Maria Kossowska - Współczesne polskie przekłady Pisma Świętego Nowego Testamentu (Uwagi o strukturze językowej)

CZĘŚĆ DRUGA: Z METOD PRACY NAD JĘZYKOWYM WYRAZEM
PISMA ŚWIĘTEGO NOWEGO TESTAMENTU

UWAGI OGÓLNE

Społeczeństwo, które w ciągu dziesięciolecia otrzymało parę przekładów Ewangelii, ma podstawę do porównywania przekładów i ich oceny. Ocena ta opiera się przeważnie na bezpośrednim odczuciu i do niego się zwykle ogranicza.

Obcowanie z tekstem ks. Dąbrowskiego podsuwa jego odbiorcy myśl o bliskich związkach tego tekstu ze starym tekstem ks. J. Wujka. Jest rzeczą zupełnie naturalną, że Wujek wysuwa się tu jako podstawa porównania. Przeciętny wierzący inteligent coś o nim wie. Prawdopodobnie zna go we fragmentach. Może jednak wcale nie wiedzieć o istnieniu tekstu Leopolity czy staropolskich, niekatolickich tłumaczeń Pisma Św. A wszystkie te przekłady są do siebie w pewnym sensie zbliżone i wszystkie złożyły się na wytworzenie pojęcia, które nazywamy „polską tradycją tekstu biblijnego”.

W polskiej katolickiej tradycji tekstu biblijnego wysuwa się na czoło nazwisko Wujka. Porównanie, a w wyniku umieszczenie obok siebie tych dwóch tekstów jest poprawne i w węższym, i w szerszym zakresie. Może to być porównanie tylko z Wujkiem jako Wujkiem, a tekst ks. Dąbrowskiego ma z nim, jak się mogłam przekonać, wiele wspólnego. Może to być porównanie z Wujkiem jako reprezentantem polskiej tradycji tekstu biblijnego, do czego pozycja Wujka w tej tradycji w pełni uprawnia.

Inne teksty przekładów powojennych nazywane są po prostu współczesnymi.

Ocena społeczna, przeważnie mówiona, dotyczy zawsze i tylko ujęcia językowego wyrazu przekładu.

Ponieważ ocena przekładu ks. Dąbrowskiego i innych oparta na subiektywnym odczuciu jest słuszna, próbuję dociec, czy dadzą się ustalić kryteria obiektywnie istniejące i takie, które podbudowałyby słuszność subiektywnego odczuwania.

W tym celu porównałam tekst ks. Dąbrowskiego z tekstem Wujka, z niektórymi przekładami przed- i ze wszystkimi powojennymi, aby rzecz móc obejrzeć od strony podobieństw i różnic. Miałam nadzieję, że porównanie to pozwoli mi poznać metodę pracy tłumaczy i w ten sposób wyjaśnić przynajmniej niektóre właściwości językowej struktury przekładów.

Tymczasem wyraźną i konsekwentnie stosowaną metodę pracy w organizowaniu językowego wyglądu dzieła spotkałam w przekładach powojennych tylko u ks. Dąbrowskiego. Dlatego też w tej części swoich uwag będę mówiła przede wszystkim o tym przekładzie, mianowicie o niektórych z poznanych właściwości metod pracy, dających w wyniku całość wyglądu bardzo zbliżoną do tradycyjnego wyglądu tekstu.

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

METODA UWZGLĘDNIANIA SZEROKIEGO KONTEKSTU

Każdy dłuższy tekst ciągły, złożony przynajmniej z dwóch samodzielnych wypowiedzeń, cechuje to, że wypowiedzenia te, chociaż samodzielnie, tzn. wypełniane własną treścią, zamkniętą we własny kształt składniowy (graficznie zaznacza to kropka stojąca między nimi) wiążą się z sobą wewnętrznie treścią szerszą, wspólnie im wyznaczoną. Czasami związki wewnętrzne między wypowiedzeniami znaczą się także zewnętrznie. Funkcję tę spełniają zazwyczaj spójniki: a, i, ale, chociaż, jeżeli. Czasami robią to wyrazy nawiązujące do treści, np. wtem, nagle, naraz itp. Ale bywa i tak, że zewnętrznych wskaźników powiązania brak, a przecież związek wewnętrzny między wypowiedzeniami istnieje, np.:

 

1.Już naprzeciw księżyca gwiazda jedna, druga

 Błysnęła, już ich tysiąc, już ich milion mruga.

2.Kastor z bratem Poluksem jaśnieli na czele,

 Zwani niegdyś u Słowian: Lele i Polele.

(Mickiewicz, Pan Tadeusz)

 

Między dwoma wypowiedzeniami tekstu, oddzielonymi od siebie kropką, nie ma formalnego znaku powiązania łączącego je. A przecież istnieje między nimi ścisły związek wewnętrzny. Pierwsze wypowiedzenie o charakterze ogólnym ma swoje częściowe rozwinięcie w wypowiedzeniu następnym, szczegółowo wyznaczającym nazwy i miejsce owych ciał niebieskich jaśniejących i mrugających.

