.
Według Jezusa naprawdę wielkim jest ten, kto służy najsłabszym ludziom w danym społeczeństwie. Służba ludziom słabym, którzy są pozbawieni praw jest drogą do przyjęcia Jezusa i samego Boga. Jest drogą do ostatecznego celu – jedności z Bogiem.
We wspólnocie chrześcijańskiej nie ma miejsca na rywalizację, czy też jakąś walkę o władzę. Tak czyniący chrześcijanie są daleko od kroczenia drogą Jesusa.
Jezus jest Zbawicielem, ponieważ przyjmując Jezusa przyjmujemy Boga. Jezus umożliwia nam przyjęcie Boga, czyli osiągnięcie zbawienia, które jest jednością z Bogiem.
Na krzyżu Jezus stał się nikim. Stał się najsłabszym ze słabych, najmniejszym z najmniejszych. Nie miał nic, nawet Boga. Takiego Jezusa jest znacznie trudniej przyjąć, niż Jezusa pełnego mocy, cieszącego się powszechnym uznaniem i poszanowaniem. Także Bóg bardzo często wydaje się być „bezużyteczny” i do niczego nam niepotrzebny, jest ignorowany i pogardzany przez wielu. Bezinteresowne przyjmowanie ludzi, uczy nas bezinteresownego przyjmowania Boga, jedynie z miłości, a nie dla jakiejś nagrody.
Moc Boża działa także poza wspólnotą uczniów Jezusa. Uczniowie Jezusa nie powinni próbować kontrolować tej mocy, ani uważać ludzi, przez których działa moc, za swoją konkurencję lub też jakieś zagrożenie. Raczej powinni widzieć w nich sprzymierzeńców i cieszyć się, że także przez innych ludzi dokonuje się dobro.
Powinniśmy pamiętać naukę Jezusa, że każdy, kto wypełnia wolę Boga (3,35) jest związany z Nim więzami mocniejszymi niż więzy rodzinne (nie musi koniecznie przyjmować chrztu i oficjalnie należeć do wspólnoty).
Jezus mówi o wielkiej odpowiedzialności Apostołów wobec tych, którzy przyjęli wiarę. Nie powinni szczędzić trudu, aby wypełnić swoją misję (wiernie iść drogą, którą ukazał Jezus) i nie stać się zgorszeniem.
Nikt chyba nie przypuszcza, aby Jezus mówiąc o odcinaniu rąk i stóp itd. dawał nam dosłowne wskazówki. Mówi tutaj symbolicznie (choć bardzo drastycznie) o rzeczach, które są dla nas tak cenne, jak oko czy prawa ręka i same w sobie są bardzo wartościowe. Gdyby rzeczy te stały się przeszkodą na drodze kroczenia za Jezusem i jednocześnie utrudniałyby to innym, winniśmy pozbyć się ich, nawet gdyby była to duża strata i sprawiałoby to nam duży ból. (Niejednokrotnie „odcinanie” zgubnych nawyków i wyzwalanie się z różnych uzależnień jest znacznie trudniejsze niż pozbywanie się rzeczy fizycznych.)
Odejść do Gehenny, nie znaczy być wtrąconym do piekła na wieczne męki, ale raczej stać się nieużytecznym, nie spełnić swojej misji.
Gehenna była głęboką doliną, lub wąwozem na zewnątrz starożytnego miasta Jerozolimy. Miejsce to było przeznaczone na odpadki pochodzące z miasta. W hebrajskim języku było zwane Doliną Hinnom. Palący się tam ciągle ogień zapewniał zniszczenie wszystkiego, co tam wrzucano. Do doliny tej wyrzucano wszelkie bezwartościowe odpadki, które niszczył tam ogień.
Nie tylko odpadki i śmiecie były wrzucane do gehenny. Wrzucano tam także zdechłe zwierzęta, a także ciała złoczyńców po ich śmierci. Wrzucenie ciała złoczyńcy do gehenny oznaczało, że Żydzi osądzili go za niegodnego zmartwychwstania.
Ogień w gehennie palił się zawsze i niszczył wszystko, co było tam wrzucane. Lecz była zawsze możliwość, że wrzucane odpadki zatrzymywały się na poszczerbionych brzegach wąwozu nie dosięgając ognia. I tutaj dzieło niszczenia dokonywały robaki, które toczyły te martwe ciała. O nich to Jezus powiedział jako o nie umierających robakach tj. zawsze obecnych.
W czasach Jezusa ludzie dobrze wiedzieli, co oznaczała gehenna. I kiedy Jezus użył tego słowa, oni szybko pojęli rzeczywiste znaczenie tego określenia. A zatem żadna myśl o wiecznych mękach nie przychodziła im do głowy, gdy słyszeli tę ilustrację. Ludzie słuchający słów Jezusa mogli rozumieć te słowa w ten sposób, że człowiek, o którym mówił Jezus, czyli który sprzeniewierzył się drodze i stał się zgorszeniem dla innych wiernych, nie będzie miał zmartwychwstania. Dla chrześcijan mogło to oznaczać, że człowiek ten nie osiągnie życia wiecznego, nie będzie przyjęty do Królestwa Bożego, czyli jest przeciwieństwem tych, którzy przyjmując słabych, przyjmują Jezusa i samego Boga.
Prześladowania (ogień) i trudności mogą uszlachetnić uczniów Jezusa i przyczynić się do wzrostu ich wiary, miłości, oddania i zapału. W tym sensie nie są złem absolutnym, nie są czymś najgorszym, co się może przydarzyć człowiekowi. (Podobnie jak utrata jakiejś cennej rzeczy nie jest czymś najgorszym, najgorszym byłaby utrata życia wiecznego lub przyczynienie się do zgorszenia innego ucznia.)
Zapał i poświęcenie (sól) Jest bardzo potrzebny, ale kiedy stanie się fanatyzmem, może być przyczyną konfliktów, niepokojów i rozbicia. Powinniśmy być tego świadomi i troszczyć się przede wszystkim o pokój oraz jedność wspólnoty. Ponieważ kierują nami przekonania, za które jesteśmy gotowi oddać życie, emocjonalna reakcja na słowa, czy też postawy, które się temu sprzeciwiają, jest zrozumiała. Jednak musimy pamiętać, że jedność wspólnoty jest ważniejsza niż nasze indywidualne przekonania. Jest to możliwe, jeśli będziemy świadomi, że uczestniczymy w dziele Boga, który pragnie naszej jedności, pragnie, abyśmy zachowali pokój.
Ponieważ Ewangelia jest napisana dla chrześcijan, skierowane do Faryzeuszy i innych ostrzeżenia właściwie dotyczą właśnie uczniów Jezusa. Dlatego też nie powinniśmy tych zarzutów traktować, jako nie skierowanych do mnie, ale doszukiwać się tego w samym sobie
Komentarz do ROZDZIAŁU VIII STRONA GŁÓWNA Komentarz do ROZDZIAŁU X
Kopia [z dnia 29 lutego 2008 r.] strony oryginalnie dostępnej pod adresem: http://www.nowaksvd.opoka.net.pl/biblia/