Maria Kossowska - Współczesne polskie przekłady Pisma Świętego Nowego Testamentu (Uwagi o strukturze językowej)

CZĘŚĆ PIERWSZA: WPROWADZENIE W TEMATYKĘ


ROZDZIAŁ DRUGI

STRUKTURA JĘZYKOWA PRZEKŁADU PISMA ŚWIĘTEGO

1. Osobliwy charakter dzieła

W poetykach XX w. określa się dzieło literackie jako wysoko zorganizowaną strukturę językową. Określenie to nasuwa pytanie, jakie funkcje w dziele literackim, spełnia jego sławny wyraz. Spróbuję ukazać niektóre z nich, szczególnie przydatne do dalszych rozważań.

1) Zmyślony i ukazany przez twórcę wycinek ludzkiego życia, zamknięty w kształt dzieła literackiego, ma przemówić do odbiorcy i przekonać go o prawdziwości toczących się wydarzeń przy pomocy artystycznego obrazu tego życia, utworzonego ze słowa.

2) Zawartość uczuciowa i myślowa, w jaką autor wyposaża swój wytwór, nasycając nimi różne jego warstwy, ma przeniknąć odbiorcę, obudzić w nim uczucia, myśli i dążenia takie, jakie wypełniają treść życia jego fikcyjnych bohaterów. Dokonać tego ma szereg odpowiednio ułożonych obrazów tego życia, tkanych ze słowa.

3) Dzieło literackie ma być dla jego odbiorcy pomocą w poznaniu życia i człowieka ukazanego w działaniu, odbywającym się najczęściej w określonym czasie i środowisku. Dzieło ukazuje swemu odbiorcy pewien odcinek ludzkiej działalności w sposób niejako zagęszczony, w jaki otaczająca nas rzeczywistość ukazywać nie ma zwyczaju, a w jaki przy pomocy słownego tworzywa organizuje to myśl twórcza pisarza.

4) Poznanie wybranego przez twórcę odcinka ludzkiej rzeczywistości poprzez fikcję, zorganizowaną w słowo, ma wyżłobić ślad poznawczy w psychice czytelnika. A ponieważ nasza polska psychika uczulona jest szczególnie na zagadnienia moralne, siła słowa płynąca z fikcji literackiej odciska się w tej sferze jej możliwości odbiorczych, o czym twórca dzieła także w pracy pamięta.

Można by jeszcze niejedną funkcję słowa, wydobyć i ukazać, nie należy jednak oddalać się od celu.

 

Rozpatrzmy teraz, czy i jak można ustawić Pismo Św. w stosunku do poznanej definicji dzieła literackiego. Czy dzieło to zamknięte także w kształt słowny działa na odbiorcę przy pomocy tych samych środków, jakimi dysponuje twórca swego fikcyjnego świata, przekazując jego dzieje w zorganizowanym słownym wyrazie.

1) Dzieło literackie wzrusza przy pomocy obrazu stworzonego przez fantazję autora (oczywiście w oparciu o rzeczywistość podpatrzoną w taki czy inny sposób). W Ewangeliach wzrusza tragedia rzeczywista i jedyna w dziejach ludzkości rozegrana za murami Jerozolimy; żywy i jedyny testament ludzkich dążeń i możliwości.

Ten jedyny przekaz obrazu rzeczywistości nie modyfikowanej przez myśl ludzką jest właściwością wystarczająco różniącą to dzieło od wszystkich innych, jakie były, są i będą.

Wspólne zaś ze wszystkimi innymi dziełami literackimi jest to, że życie w nim przekazano wraz z nieogarnionym bogactwem uczuć i myśli, przekazano w obrazach tkanych ze słownego tworzywa.

2) Jakim dziełem jest Nowy Testament? Literackim, naukowym czy jeszcze innym?

Dziełu literackiemu nie można odmówić wartości poznawczych. Pomaga ono poznaniu człowieka i jego życia, ale jest to poznanie szczególne, cząstkowe. Dokonywa się przy pomocy tych samych obrazów, których przeznaczaniem jest wzruszanie czytelnika.

I im bardziej zespoli artysta obie zawartości dzieła, uczuciową i myślową, im mocniej i nierozerwalniej obie uwypuklą się w obrazie, tym wyższej klasy dzieło otrzyma odbiorca. Im lepsze będzie jednak dzieło sztuki literackiej, tym bardziej w swojej kompozycji oraz strukturze językowej będzie się oddalało od dzieła naukowego. I to jest dobre, bo nie jest zadaniem artysty współzawodnictwo z naukowcem. Dzieło literackie – to ani rozprawa naukowa, ani podręcznik.