Związek wewnętrznego zespolenia występuje tu między zdaniami bezpośrednio po sobie wypowiedzianymi i do uchwycenia nie jest trudny. Zdarza się jednak często, że w analizie tekstu trzeba szukać wewnętrznych powiązań między wypowiedzeniami od siebie odległymi, co nie zawsze jest z miejsca uchwytne, a co nie uchwycone powoduje czasami niewłaściwą lub niepełną interpretację tekstu. W pracy przekładowej taka niedokładność pociąga za sobą niewłaściwe, nieścisłe oddanie tekstu.

Związki wewnętrznego zespolenia między wypowiedzeniami „na odległość”, czasami nawet znaczną, zdarzają się często w utworach literackich. Zdarzają się także i w Piśmie Św. O nich więc, o ich dostrzeganiu lub przeoczaniu oraz o następstwie tego podam tu kilka uwag.

Są owe związki dwojakiego rodzaju: 1. strukturalnie sygnalizowane i 2. strukturalnie nie sygnalizowane. – Za przedmiot rozważań biorę tylko Ewangelie, ponieważ pierwszy rodzaj tu przede wszystkim występuje. Zdarza się wprawdzie i w Dziejach Apostolskich, ale ze względu na to, że autorem ich jest autor trzeciej Ewangelii, księgę tę pomijam.

1. Związki strukturalnie sygnalizowane

W trzech Ewangeliach synoptycznych jest ponad dwadzieścia miejsc tekstu, rozpoczynających się zawsze jednakowo od zdania: Egeneto lub kai egeneto w języku greckim, Et factum est w tekście Wulgaty. To zdanie rozpoczynające werset jest zawsze zdaniem zapowiadającym jakąś ważną wypowiedź Chrystusa, albo jakieś ważne wydarzenie z Jego życia lub życia Jego poprzednika – Jana Chrzciciela. Nie zawsze jednak Ewangelista podaje zamierzoną treść bezpośrednio po zapowiedzi. Czasami między zapowiedzią a podaniem treści upływa kilka wersetów tekstu. Dopiero po odczytaniu ważkiego komunikatu czytelnik uświadamia sobie sens i powiązanie zdania Et factum est z przeczytaną treścią i z większą czujnością podchodzi do tekstu w dalszym jego czytaniu.

W języku polskim, w tradycyjnym przekładzie Wujka, to zdanie zapowiadające nigdy nie jest zagubione, nigdy nie jest przekształcone; zawsze brzmi w dokładnym tłumaczeniu z łaciny: I stało się. Wiadomo, że po tej zapowiedzi należy oczekiwać czegoś ważnego.

Przykłady z Ewangelii według św. Mateusza:

1. Rozdział 13: Jezus przybywa do swego ojczystego miasta, naucza tam, czyni cuda; wiersz 53. Ewangelista zapowiada:

Wuj. I stało się, gdy Jezus dokończył tych przypowieści, odszedł stamtąd.

W następnych wierszach informuje, że Jezus przybywa, naucza, czyni cuda, a ludność rodzinnego miasta odpowiednio reaguje. W odpowiedzi na to Jezus wypowiada swoje słynne zdanie, zdanie, które stało się prawie przysłowiem: „Nie jest prorok beze czci jedno w ojczyźnie swojej, a w domu swoim”. Ale to dopiero w wierszu 57.

Zdanie: I stało się jest głównym w złożeniu. Powiązane z dwoma następnymi: na podstawie dopełnieniowej 1 : 3, czasowej 3 : 2. Jest to struktura składniowa poprawna, skończona, zamknięta. Całość i syntaktyczna, i treściowa pełna. Ale zdanie główne pełnej wymowy nabiera nie w swojej własnej strukturze; zdobywa ją dopiero w powiązaniu z cytowaną wypowiedzią Chrystusa z wiersza 57.

2. Rozdział 19. Jezus o nierozerwalności małżeństwa. W wierszu pierwszym zapowiedź: „I stało się, gdy Jezus dokończył tych mów, odszedł (...)”. Potem przystąpili faryzeusze i kusili Go. W wierszu 4. Ewangelista podkreśla, że Jezus daje odpowiedź: „rzekł im (...)”. Dalej przytoczony tekst odpowiedzi i jej motywacja, wreszcie: „Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza”. Ale to dopiero w wierszu 6.

Początek wiersza – „I stało się”, fragment wiersza 4 – „rzekł im”, ostatnie zdanie wiersza 6 – „Co tedy Bóg złączył (...)” to treści nierozłączne.

Przykłady z Ewangelii według św. Marka:

1. Rozdział 2. Sprawa kłosów zrywanych w szabat przez uczniów Chrystusa. Rzecz rozpoczyna się w wierszu 23. Złożenie zdaniowe dosyć długie, chociaż tylko trzykrotne, na początku zdanie główne „I stało się”. Potem następuje zajście z faryzeuszami, przykład przytoczony przez Chrystusa o Dawidzie i chlebach pokładnych w świątyni i wreszcie konkluzja: „Szabat uczynion jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. A tak Syn Człowieczy jest panem też i szabatu”. Konkluzję zawierają wiersze 27 i 28.