A tymczasem człowiek XX w. zagubiony w tempie dnia, w którym dla niego, sprawcy tego dnia, jest coraz mniej miejsca, wyciąga rękę po Ewangelie, bardzo często, jako po ostateczny już podręcznik życia. A więc podręcznik filozofii i to tej najwyższej, teoretycznej oraz tej praktycznej, stosowanej na codzień.

A przecież Ewangelie nie są wykładem systemu filozoficznego, nie operują nawet terminologią naukową. Jakże prosto brzmi tu zasada filozofii spekulatywnej: „Na początku było Słowo” lub filozofii praktycznej o miłości Boga nade wszystko i o miłości bliźniego jak samego siebie.

Już to powierzchowne spojrzenie mówi, że Ewangelie nie są dziełem naukowym ani podręcznikiem filozofii, a doświadczenie codzienne – zwłaszcza ostatnich lat – wskazuje, że jako takie są poszukiwane, jako pomoc w dopracowaniu się światopoglądu, koniecznej składowej życia człowieka XX wieku.

Obie zawartości dzieła – uczuciowa i myślowa – są w Ewangeliach w takim wzajemnym ustosunkowaniu, zespoleniu wewnętrznym, układzie kompozycyjnym, w jakim to nie jest do pomyślenia i do przyjęcia w jakimkolwiek dziele literackim czy naukowym, bo taki układ dzieła literackiego pozbawiłby go (jako całość) charakteru dzieła sztuki, a naukowemu odebrałby jego naukowość z tego samego powodu.

A przecież taki układ elementów wzajemnie wykluczających się w koncepcji jakiegokolwiek dzieła ludzkiego, dążącego do zachowania jednolitego, harmonijnego wyrazu, istnieje w utrwalonym, kształcie od dwóch tysięcy lat i nikt nie potrafi odmówić mu ani głębi uczucia czy myśli, ani piękna wyrazu.

I to jest znowu różnica wyodrębniająca kompozycyjnie to dzieło spośród wszystkich dzieł ludzkich, jakie kiedykolwiek były, są czy będą tworzone.

3) I jeszcze na jedną osobliwość tego dzieła chciałabym wskazać.

Każde dzieło literackie ma jakieś swoje dłuższe czy krótsze życie, w szerszym lub węższym kręgu czytelników, zróżnicowanym co do wieku, środowiska, wykształcenia, czasu, terenu itd.

Są dzieła trwalsze od pokolenia, które je wydało, są takie, które od czasu do czasu święcą swój renesans, są i takie, które się odkurza i okazjonalnie wydobywa z lamusa ludzkiej niepamięci i w ten sposób podtrzymuje przy życiu itd. I tak można by klasyfikować wytwory ludzkiej myśli utrwalonej w słowie, w ostatecznym jednak rozrachunku i ocenie stwierdzić wypadnie dla wszystkich jedno i to samo: każdy z nich ma swoje narodziny, życie i śmierć.

Inaczej zupełnie ma się rzecz z Pismem Św. Bierze je do ręki prostak i profesor uniwersytetu, wierzący i niewierzący, człowiek biały i kolorowy, starzec, który już zgromadził własne doświadczenie i dziecko wchodzące w szerszy świat przez osiągniętą już umiejętność czytania.

Jedyne w dziejach ludzkości dzieło, które nie zna ograniczeń środowiskowych czy terytorialnych.

To przestrzeń. – A czas?

To dzieło myśli Bożej utrwalone w kształcie słownym ręką ludzką nie ulega niszczącemu działaniu czasu. Przeciwnie, zdobywa czas tak samo, jak i przestrzeń. Ilość jego obiegowych egzemplarzy stale wzrasta. Wymownym przykładem Polska. W ciągu dziesięciu lat rozchodzi się w społeczeństwie milion egzemplarzy Nowego Testamentu w tłumaczeniu jednego tylko autora. To ilość, jakiej nie wydrukowano w Polsce od początku znajomości u nas sztuki drukarskiej do wybuchu drugiej wojny światowej, tj. do r. 1939. Wzmożone i stale rosnące zainteresowania biblijne w całym świecie znaczą się także powstawaniem nowych przekładów Pisma Św., szczególnie Nowego Testamentu. Dzieło żyje i rozrasta się jego zasięg w czasie, jest wiecznie młode, choć już tak bardzo stare. I to także właściwość związana tylko z tym jedynym w dziejach ludzkich wytworem słownym, stworzonym przez Boga, utrwalonym przez człowieka.

Jeżeli po tych bardzo ogólnikowych uwagach zechcemy spojrzeć na Pismo Św. jako wytwór zamknięty w kształt słowny, będący w jakimś stosunku do definicji dzieła jako „wysoko zorganizowanej struktury językowej”, trzeba będzie pamiętać przynajmniej o wymienionych tu jego odrębnościach. A odrębności te są związane nie z określonym gatunkiem literackim, ale tylko i wyłącznie z tym jedynym dziełem. Narzucają one organizowaniu struktury językowej dzieła wymagania, które dyktuje charakter samego dzieła choćby tylko w takim stopniu, w jakim to narzuca twórcy gatunek literacki.

2. Pożądany charakter struktury językowej

Każdy utwór literacki jest wysoko zorganizowaną strukturą językową, ale każdy inaczej, indywidualnie. W swojej indywidualności podlega jednak ogólnym wymogom stawianym strukturze językowej pewnego gatunku, do którego dany utwór należy, czy rodzaju literackiego, w którym mieści się zazwyczaj wiele gatunków. I tak inną organizację ma językowa struktura liryki, inną dramatu, inną epiki. W epice np. inaczej organizuje się językowy wyraz bajki, a inaczej baśni, bo oba te gatunki są wytworami wybitnie odrębnych władz psychiki twórczej: intelekt tworzy bajkę, fantazja – baśń. Odpowiednio do wymagań tych gatunków organizuje się ich językowy wyraz, który zawsze jest zorganizowaną strukturą. Schematyzm i indywidualizm przecinają się tu nawzajem i nawzajem ustępują sobie miejsca.

Pismo Św. i pod tym względem znajduje się w sytuacji osobliwej: każdorazowo jest przekładem tego samego dzieła, wychodzącym każdorazowo spod innej ręki.

Jak ma być zorganizowana struktura językowa przekładu Pisma Św., nie określą nam wymogi stawiane jakiemukolwiek gatunkowi literackiemu, ponieważ Pismo Św. w żadnym z nich nie mieści się bez wielkiej reszty. Ponadto dzieło jest przekładem, więc na tłumacza z góry nakładła pewne więzy strukturalno-językowe, w których tłumacz powinien czuć się dobrze, jeżeli dzieło ma siłę udać.

Wiadomo, że tłumacza obowiązuje wierność i dokładność w oddaniu myśli tekstu; są to sprawy bezdyskusyjne nie od dziś. Wymaganie języka zrozumiałego i przystępnego w przekładzie staje się coraz częstszym postulatem. I to też jest słuszne ze względu na zasięg dzieła społecznie coraz szerszy.

Z wymaganiem zrozumiałości i przystępności języka łączy się często postulat języka współczesnego jako wyrazu dla tekstu biblijnego. I tego nie można całkowicie odrzucić. Zachodzi tylko pytanie, jak ma wyglądać język współczesny przekładu? Z jakiego poziomu współczesności wprowadzony? Przecież współczesność językowa daleka jest od jednowymiarowości.

Świadomość cech wyodrębniających dzieło spośród wszystkich istniejących (na niektóre z właściwości tego dzieła już wskazałam) bez wątpienia ułatwi nieco odpowiedź na pytanie. Pomocą w tym będzie także świadomość funkcji, jakie Nowy Testament pełni w życiu społecznym. Oto niektóre z nich:

1. Nowy Testament jest podstawowym dziełem w zdobywaniu wykształcenia religijnego na stopniu podstawowym i wyższym.

2. Uczy poznawania prawd obiektywnie istniejących i niezmiennych.

3. Jest poszukiwany jako drogowskaz życia.

4. Jest książką, do której się wraca.

5. Pomaga człowiekowi zbliżyć się do Boga.

Ze względu na właściwości dzieła jemu tylko przynależne, ze względu na odpowiedzialne funkcje, jakie społecznie pełni, można i trzeba wymagać od języka przekładu także pewnych właściwości jemu koniecznie przynależnych. Można ich wyliczyć przynajmniej kilka. Ograniczam się do jednej, bez której pojąć języka biblijnego nie mogę.