2. W rozdziale 4 u tegoż Ewangelisty opisany obraz burzy na morzu i jej uciszenie słowem Chrystusa poprzedza także zdanie „I stało się”.

U tego Ewangelisty przykładów tak językowo skonstruowanych jest znacznie mniej aniżeli u św. Mateusza, ale funkcja cytowanego zdania jest zawsze niezmiennie ta sama.

Najwięcej przykładów rozpoczynających wiersz zdaniem „I stało się” znajduje się w Ewangelii św. Łukasza. Nie ma jednak ani jednego przykładu, w którym funkcja wymienionego zdania byłaby inna.

Przykłady:

1. Rozdział 5. Cudowny połów ryb. Rozpoczyna się rzecz w wierszu 1. „I stało się, gdy rzesze nalegały nań, aby słuchały słowa Bożego (...)”. W wierszu 8 – osłupienie Piotra i lęk na widok niezwykłego połowu, dopiero 10 wiersz zamyka całość słowami Chrystusa skierowanymi do Piotra: „Nie bój się: odtąd już ludzi łowić będziesz”. – Związek między początkiem wiersza pierwszego a zakończeniem wiersza 10 jest bezspornie widoczny. Początek – to przygotowanie odbiorcy na przyjęcie rzeczy ważnej, koniec – samo jej przyjęcie.

2. Rozdział 6,16. „I stało się w one dni, odszedł na górę modlić się: i nocował na modlitwie Bożej”. Całonocna modlitwa poprzedziła ważną decyzję Chrystusa: wybór spośród uczniów grupki dwunastu i nazwanie ich apostołami.

Tak jest zawsze. Żaden z synoptyków nie używa tej struktury składniowej dla innych celów. Żaden jej nie nadużywa dla spraw mniejszej wagi, np. do zapowiadania wydarzeń w wygłaszanych przypowieściach. W takich czy innych wypadkach znajdzie Ewangelista inny czasownik, po prostu accidit (...). Wymiennego zastosowania tych dwóch słów nie ma.

Rzadko tą formą wyrazu posługuje się św. Jan. W całej Ewangelii zaledwie parę przykładów, ale i tu widoczne celowe zastosowanie tej struktury, chociaż w funkcji nieco zmienionej. U św. Jana zdanie „I stało się” nie zapowiada sprawy ważnej, zjawia się zawsze na końcu, wprawdzie też anonsuje, ale wypadkową tego, co się działo, co wkrótce okaże się brzemienne w następstwa.

Przykłady:

1. Jan, 7,34, Chrystus wygłasza słowa trudne dla Żydów do pojęcia: „Szukać mię będziecie, a nie najdziecie, a gdziem ja jest wy przyjść nie możecie”. Rozmawiają o tym między sobą, dyskutują, ale to nie przyczynia się do rozumienia. Na to niezrozumienie nakłada się drugie, „o wodzie żywota”, wiersze 37 i 38. Umysły się roznamiętniają, dochodzi do wrzenia w tłumie. Obraz zamyka wiersz 43 wypowiedzią „Stało się tedy rozerwanie dla niego między rzeszą”.

2. Tak samo kończy się mowa Chrystusa o dobrym pasterzu i najemniku. Rzecz w rozdz. 10. Toczy się od wiersza 1-18. Finał podobny do omówionego poprzednio. Wyraża to wiersz 19, zamykający sprawę: „Stała się zaś różnica między Żydy dla tych mów”. Podobnie przedstawiają się jeszcze jeden czy dwa znalezione tam przykłady. Zdanie to zawsze podaje do wiadomości reakcję Żydów na twardą mowę Chrystusa. Przyjęty schemat składniowy, umieszczony na początku wypowiedzi zamykającej wydarzenia, ma niejako przyczynić się do lepszego jej zapamiętania.

Z tekstu wynika, że zdanie factum est to formuła syntaktyczna stosowana przez Ewangelistów świadomie, w celu zwrócenia uwagi odbiorcy na to, co będzie mówione, w celu przygotowania go psychicznie na przyjęcie treści, wywołania odpowiedniego nastroju czy nastawienia. – Sam zabieg dobrze nam znany. W ustnym obcowaniu skupiamy uwagę słuchaczy w różny sposób: gestem, mimiką, odśpiewaniem hymnu narodowego, wspólną modlitwą, ukazaniem się oczekiwanej osoby itp. Środki pisanego wyrazu mniej są zróżnicowane. Jednym z nich to pewne utarte schematy wypowiedzeniowe. W danym wypadku zdanie orzekające (u synoptyków występujące zawsze w złożeniu); zdanie to jednak nie spełnia całego swego zadania w złożeniu, do którego należy. Zadanie to realizuje się w pełni dopiero poza własnymi składniowymi granicami,.