Wyraz językowy Nowego Testamentu powinien być dostojny i poważny. Przemawia tu przecież sam Chrystus, najdostojniejsza Osoba, jaka kiedykolwiek przebywała na ziemi. Mówi zawsze z godnością, poważnie, spokojnie o sprawach zawsze poważnych, godnych, chociaż równocześnie tak bardzo codziennych, jak codzienne jest życie ludzkie. Słowo Boże ma paść na grunt i wydać owoc. Z ust Chrystusa pada zawsze słowo ważkie, chociaż proste. Słowo przekładu nie może być płaskie, lekkie, bez treści, bo takie słowo nie przyjmie się, z wiatrem uleci, a jeżeli nawet przyjmie się, wyda owoc odpowiedni do swego ciężaru gatunkowego.

Różnicowanie sposobu mówienia w zależności od warunków, w jakich się mówi i osób, do których się słowa kieruje, leży w naturze psychiki ludzkiej. Badania młodej nauki, jaką jest językoznawstwo, wskazują na tę właściwość. W obserwacjach gwar we Francji wcześnie zwrócono uwagę, że chłop posługujący się gwarą ma do dyspozycji trzy jej odmiany: jedną na użytek zwykły, codzienny, drugą na wyraz gniewu lub innych namiętności targających nim, inną na okoliczności uroczyste. Nie ma jednopłaszczyznowości w wyrazie językowym.

Trudno zrozumieć, dlaczego Wł. Witwicki, dostrzegając złożoność psychiki ludzkiej, nie chce dostrzec złożoności jej językowego wyrazu i każe żołnierzom naigrawającym się z Chrystusa mówić do Niego tak, jak się mówi potocznie, na codzień, do pierwszego lepszego znajomego „Jak się masz, królu Żydów?”. Przecież sytuacja wcale nie jest codzienna; mówiący wiedzieli (to byli żołnierze, ludzie bywali), że do żadnego króla nikt się tak nie zwraca; chcąc Chrystusa wyszydzić, a mając ku temu okazję, nie mogli odzywać się w ten sposób, po prostu nawet dlatego, że w tej formie nie wyraziłby się w właściwy sposób ich szyderczy stosunek do Chrystusa. Wiadomo, jak wpływa zmiana sytuacji czy nastroju na falowanie krzywej mówienia. To sprawa stara.

Język starożytnych tekstów Ewangelii nie jest w wyrazie skostniały, martwy, to język żywy, ale nierubaszny, poważny, ale niekoturnowy, dostojny, chociaż prosty i niewyszukany, język dydaktyczny Nauczyciela i nauczycieli, przemyślany, dostosowany do przedmiotu i jego przedstawienia, zupełnie tak samo, jak to się robi w drugiej połowie XX wieku.

Wymaganie dla Nowego Testamentu języka dostojnego jako wyrazu jego treści dyktuje nie tylko istniejąca pod tym względem tradycja. Można nie słyszeć nawet o istnieniu hymnów religijnych sprzed tysiącleci na to, by odczuwać potrzebę obcowania z rzeczami Boskimi w sposób niecodzienny, chociaż codzienny.

Jeżeli człowiek szuka Boga, to z powodu własnej samoniewystarczalności. Czy dziwić się można, że kiedy Go znajdzie i może z Nim przebywać, szuka form obcowania innych od potocznych, bo przedmiot obcowania jest tak bardzo inny, godny, dostojny. Znaną jest rzeczą, jak w obcowaniu z osobami godniejszymi od siebie staramy się podnieść wewnętrznie i zewnętrznie dopasować się do nich własną postawą, zachować się godnie. Czy stosunek do Boga ma być z tych dążeń wyłączony i pozbawiony własnego, odrębnego wyrazu?

W Nowym Testamencie przemawia Chrystus, a ze słów Jego spływa na człowieka uciszenie i spokój. Są tam tego przykłady. Czytelnik Ewangelii ma prawo wymagać od tłumacza, by nadał taki wyraz swojej pracy, żeby właściwości słów Chrystusa nie zagubiły się w nim. A tej właściwości nie odda żargon ulicy. Dostojny język przekładu Nowego Testamentu – to chyba wymaganie wcale niewygórowane.

3. Język jako wytwór złożony

Język jako struktura jest bytem złożonym. W jego analizie na elementy składowe wyodrębniamy:

1. Stronę brzmieniową, na którą składają się drobniutkie elementy, czyli głoski organizujące się w wyrazy. Każdy język ma ich w swoim zasobie określoną ilość. Nasz liczy ich około czterdziestu. Spółgłoski nasze charakteryzują się bardzo wyraźną różnicą zachodzącą między twardością i miękkością brzmieniową. Znają to twórcy słowa, ale i nie tylko oni robią z tej właściwości rzeczowy nieraz użytek.