Jak ta odrębność strukturalno-funkcjonalna wygląda w omawianych przekładach?

Jak już wspomniałam, zachowuje ją wiernie i niezmiennie przekład ks. Wujka, z nowszych przekłady ks. Szlagowskiego, i Biblii Poznańskiej; z powojennych tylko przekład ks. Dąbrowskiego.

Pozostałe przekłady różnie tę rzecz rozwiązują. Najczęściej taki wiersz, w oryginale wyraźnie zapowiadający, rozpoczyna się zgodnie we wszystkich przekładach dopiero po opuszczaniu zapowiadającej części złożenia, np. Mt. 13,53, ks. Szczep, „a gdy Jezus skończył te przypowieści odszedł stamtąd”. Zdanie to tylko informuje, nie zapowiada nic, do przyjęcia ważnej wypowiedzi Chrystusa o „proroku beze czci” nie przygotowuje, uwagi na niczym nie skupia. Związki wewnętrzne istnieją tylko w obrębie własnego złożenia. – Zupełnie podobnie tłumaczą ks. Gryglewicz i ks. Kowalski.

Ten sposób tłumaczenia jest najczęstszy. Czasami spójnik gdy zastępuje przysłówek zaimkowy kiedy, wtem, wtedy, czasami unika się w ogóle złożenia składniowego, np. Mk 2,23, „W sobotę przechodził przez zboże. Jego uczniowie w czasie drogi zaczęli zrywać kłosy” (ks. Grygl.).

Nie przeczę, że tego rodzaju ujęcia stylistyczne mają swoje wartości, ale czy dobrze jest gubić dla nich charakterystyczną właściwość dzieła? Czy można dla nich zapominać o tym, że zdanie tak samo jak i wyraz nie żyją w izolacji? Pełną wartość, pełne znaczenie wyznacza im dopiero węższe czy szersze środowisko, do którego należą i które tworzy odrębną całość ze wszystkimi i poprzez wszystkie swoje elementy. Czy można charakterystyczne z nich wyłączać z całości, zastępując je tylko zerem?

Zdarza się, że usuwając wyrazy stare, w tym wypadku zdanie „I stało się”, wprowadza się do obrazu nowe przez użycie nowych wyrazów nawiązujących jak wtem czy wtedy itp. Dla przekonania się o tym wystarczy przeczytać w nowoczesnych przekładach obraz burzy na morzu, Mk 4, czy przemienienia Pańskiego, Mk 9, porównać z tekstem Wujka czy ks. Dąbrowskiego, aby to sprawdzić.

W tradycyjnym obrazie burzy widać jakiś Boży plan, zamiar poddania próbie ludzi, których w życiu apostolskim czekają próby ciężkie. Ufności w moc Bożą potrzeba im wiele, tu uczą się jej, czegoś się dopracowują. W redakcji nowoczesnej burza to przypadek. W obrazie przemienienia zjawia się element baśniowości. – Tego wszystkiego nie ma w Ewangeliach. Fakty ukazane są tam w ich pierwotnym przeżyciu, w przeżyciu ludzi, którzy obcowali z Bogiem twarzą w twarz. Zastosowane środki językowego wyrazu doskonale to oddają. Polskie przekłady tradycyjne potrafią także zachować te rysy; czasami także przekład ks. Szczepańskiego. A dalej coraz trudniej. Czyżby w języku polskim drugiej połowy XX wieku zabrakło środków po temu?

2. Związki nie sygnalizowane strukturalnie

Drugi rodzaj wyrazu ścisłej wewnętrznej zależności między wypowiedzeniami od siebie odległymi – to rodzaj związków specjalnie językowo nie sygnalizowanych, a jednak istniejących.

Jeżeli się zdarzy, że tłumacz tego z jakichś powodów nie dostrzeże i taką ścisłą więź w swoim wyrazie rozluźni, czytelnik otrzyma tekst pokawałkowany, co jest wyraźną szkodą i dla tekstu, i dla jego odbiorcy.

W każdym języku istnieje wiele utartych, schematycznych wypowiedzeń, z czego posługujący się nim nie zawsze zdają sobie sprawę. Najwięksi indywidualiści w sposobie mówienia posługują się nimi bez żadnych skrupułów. Dobro wypracowane przez zbiorowość służy całej zbiorowości bez wyjątku. A jest tego dobra niemało, np. Co słychać? Co nowego? Ani mi to w głowie? itd. Do takich utartych zwrotów należy pewna formuła zamykająca dialog, toczący się przy dosyć wysokiej temperaturze uczuć. Formuła brzmi: „Nie? – To nie”. Kropka. Sprawa zamknięta. Żadna ze stron nie ma już nic do powiedzenia. Często formułą tą posługują się ludzie niekoniecznie wrogo do siebie usposobieni; po prostu przekomarzają się z jakiegoś powodu, wreszcie kończą tym spięciem: „Nie? – To nie.”

W rozdz. Mt. 21 i Łk. 20, opisana jest sytuacja, kiedy Chrystusa nauczającego w świątyni pytają faryzeusze, jaką mocą czyni to, co czyni. Jezus na pytanie odpowiada pytaniem o chrzcie Janowym. A kiedy odpowiedzi nie otrzymuje, odpowiada: Mt. 21,27:

Wulg. Nec ego dico vobis in qua potestate haec facio.

Grk. (ma redakcję identyczną z tekstem Wulgaty).

Wuj. Ani ja wam powiem, którą mocą to czynię.

Dąb. Ani też ja wam nie powiem, jaką mocą to czynię.

Jest to odpowiedź wyraźnie eliptyczna: Nie powiem (wprost). Wskazuje na to zdanie następujące bezpośrednio po odpowiedzi:

Wulg. Quid autem vobis videtur?

Grk. Ti de hymin dokci;

Wuj. A co się wam zda?

Dąb. Ale co się wam zdaje?

i natychmiast po tym pytaniu snują się jedna po drugiej aż dwie przypowieści o pracy w winnicy, z których druga kończy się słowami psalmu: „Kamień, który budujący odrzucili, stał się głowicą węgła; od Pana się to stało i dziwnym jest w oczach naszych” (Dąb.). – Odpowiedź jest dana. Nie wprost, w zamknięciu przypowieści: „Od Pana się to stało i dziwnym jest w oczach naszych” (w. 42). W wierszu 45 Ewangelista zaznacza, że kapłani i faryzeusze dokładnie zrozumieli odpowiedź Chrystusa. Słuchający nie byli zaskoczeni sposobem otrzymania odpowiedzi. Chrystus tę metodę stosuje często, a często słuchający Go – znają ją. Kropka nad i w formie zapowiedzi, że wyjaśnienie otrzymają w przypowieści nie musiała być przez Chrystusa postawiona.

Cała sprawa rozpoczęła się w wierszu 23 pytaniem faryzeuszów. Odpowiedź otrzymali dopiero w wierszu 42. Poszczególne momenty rozwojowe tej sprawy: 1) początek, pytanie faryzeuszów w. 23,2) ani też ja wam nie powiem, jaką mocą to czynię, ale co się wam zdaje? – reakcja Chrystusa na postawę faryzeuszów, (koniec w. 27 i początek w. 28) i 3) wyjaśnienie Chrystusa w wierszu 42 – to szkielet organizujący tę strukturę treściową. Wypełniony on jest między w. 28 a 41 dwoma przypowieściami, by słuchający sami próbowali myśleć, by lepiej zrozumieli to, czego są świadkami.

Nowoczesne przekłady tłumaczą koniec wiersza 27 nieco inaczej, aniżeli robią to Wujek i ks. Dąbrowski. Wprowadzają tu schemat: „Nie? – To nie”. – Odpowiedź Chrystusa w tych przekładach brzmi: „To i ja wam nie powiem (...)” Niewinna partykuła to wprowadza tu wiele zamętu. Przede wszystkim zamyka sprawę, przecina ją. A Chrystus wcale jej nie przecina, nie unosi się, nie usuwa, ani się z rozmówcami nie przekomarza. Przeciwnie, wyjaśnia z miejsca, wyjaśnia poglądowo, mocą jakiej władzy to czyni, aż do zamknięcia „Od Pana się to stało (...)”.

Zdecydowane odcięcie od całości wiersza 27 zdaniem „To i ja wam nie powiem (...)” sprawia, że przypowieści są w pewnym sensie zawieszone w próżni, a wyjaśnienie „Od Pana się to stało (...)” straciło swój punkt wyjściowy, a przez to znacznie osłabło w wyrazie.

Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że autor wprowadzający tę drobną modyfikację składniową i ci wszyscy, co za nim poszli, zasugerowali się pozorną koniecznością dodania jakiejś większej siły wypowiedzi Chrystusowej i wstawili na jej początku wzmacniającą wypowiedź partykułę to (w. 27). W ten sposób zdecydowanie odcięli tę część całości, która nieprzerwanie ciągnie się od w. 23 aż poza w. 42. Odcięta część stanowi wskutek tego zabiegu także oddzielną całość, zawieszoną w próżni, odosobnioną i znaczeniowo, i składniowo.

Chrystus często w swoich naukach podkreśla konieczność powierzenia Bogu sprawy zaspokojenia potrzeb materialnych dnia. Najmocniej wyraża się to w pozostawionej nam modlitwie Pańskiej. Równocześnie nakazuje zabiegać o rzeczy pozaziemskie i gromadzić skarby, których nie niszczy „mól ani rdza”, których nie wykrada złodziej.

To jest tętno, na które trzeba zważać w czasie przekładu miejsc Pisma Św. wyraźnie nim ożywionych.