2. Głoski organizują się w wyrazy, z których każdy w swojej budowie należy do jakiegoś ściśle określonego typu strukturalnego. Każdy typ strukturalny coś wyraża. Dobrze, jeżeli tłumacz Nowego Testamentu pamięta o tym. Na pewno nie nazwie wtedy Piotra Skałoszem tak, jak lubiącego dobrze zjeść nazywa się smakoszem. Z nazwą Skałosza dla św. Piotra spotykamy się w przekładzie Wł. Witwickiego.

3. Wyrazy układają się zazwyczaj w większe zespoły według norm istniejących w językowym systemie. Zorganizowane całości nazywamy wypowiedzeniami, w skład których wchodzą zdania i ich układy, równoważniki zdań, wykrzyknienia.

4. Stosunki zachodzące między przedmiotami myśli wyrażają się w wypowiedzeniu przy pomocy końcówek fleksyjnych, przyimków i spójników.

Wszystkie te warstwy językowe, jak fonetyka, słowotwórstwo, fleksja i składnia, zespalają się i służą sobie wzajemnie, tworząc doskonale zorganizowaną strukturę, jaką jest język, narzędzie zdolne dobrze wyrazić wszystkie przejawy wewnętrznego i zewnętrznego życia człowieka. Język ma do pełnienia tej funkcji olbrzymie bogactwa do dyspozycji, chociaż wyraźnie ograniczone w każdym ze swoich działów. Wybór środków wyrazu pozostawia zawsze woli użytkownika, wymagając od niego tylko podporządkowania się zwyczajowi w sposobie użytkowania wybranych elementów. O tym nakazie nie zawsze wszyscy pamiętają.

Konieczność podporządkowania się systemowi językowemu w użytkowaniu elementów jego systemu jest tak samo ważna dla twórcy, jak i konieczność dostosowywania struktury językowej do wymagań wyznaczonych charakterem tworzonego dzieła.

Wie o tym każdy artysta budujący z językowego tworzywa, bez względu na to, czy tworzy dzieło własne, czy przekłada cudze, zawsze bowiem samodzielnie organizuje językowe tworzywo, jest twórcą.

Wymagania stawiane przekładowi Pisma Św. sformułował jeszcze św. Hieronim. Postawił je tak trafnie, że obowiązują do dziś. Jednemu z nich na imię elegancja stylu. Wydaje mi się, że nie jest to wymaganie sprzeczne z prośbą o dostojny wyraz językowy przekładu.

Pozostawałoby pytanie, z jakich warstw językowego złoża dobywać właściwości wyrazu zwane dostojnością, powagą, spokojem itd.

Wydaje mi się, że język nosi je potencjalnie we wszystkich swoich warstwach. Nie każda jednak i przy każdym dziele służy jednakowo przydatnie, wywiera na twórcę jednakowo silny nacisk, wymaga dokładnej znajomości. W przekładaniu Nowego Testamentu największą chyba rolę odgrywa słownictwo i składnia.

Przy wyborze środków, należących do tych działów języka ważną jest rzeczą mieć w pamięci obie strony używanego symbolu językowego: jego treść znaczeniową oraz budowę kształtu językowego, w jakim się dana treść zamyka. Pamiętając o tym, znacznie trudniej pomylić się w użyciu nazwy nosiciela właściwości zamiast nazwy rzeczy samej, będącej źródłem tworzenia nazw innych, na jej właściwościach opartych. A zdarzyło się tak ze Skałoszem (nazwa św. Piotra w przekładzie Wł. Witwickiego) zamiast Skały, tłumaczonej u nas zazwyczaj przez opokę. W treści znaczeniowej, wyrażającej się w budowie morfologicznej wyrazu skałosz do skały ma się tak samo jak smakosz do smaku. Nie wiem, czy przyszłoby komu na myśl używać tych nazw zastępczo.