U św. Łukasza w rozdz. 12 szczególnie mocno piętnuje Chrystus całą bezpotrzebę zbytniego zabiegania o dobra tego świata i całą bezsilność człowieka nawet w tej dziedzinie, bo – jak gdzie indziej o tym mowa – człowiek nie może nawet jednego włosa na swej głowie uczynić białym łub czarnym. Trzeba zaufać Bogu, gdyż – jeżeli troszczy się o rośliny (lilie polne) i zwierzęta – tym bardziej troszczy się o człowieka. A człowiek sam, bez Ojca? Cóż może sam? Natomiast z ufnością, z wiarą w moc Bożą i opiekę nad sobą „góry przenosić może” (o czym także gdzie indziej).

Ale sam? – Tak o tym Łk. 12,25:

Wulg. Quis autem vestrum cogitando potest adicere ad staturam suam cubitum unum?

Grk. tis de eks hymon merimnon dynatai epi ten helikian autou prosteinai pehyn?

Wuj. A któż z was myśląc może jeden łokieć przydać do wzrostu swego?

Dąb. I kto z was rozmyślaniem może dodać do wzrostu swego łokieć jeden?

Tak samo tłumaczy ten wiersz i ks. Szczepański. Natomiast przekłady ks. Gryglewicza i Kowalskiego oddają to inaczej,

Grg. Choćby kto z was najbardziej przemyśliwał, czy potrafi swe życie przedłużyć o łokieć?

Kow. Któż z was zdoła troskliwym zabieganiem przedłużyć swe życie chociażby trochę?

Obaj tłumacze potraktowali pytanie Chrystusa metaforycznie i usiłują sprowadzić metaforę na grunt rzeczywistości. (Tak samo postępuje Wł. Witwicki w odpowiednim miejscu Ewangelii św. Mateusza). I trzeba powiedzieć, że to jest ładnie zrobione i w jednym, i w drugim wypadku. Nasuwa się jednak pytanie, czy zgodnie z tekstem? I to z tekstem najbliższym. Zaraz w następnym wierszu Chrystus sam na to pytanie odpowiada:

Wulg. Si ergo neque quod minimum est potestis, quid de ceteris solliciti estis?

Grk. et oun oude elaxiston dynaste, ti peri ton loipon merimnate;

Wuj. Jeśliż tedy ani tego co najmniejsze jest możecie, czemuż się o inne frasujecie?

Dąb. Jeśli tedy i najmniejszej rzeczy nie możecie, o inne czemu się troszczycie?

Grg. Jeżeli więc nawet najmniejszej rzeczy nie możecie, to dlaczego tyle troski poświęcacie innym sprawom?

Kow. Jeżeli więc nawet drobnych rzeczy zdziałać nie możecie, po cóż troszczycie się tak bardzo o resztę?

Jak widać w tłumaczeniu następnego wiersza wszyscy są w zgodzie. Ale czy ta zgodność przekładu u wszystkich wiąże się ściśle z treścią wiersza poprzedniego? A przecież odpowiedź wypływa z pytania. Czy istotnie moc przedłużenia życia choćby o drobny odcinek czasowy to taka drobnostka na siły ludzkie, że Chrystus zaliczyłby ją do „rzeczy najmniejszych”? Również zwiększenie własnego wzrostu w sensie fizycznym nie jest dla człowieka tym, co najmniejsze, skoro sam Chrystus mówi gdzie indziej o tym, że człowiek nie jest w mocy zmienić nawet barwy jednego włosa na własnej głowie. A Chrystus jest w słowach i w ocenie faktów konsekwentny.

A jednak wydaje mi się, że księża Gryglewicz i Kowalski mieli słuszność traktując pytanie Chrystusa metaforycznie. Jeżeli się z tym zgodzić, trzeba się zgodzić także i z tym, że musiała to być jakaś metafora żywa, bardzo codzienna, dobrze znana i dla środowiska w pełni zrozumiała. Zrozumiała tak, jak są zrozumiałe dla nas metafory naszego żywego, potocznego języka, które mamy wciąż „pod ręką” i posługujemy się nimi w razie potrzeby. Podobnie mogło być ze zwrotem „dorzucić łokieć do wzrostu”. Mógł żyć w języku długo, ale z biegiem czasu utracił życie tak samo, jak to się dzieje ze specjalnymi zwrotami w różnych językach. Obumierają. – Po wiekach zwrot ten, dla nas w ogóle obcy, jest w tekście polskim czymś martwym.

Ale w jakiej płaszczyźnie codzienności szukać życia dla tej przenośni? Nie wiem. Jednak spróbuję rzecz ująć, jak rozumiem, przyjmując za podstawę, że pewne właściwości natury ludzkiej są wiecznie żywe i przejawiają się w podobny sposób, o czym historia kultury i zawartość myślowa i uczuciowa dzieł literackich mówią od czasów najdawniejszych.

Myślę o tym, że człowiek lubi gromadzić dostatki ponad własną, doraźną potrzebę nie tylko dlatego, żeby w jakiś sposób zabezpieczyć się na nieprzewidziane „złe dni” w życiu. Aby pozostać myślą przy tekście biblijnym, wymienię jako przykład historię lat urodzaju i głodu w Egipcie i mądre rządy Józefa, zabezpieczające nie tylko ludność Egiptu przed śmiercią głodową.

Człowiek chętnie gromadzi dostatki różnego rodzaju w celu wzrostu, w celu wyróżnienia się, a przecież bardzo zróżnicowane są możliwości i ambicje ludzkie, ażeby się wyróżnić, ażeby coś znaczyć, czyli żeby wzrosnąć we własnym otoczeniu, we własnym środowisku.

Może o takim wzroście w społeczeństwie jako o najwyższym celu rozmyślań ludzkich mówi Chrystus, piętnując zbytnią zapobiegliwość o rzeczy doczesne. Podkreśla równocześnie, że wyłącznie własnymi siłami, „rozmyślaniem” nawet tego zrealizować nie jest w możności. Może to są właśnie owe rzeczy „najmniejsze”?

Nie wiem. Nie jest zresztą moim zadaniem rozwiązywać te rzeczy, nie mam do tego przygotowania. Sprawa wypłynęła przygodnie. Chciałam na tym przykładzie, dosyć jasnym, ukazać, że trudno w tekście o zdania izolowane, które można by przekładać nie licząc się z tym, jak to się odbije na całości, do której zdanie przynależy swoją treścią, jakie wytworzy powiązanie choćby z najbliższym kontekstem. Słowem, chodziło mi o podkreślenie konieczności uwzględniania w pracy przekładowej kontekstu szerszego, nie tylko zawartości bezpośrednio przekładanego zdania. I dlatego wydaje mi się, że lepiej pozostawić tu po staremu „łokieć do wzrostu”, co może znaleźć zawsze szersze omówienie ustne. Może mieć rozumienie przenośne, czemu nie sprzeciwia się wcale tekst najbliższego wersetu, a co nie nasunie myśli, że istotnie fraszką jest dla człowieka sprawa przedłużania własnego życia.

Przykładów tego rodzaju jest więcej. Wymagają one zawsze dokładnej analizy jakiegoś dłuższego odcinka tekstu, do którego bezpośrednio przynależą. Szerszy kontekst powinien zadecydować np. o tym, czy w Ewangelii św. Jana, 4,32 w przekładzie polskim uczniowie nie znają pokarmu, który ma Chrystus, czy też nie wiedzą o nim. To przecież nie jest to samo. Podobnie w tej samej Ewangelii 5,41, czy mowa powinna być o chwale, czy o pochwale Chrystusa. O jakie pojęcie tu właściwie chodzi, jaką cechę przypisać podmiotowi w orzeczeniu w związku z treścią przyjętego dopełnienia: chwała czy pochwała? Treści znaczeniowe tych wyrazów są bezsprzecznie różne.

Jednym ze środków przyczyniających się w dużej mierze do kawałkowania odcinków tekstowych bezwzględnie treściowo niepodzielnych jest unikanie (przez opuszczenie) w przekładach nowoczesnych spójników lub składników dodatkowych, nie tylko nawiązujących jedno wypowiedzenie do drugiego, ale motywujących je. Jeżeli taki składnik motywujący następne wypowiedzenie odetniemy, otrzymamy zespół wypowiedzeń mniej lub więcej luźny, nie motywowany, co się w Nowym Testamencie chyba nie zdarza, a co w wymienionych przekładach do rzadkości nie należy.

Jako przykład niech posłuży fragment z drugiego Listu św. Pawła do Koryntian, 12,7-9. Św. Paweł mówi w tym Liście o potrzebie własnej pokory w obliczu doznanych objawień, i jako na wystarczające jej źródło wskazuje własne ciało, pełne niedoskonałości, złych popędów itp. Cytuję trzy wiersze tego Listu, żeby zagadnienie struktury językowej wystąpiło wyraźniej. Podaję dwa przekłady: ks. Wujka i ks. Dąbrowskiego ze względu na wyraz zrozumiały, chociaż tradycyjny.

Wuj. 7.  Ażeby mię wielkość objawienia nie wynosiła, dan mi jest bodziec ciała mego, anioł szatanów; aby mię policzkował.

  8.  Dlatego (rozstrzelenie własne) trzykrociem Pana prosił, aby ode mnie odstąpił.

  9.  i rzekł mi: Dosyć ty masz na łasce mojej, albowiem moc w słabości doskonalszą się stawa.

Dąb. 7.  Abym się zaś dla wielkości objawień nie wynosił, dany mi jest bodziec ciała mego, anioł szatana, żeby mię policzkował.

  8.  Dlatego (rozstrzelenie własne) trzykrotnie prosiłem Pana, aby ode mnie odstąpił,

  9.  ale mi rzekł: Dosyć masz łaski mojej, bo moc w słabości się doskonali.