4. Poszczególne działy systemu językowego w uwspółcześnianiu językowego wyglądu przekładu

Język jest wytworem złożonym. Jest wytworem ciągle podlegającym zmianom czasowym, terytorialnym i środowiskowym. Jest równocześnie tworem niesłychanie konserwatywnym, chociaż ulega ciągłym zmianom. Dokonują się one jednak bardzo powoli i nigdy nie ogarniają swym zasięgiem wielu elementów językowych naraz. Zawsze atakowana jest jakaś jedna cegiełka w budowie całości, jakaś jedna właściwość, która albo wychodzi z zapasów zwycięsko, nietknięta, albo przekształcona, albo w ogóle usuwa się z systemu, a na jej miejsce wchodzi element nowy. Luka wypełnia się natychmiast, czasami nawet niedostrzegalnie.

Jest to właściwość bardzo cenna. Dzięki niej język jest wciąż młody, komunikatywny. Ta właściwość języka powoduje, że odczytywanie starych tekstów polskich nie nastręcza większych trudności nawet ludziom nie przygotowanym do tego. Ta właściwość języka jest także bardzo cenna w pracy nad przekładem Pisma Świętego.

Tłumacz, rozejrzawszy się w dorobku wieków, widzi od razu, że nie wszystko trzeba usunąć z tego, co było, że nie trzeba pracy rozpoczynać, trzeba ją tylko kontynuować, ulepszać, usuwając świadomie z językowego wyglądu dzieła to, co w języku obumarło lub obumiera, zastępując tym, co właśnie jest w sile wieku, w pełnej krasie.

I ta świadomość, że jest o co zahaczyć, że istnieje w życiu narodu pewna tradycja kulturalna, ma doniosłe znaczenie zarówno dla tych, którzy zamierzają dać pracę w językowym wyrazie zupełnie odrębną od istniejących dotychczas, jak i dla tych, którzy pragną utrzymać wygląd dzieła na podobieństwo wyglądu dawnego.

Zarówno jedni, jak i drudzy rozejrzawszy się w stanie posiadania wartości językowych dzieła zgodzić się muszą na jedno: ci, co chcą wszystko zmieniać, że przy najlepszej nawet woli całkowitej językowej przebudowy przekładu napotkają w językowym złożu warstwy, które zmian nie tylko nie potrzebują, ale ich w ogóle nie przyjmą; ci, co chcą zachować dawny wygląd dzieła, że niejedno w nim trzeba zmienić, a wiele starań dołożyć, aby świeżość zmian nie raziła uszu.

Nie przyjmie zmian warstwa brzmieniowa języka. Głoski nasze brzmią dziś prawie tak samo, jak brzmiały cztery wieki temu. Przekształceniom uległy niektóre ich układy, np. nie mówi się dziś w literackiej polszczyźnie doźrały lub doźrzały. Współczesną formę brzmieniową wprowadziły już przekłady przedwojenne nie tylko dla wyrazu dojrzały, ale i dla nielicznych innych przypadków, o ile tego zachodziła potrzeba. Stare układy brzmień przeszły do historii, nikt ich nie wskrzesza nawet dla stylistycznych celów archaizacji języka. Jak widać, w tej warstwie językowej nie ma co odrzucać ani przekształcać. Brzmienia wypracowane i ustabilizowane w języku od kilku wieków służą nam dziś doskonale.

W metodzie tworzenia nowych wyrazów również nic zmieniać nie potrzeba. W wypadku doraźnej potrzeby tworzy się je dziś tak samo, jak i przed czterema wiekami z tego samego, dobrze nam znanego, zrozumiałego starego tworzywa. Niektóre jego elementy uległy nieznacznym modyfikacjom, np. najwyższy stopień przymiotnika tworzymy dziś przy pomocy cząstki naj- dodanej do początku wyrazu, Wujek tworzył przy pomocy na- (na-lepszy, dziś naj-lepszy). Zmian tych nie ma wiele; nowe formy starych cząstek morfologicznych wyrazu wprowadzono do przekładów już dosyć dawno, starych, z bardzo nielicznymi wyjątkami, dziś się nie używa (ks. Dąbrowski od czasu do czasu posłuży się formą czasownikową wnijdą zamiast dzisiejszej formy wejdą). Trudzić się tu też nie trzeba wiele.