Siódmy wiersz tego urywka wyraża postawę autora względem własnego ciała. Postawą tą motywuje się decyzja-prośba, skierowana do Boga. Motywacja ma także wyraz zewnętrzny w składniku dodatkowym dlatego. Składnik ten wiąże treść wiersza 7 i 8 w całość nierozerwalną, złączoną z wierszem 9 przy pomocy spójnika, leżącego między nimi. W ten sposób wszystkie trzy wiersze, stanowiące niepodzielną całość treściową, wyrażają tę właściwość także na zewnątrz.

W przekładzie ks. Kowalskiego między wierszem 7 a 8 opuszczono składnik motywujący dlatego. Tekst stracił wyraźnie na ścisłości powiązania, co dla czytającego nie jest bez znaczenia, a co na zrozumiałość czytanej treści nie wpływa dodatnio. W wyrazie ustnym można by to opuszczenie rekompensować intonacją głosu, gestem, mimiką. Wyraz pisany tymi środkami nie dysponuje, wobec czego wydaje mi się, że składniki wypowiedzenia, motywujące jego treść wypływającą z treści wypowiedzenia poprzedniego, zasługują na trochę większą uwagę tłumaczy. O ich opuszczaniu lub pozostawianiu powinny decydować tylko potrzeby tekstu.

Wiadomo, że nawet przy stosowanej metodzie opuszczania czy to całych struktur składniowych, jak poprzednio, czy ich poszczególnych elementów, jakaś treść przecież pozostaje. Czytelnik wie, o co chodzi; ale elementy treści „nie trzymają się” wzajemnie, obraz nie jest pełny, ma charakter reportażowy. Takich przykładów rozbijania tekstu „ścisłego” jest wiele we współczesnych tłumaczeniach.

 

Polska tradycja przekładowa nie zna tego rodzaju niedociągnięć w stosunku do tekstu. Językowy wyraz jest z nim w zgodzie.

Ze staropolskiego przekładu ks. Wujka widać, że: 1. tłumacz w ciągu pracy ogarniał wciąż całość dzieła, pamiętał o niej, 2. wiedział, że zawartość całości realizuje się w poszczególnych jej cząstkach, 3. cząstki te przekraczają rozmiary poszczególnych wierszy, 4. mają własną tematykę zorganizowaną we własny wyraz, 5. każdy tematycznie samodzielnie zorganizowany odcinek służy całości, której jest cząstką, 6. całość ożywiają pewne idee naczelne, kierownicze, wcielane i realizowane cząstkowo poprzez owe drobne odcinki, które odpowiednio uszeregowane tworzą kształt dzieła.

Wyraz językowy jest tu posłusznie nagięty do tego, co autor zastał, dokładnie poznał i postanowił wyrazić w obcym języku. Tu towarzyszy pracy ciągłe widzenie szczegółu na tle całości oraz całości realizowanej poprzez szczegół. To znamienny rys pracy nad starym przekładem Nowego Testamentu.

Nie wiem, czy i o ile tę postawę autorów da się wykryć w nowoczesnych przekładach Nowego Testamentu. Na pierwszy rzut nie jest uchwytna, może gruntowne badania tekstowe rzucą w przyszłości trochę światła na tę sprawę.

Z przekładów powojennych wszystkie wymienione właściwości w sposób wyraźny wykazuje tylko przekład ks. Dąbrowskiego. Tłumacz wciąż widzi przed sobą całość dzieła i ma na pieczy wszystkie jego sprawy w całej rozciągłości. Pamięta o wszystkich wymogach tekstu i w odpowiednich momentach uwzględnia je w sposób przez tekst postulowany. Tłumacz pamięta, że całość dzieła realizuje się poprzez jego najdrobniejsze odcinki, poprzez konkretne wypowiedzenia, więc organizuje je tak, by wymogom całości odpowiadały w pełni.

Ta metoda przekładu staropolskiego, metoda uwzględniania szerokiego kontekstu, ożyła w pełni, jak mi się wydaje, tylko w tym jednym przekładzie powojennym. W jego językowym wyrazie wszystko jest przemyślane, podporządkowane celowi. Nie ma tu miejsca na przypadek czy osobiste upodobania. Tłumacz w pełni podporządkowuje się tłumaczonemu dziełu. Ten rys obiektywnie istniejący, przykładami potwierdzony, jest już pewną realną podbudową, uzasadniającą słuszność subiektywnego odczucia czytelnika, że jest to przekład zgodny z tradycją, czy – jak ogół woli mówić – podobny do przekładu Wujka.




Artykuł pochodzi z "Podręcznej Encyklopedii Biblijnej", t. 2, M - Z / pod red. E. Dąbrowskiego. Poznań : Księgarnia św. Wojciecha, [1960], s. 741-825.
Publikacja za zgodą Wydawnictwa św. Wojciech [zgoda z dnia 10 kwietnia 2015 r.]
 

Zostaw komentarz

Komentarz: 


Podpis:     
Przepisz kod: 
 


Nadesłane komentarze

  • ~Michał Rajewski10 mies. temu [10 grudnia, g.18:17]
  • Za dużo tu rozważań o znaczeniu wyrazów zaś wogole nie ma mowy o krytyce tekstu! [Odpowiedz]