Stosunki zachodzące między przedmiotami myśli wyrażają się w naszym języku przy pomocy końcówek fleksyjnych często z dodaniem przyimka. W tej dziedzinie język sprzed czterech wieków uległ znacznym przekształceniom. Nikt dziś nie używa na oznaczenie liczby mnogiej form rzeczownikowych wężowie czy ptacy niebiescy, spotykanych jeszcze u Wujka (chociaż nie w nadmiarze), bo służą już one tylko na oznaczanie nazw męskoosobowych. Tak samo znikła z mianownika liczby mnogiej forma piszczki i fletnisty, spotykana u Wujka dosyć często, a żywa w polszczyźnie kulturalnej do końca XVIII wieku. Ale formy te obumarły, jak i niektóre inne; nie wskrzeszają ich jako archaizmów fleksyjnych nawet przekłady tradycyjne. Jak widać – i tu nie bardzo jest co przebudowywać, bo już dzieło Wujka jako szczytowe osiągnięcie tradycji przekładowej używa przeważnie form dzisiejszych, stabilizujących się w ówczesnej polszczyźnie, a Wujek z żywego ruchu językowego czerpał pełną dłonią.

Wyraźniej znacznie rysują się różnice między językiem staropolskim a dzisiejszym w dziedzinie składni.

1. W obrębie budowy poszczególnych składników występują znacznie częściej niż dziś konstrukcje bezprzyimkowe, np. z aktem chrztu w Jordanie wiąże się u Wujka „spowiadanie sie grzechów swoich”, podczas gdy dziś „spowiadamy się z grzechów”.

2. W obrębie konstrukcji składniowych spotykają się od czasu do czasu u Wujka schematy składni łacińskiej, np. popularna w łacinie składnia accusativus cum infinitivo, dativus possessivus. Zdarza się także na wzór składni łacińskiej opuszczanie w orzeczeniu złożonym orzecznika rzecz, jeżeli towarzyszy mu przymiotnik. Ponieważ orzecznik stoi zazwyczaj w mianowniku, to zjawisko składniowe, dla nas dziś zbyt skomplikowane, staje się niezrozumiałe, np. Mt. 20,4, z przypowieści o robotnikach w winnicy, Wuj. „(...) a co będzie sprawiedliwa, dam wam”. Bez pomijania rzeczownika zrozumienie staje się nieco łatwiejsze, np. Mt. 26,39, Modlitwa w Ogrojcu, Wuj. „(...) jeśli można rzecz, niechaj odejdzie ode mnie ten kielich”. Częściej jednak spotyka się redakcję zdań z opuszczonym rzeczownikiem. – Niezrozumiałość wypowiedzi leży czasami także nie w obcym dziś dla nas schemacie składniowym, a po prostu tylko w obcym dla nas szyku wyrazów.

Nad polszczeniem, odświeżaniem i uprzystępnianiem niezrozumiałych dla nas wypowiedzeń starego tekstu pracują wszyscy autorzy przekładów powojennych bez względu na osobisty stosunek do tradycji.

Różnice jednak zaczynają się pogłębiać już w dziedzinie składni. Wypływają one z odrębnych metod pracy, a znaczą się wyraźnie na jej wynikach. Jest wiele miejsc w Nowym Testamencie Wujka przełożonych nie tylko wiernie, dokładnie i zrozumiale, ale nad wyraz pięknie, np. J. 18,20, pojmany Jezus odpowiada arcykapłanowi: „Jam jawnie mówił światu, jam zawsze uczył w bóżnicy i w kościele, gdzie się wszyscy Żydowie schadzają, a w skrytości nicem nie mówił”.

Wypowiedź pełna treści, siły, godności i dostojeństwa. Czy trzeba ją przebudowywać w wyrazie składniowym? Podobnych miejsc jest więcej. Wydaje mi się, że takie perły językowego wyrazu winny pozostać nietykalne bez względu na postawę tłumacza w stosunku do tradycji, bez względu na jego własną koncepcję językowego wyrazu dzieła. Trudno tu bowiem dla danej treści zorganizować lepiej słowny jej wyraz. A jednak nie wszyscy to rozumieją. Szanuje zazwyczaj takie piękne wyrazy ks. Dąbrowski, natomiast przekłady uwspółcześniające tekst zupełnie się z nimi nie liczą, przerabiają je czasami naprawdę po barbarzyńsku, zatracając i piękno, i siłę wypowiedzi.

Dziedzina składni pozostawia tłumaczowi wiele swobody, ale i nakłada duże obowiązki. Tu bowiem przede wszystkim realizuje się postulat wierności i zrozumiałości tekstu oraz piękna jego wyrazu. Ten dział systemu językowego jest nad wyraz czynnie zaangażowany w budowie nowej językowej struktury przekładu.

Dziedzina, w której także wiele jest do zrobienia, to słownictwo. Na słownictwie każdego języka najłatwiej znaczy się wpływ czasu, środowiska, mody. Powoduje to szybszą zmianę w życiu wyrazu, aniżeli w poszczególnych działach systemu językowego. W dziedzinie słownictwa panuje ciągły (i dosyć żywy jak na język) ruch w obie strony. Jedne wyrazy wychodzą z użycia, inne wchodzą na ich miejsce; jedne wypełniają się z czasem nową treścią znaczeniową i trwają nadal na własnym stanowisku, inne tracą powoli znaczenie podstawowe, a nie mogąc utrzymać się na własnych pozycjach degradują się w swoich funkcjach znaczeniowych, np. stare rzeczowniki byle i chyba to dziś już tylko partykuła i spójnik.

Podobnych przykładów zmiany znaczenia wyrazu spotyka się wiele w dziejach naszego słownictwa. Dostarcza ich także tekst Nowego Testamentu w przekładzie Wujka. Czasami nowe znaczenie wyrazu leży stosunkowo blisko poprzedniego, czasami na drugim biegunie, np. 1) Wyraz ostateczny znaczy w przekładzie Wujka kolejność miejsca, mianowicie ostatnie miejsce w szeregu: Mt. 19,30 – „A wiele pierwszych będzie ostatecznymi, a ostatecznych pierwszymi”. To Wujkowe znaczenie zachowują tylko przekłady ks. Szlagowskiego i Biblii Poznańskiej. 2) W przekładzie Wujka uczniowie zapamiętali zabrać chleba, my dziś zapominamy zabrać czegoś. Często dalszy tekst podsuwa właściwe rozumienie wyrazu, lepiej jednak mieć tu od razu wyraz zrozumiały i nie napotykać w czytaniu na trudności niepotrzebne. Tę pracę wymieniania wyrazów przestarzałych, nieczytelnych na współczesne, zrozumiałe wykonują wszyscy powojenni tłumacze Nowego Testamentu. Wyniki tej pracy różnie znaczą się na przekładach w zależności od stosowanych metod podstawiania.

W pracy nad unowocześnianiem słownictwa przekłady modernizujące wprowadzają często do tekstu wyrazy zbyt młode, czasami trywialne tam, gdzie to najmniej odpowiada. Wydaje mi się, że tu należałoby zachowywać większą ostrożność w wyborze, ponieważ przez warstwę słowną dzieła realizuje się także w bardzo dużej mierze postulat wierności i dokładności przekładu oraz postulat powagi i godności wyrazu.

Przytoczony tu bardzo pobieżny przegląd poszczególnych dziedzin systemu językowego mówi, że język jako system jest na wpływy odporny, zbyt szybko jaskrawym przekształceniom nie ulega. Wynika to zresztą z jego funkcji komunikatywnej. Na straży sprawności jej przebiegu stoimy wszyscy, a to pociąga za sobą konserwację utartych szlaków. Język epoki Wujka jest dla nas prawie tak samo zrozumiały dziś, jak zrozumiały był w jego epoce. Wymaga jednak odświeżenia w wyrazie. W dziedzinie fonetyki i fleksji, częściowo słownictwa dokonali tego tłumacze poprzednicy. Dział składni i słownictwa przypadł w udziale naszym czasom. Jest tu wiele do zrobienia, nie wszystko jednak trzeba odnawiać lub usuwać. To byłoby z wyraźną krzywdą dla istniejącej w naradzie tradycji kulturalnej. Przechowuje ona wiele środków językowego wyrazu, których nie wstyd przekazywać. Ale tu już tylko osobista postawa tłumacza rozstrzygnie, co z dorobku wieków zachowa w swojej pracy. Czytelnik prosi tylko o to, by każdorazowo otrzymywał do rąk przekład Nowego Testamentu w szacie językowej godnej tematu i języka, który środków ku temu nie skąpi.




Artykuł pochodzi z "Podręcznej Encyklopedii Biblijnej", t. 2, M - Z / pod red. E. Dąbrowskiego. Poznań : Księgarnia św. Wojciecha, [1960], s. 741-825.
Publikacja za zgodą Wydawnictwa św. Wojciech [zgoda z dnia 10 kwietnia 2015 r.]
 

Zostaw komentarz

Komentarz: 


Podpis:     
Przepisz kod: 
 


Nadesłane komentarze

  • ~Michał Rajewski8 mies. temu [10 grudnia, g.18:17]
  • Za dużo tu rozważań o znaczeniu wyrazów zaś wogole nie ma mowy o krytyce tekstu! [Odpowiedz]